Reklama

Na wstępie trochę historii, potem więcej geografii.

Na wstępie trochę historii, potem więcej geografii. Dawno temu pewien polityk wspomniał coś o Gabonie, w kontekście państwa mało znaczącego. Jakieś półtorej godziny po tej wypowiedzi telewizje obiegły pierwsze „felietony” udowodniające, że w Gabonie żyje się dostatnio i chociaż panuje tam kult jednostki, Murