fbpx

Sprawa wyszła na jaw 4 maja 2021 roku i została opisana przez Onet.pl. Tydzień później zająłem się tym, bo wiadomo, że do publikacji Onet.pl należy podchodzić jak do TVN i TVP Kurskiego, z założeniem, że nic tam nie jest prawdą. Okazało się, że Onet.pl wyjątkowo napisał prawdę i rzeczywiście w statystykach „szczepień” zamieszczonych na rządowej stronie brakuje bagatela 700 tysięcy dawek „szczepionek”. Od czasu ujawnienia tego faktu Dworczyk i Matynia prowadzący na Twitterze konto @szczepimysie unikają tematu jak ognia. Padł jakiś ogólny i bełkotliwy komunikat, że to skutek raportowania, z czego rzecz jasna nic nie wynika, tym bardziej, że od 4 maja do dziś liczba brakujących dawek się nie zmienia. 10 maja policzyłem, że brakuje 713 822 dawek, dziś brakuje 721 140 dawek.

Źródło: https://www.gov.pl/web/szczepimysie/

O ile końcówki sprzed tygodnia i z dziś są banalne do wytłumaczenia, choćby rezygnacją ze „szczepień”, czy przesunięciem terminu, to stale utrzymująca się wartość 700 000 sztuk, które przepadły nie wiadomo gdzie, zaczyna się układać w jedną „teorię spiskową”. Wcześniej sądziłem, że chodzi o partię AstraZeneca, która jest najbardziej nie lubianą przez Polaków „szczepionką” i szczególnie nauczyciele masowo „szczepieni” tym wynalazkiem, po pierwszej dawce mieli dość. Teraz w tym wyjaśnieniu widzę poważną lukę, mianowicie taką, że mamy stały deficyt dawek, a to jest niemożliwe do utrzymania przy takiej liczbie „zaszczepionych”, którzy rezygnują z drugiej dawki. Mówimy o milionach i wahania tygodniowe na poziomie kilku lub nawet kilkudziesięciu tysięcy są zrozumiałe, natomiast jak od siekiery odcięte 700 tysięcy „znikniętych szczepionek” zachowaniami pacjentów tłumaczyć się już nie da. Wartość ta powinna albo poważnie spadać, w końcu mamy fantastyczne spoty rządowe, po których Polacy doznają olśnienia albo w wyniku działań Matki Kurki i reszty oszołomów powinny znacząco rosnąć. Nic podobnego się nie dzieje, co kieruje moje podejrzenia na zupełnie inne tory i skojarzenia.

Pierwszym skojarzeniem jest niesławny zakup respiratorów, których transport do Polski przez kilka tygodni potwierdzał Andrusiewicz. Średnio co dwa dni słyszeliśmy, że respiratory już płyną, by na końcu się dowiedzieć, że komornik zajmie się ściąganiem pieniędzy, które rząd wyłożył w ciemno i to na konta skompromitowanego handlarza bronią. W przypadku szczepionek takich komunikatów nie ma, głownie dlatego, że nikt, poza mną się tym nie interesuje. Początkowe założenie, że rezygnacja ze „szczepień” odpowiada za deficyt, obroniłoby się, gdyby liczba ulegała znaczącym zmianom. Tymczasem dzieje się dokładnie odwrotnie, a to oznacza, że nie jest możliwe, aby równa wartość brakujących dawek powstała w inny sposób niż w wyniku lewego interesu, błędnie rozliczonej dostawy lub błędu w samym zestawieniu statystycznym. Ostatnią możliwość raczej wykluczam z tego prostego powodu, że to bardzo łatwo naprawić i w obecnym szumie informacyjnym pewnie odbyłoby się wszystko bez konsekwencji, zwłaszcza, że „szczepionek” nie brakuje, ale zalegają w magazynach.

Pozostają do wyjaśnienia dwa pozostałe warianty. Pomyłka przy odstawie i teraz ktoś musi za to odpowiedzieć? Prawdopodobne, tylko to też nie jest jakaś wielka przeszkoda nie do pokonania. Zwykle za takie rzeczy zwalnia się magazyniera, czy w łagodniejszej wersji pozbawia premii i po krzyku, przecież Dworczyk za to nie beknie. Najtrudniejszy do wyjaśnienia jest lewy interes ze szwagrem, czy innym instruktorem narciarskim. Raczej wykluczam, że mogło się to stać w publicznych placówkach, ale pamiętajmy, że „szczepionki” trafiły do wielu firm prywatnych i tutaj o taki „biznes” najłatwiej. Nie mam danych, które pozwoliłby postawić taki zarzut, ale nie mam ich dlatego, że ani Dworczyk, ani Matynia nie udzielają poważnej odpowiedzi na poważne pytania. Od tygodni fakt, że brakuje w statykach 700 tysięcy dawek rzekomo dostarczonych do szpitali, pozostaje niezmiennym faktem. Stąd moje kolejna pytanie. Panie Dworczyk, panie Matynia, gdzie jest 700 tysięcy dawek „szczepionek”?