„Szydera” i pusty garnek, czyli skuteczne trzymanie Polaka za pysk

Prześlij dalej:

Nie ma żadnej cenzury, nie ma żadnego zamordyzmu, wyznaczane są tylko trendy, a kto niemodny tego z rechotem na dno gara. Pierwszy i największym rechotem częstuje się ludzi, którzy zgodnie z prawdą dającą po oczach mówią o fasadzie normalności, o fasadzie demokracji i kolorowym kneblu zamiast wolności słowa. Nie działa Mysia, do więzienia też nie zamykają i piszę o tym z pozycji człowieka, który akurat mógłby narzekać i histeryzować, po czterech procesach, w tym jednym cywilnym. Dziś sprawy załatwia się inaczej i w zasadzie nikt nikogo do niczego nie zmusza, jedynie wyznacza modne kierunki. Rodzice posiadający dzieci w szkolnym wieku najszybciej wyłowią obowiązujący w Polsce mechanizm awansu i degradacji. Bez telefonu komórkowego i markowego ciucha jesteś w szkole nikim, ciągnie się za Tobą jedna wielka szydera. W życiu publicznym RPIII dzieje się dokładnie tak samo, owszem można napisać i powiedzieć niemal wszystko, ale trzeba się zdobyć na wyżyny nonkonformizmu i mieć świadomość, że na dnie pustego garnka rozniesie się nieludzki rechot. Bezlitosne wyznaczenie kierunków powoduje, że zdecydowana większość najzwyczajniej w świecie boi się odezwać i jeśli się komuś wydaje, że przesadzam, to niech sobie po cichu przed własnym sumieniem odpowie na dwa pytania testujące. Przyznajesz się do swoich preferencji politycznych? Wycofujesz się z rozmowy gdy padają dowcipy o Smoleńsku? Ano właśnie, nawet jeśli się przyznajesz i nie wycofujesz, to wiesz doskonale, jakie mają o Tobie zdanie w pracy i rodzinie, chyba, że masz szczęście pracować wśród „oszołomów” i cała rodzina to ciemnogród. O ile tak jest, to też nie ma się czym pocieszać, po prostu Twoja firma i Twoja rodzina nie zazna ciszy i do syta się nie naje. W RPIII komentuje się rzeczywistość na komendę i wcale nie jest prawdą, że nie można poruszać niewygodnych tematów.

Strony

18180 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

14 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Ten http://twitter.com/komorowskipl    to faktyczny czy zmyślony?

  2. pogrzebowe tony, to chyba efekt zbliżającego się Święta Zmarłych:-P
    Pamiętacie jeszcze pierwsze słowa naszego Hymnu?

  3. kiedy Ewa Stankiewicz wyraziła swój pogląd, wreszcze zadziałała solidarność dziennikarska a na czele dwóch wybitncyh dziennikarzy - Jarosław Kuźniar i Monika Olejnik. Kiedy polityk atakował fizycznie dzinnikarzy wykonujących swój zawód,  solidarności zawodowej nie było, ale tym razem zaskoczyli pozytywnie. Myślałem że to raczej policja z wrocławia przyjdzie do Ewy Stankiewicz i zaaresztuje ją za "manie poglądów", tak jak we Wrocławiu uwięzlili ludzi którzy pikietowali przemówienie Baumana, który poczuł się dyskomfortowo że ktoś w Polsce może mieć inne poglądy niż jego, a policja zatrzymała bo złamali neutralność światopoglądową i upierali się że będą mieć inne poglądy niż władza. Na szczęcie dwójce dziennikarze nie grozi zatrzymanie przez policję za "manie poglądów". W każdym razie, kiedy Ewa Stankiewicz wyrazi swoje poglądy na temat agentury radzieckiej w Polsce, Jarosław Kuźniar przystąpi do pracy dziennikarskiej czyli  tępienia niezgodnych poglądów , kiedy u Michnika piszą o agenturze radzieckiej oplatającej media, a Monice Olejnik spadają bambosze z nóg. "no pulitzer będzie, wiedziałam że w końcu będzie".

  4. wybrałem się z synem do Polski (z Berlina) podreperować auto u pewnego przygranicznego mechanika, u którego naprawiam auta od lat.

    Muszę zaznaczyć, że Polskę opuściliśmy tuż przed ogłoszeniem stanu wojennego, czyli pod koniec 1981 roku, więc w Niemczech żyję już dłużej niż w Polsce, a mój 38 letni syn prawie całe życie... Oczywiście syn już od wielu lat nie mieszka z nami, ale akurat traf chciał, że nas odwiedził w czasie planowanej wyprawy do Słubic. Po drodze rozmawialiśmy o Polsce (po polsku, oczywiście, cała trójka naszych dorałych już dzieci świetnie włada językiem rodziców!), bo syn chciał się dowiedzieć kilku szczegółów, zwłaszcza o aktualnej sytuacji w związku z “awansem” Tuska do Brukseli itd. Ponieważ na temat tego co RZECZYWIŚCIE się w Polsce dzieje wiem akurat o wiele więcej niż nawet przeciętny Polak (o lemingach nie wspominając), więc miałem mu sporo do powiedzenia, chociaż moje wyjaśnienia miały właśnie taki mniej więcej charakter, jak komentarze Kurki czy Kochel’a, czyli oględnie rzecz ujmując, były nieco dołujące. Syn, przyzwyczajony do niemieckiej rzeczywistości, miał sporo kłopotów ze zrozumieniem wielu spraw, zwłaszcza w kwestii wolności słowa, roli mediów, tragedii w Smoleńsku czy niskiej frekwencji wyborczej, ale jakoś tam w końcu większość wyjaśnień z oporami pokapował. Nie chciał tylko uwierzyć w tą letargiczną bierność Polaków i niechęć do polityki i postanowił sam sprawdzić jak to wygląda.
     
    Napierw zagadnął właściciela warsztatu, na co ten odparł wymijająco, że „nie ma czasu na politykę“ i woli zarabiać pieniądze. Ponieważ warsztat leży z dala od centrum miasta, a auto trzeba było na kilka godzin zostawić, mechanik wezwał nam taksówkę. Zaraz po wejściu do wozu, syn zagadnął więc taksówkarza o aktualną politykę. Tamten zaczął strasznie narzekać na tych „oszustów w rządzie“, kląc przy tym jak szewc. W którymś momencie syn pyta go, na kogo w takim razie zamierza głosować w przyszłym roku, a kiedy taksówkarz wylewnie wyznał, że on też, od lat ma w dupie wybory, syn najpierw zapytał jak w takim razie ma się w kraju cokolwiek poprawić, skoro wszyscy zostaną w domu, a następnie zagadnął gościa o PiS jako alternatywę dla obecnych, jak tamten sam ich określił, oszustów. Akurat politycznego wyrobienia taksówkarza nie muszę Wam tłumaczyć, znacie doskonale te różne „wszyscy oni tacy sami“ czy „jeden złodziej lepszy od drugiego“, ale na pytanie o PiS gościu oświadczył, że „na Kaczora“ nigdy nie zagłosowałby... ze strachu! I to nie ze strachu przed „wojną z Ruskimi“ czy innymi TVN-owskimi absurdami, ale przed własną rodziną! Syn na to, że przecież wybory są tajne i że on nigdy nie dyskutuje ze mną na temat stawianych w kabine krzyżyków, ale taksówkarza to nie przekonało. Powiedział, że z samego faktu iż po tylu opuszczonych wyborach poszedłby do lokalu wyborczego, jego „stara i dorosle dzieciaki“ wyczuliby, że zagłosował na PiS i miałby w domu „przejebane“. Muszę się przyznać, że zgłupieliśmy z synem dokumentnie. Tak idiotycznego uzasadnienia obaj jeszcze w życiu nie słyszeliśmy... W drodze powrotnej do Berlina już na temat polskiej porąbanej politycznej rzeczywistości nie rozmawialiśmy, ale myślę, że syn jednak w to – przepraszam za mocne słowo – samobójcze kołtuństwo naszych rodaków uwierzył.

  5. Strony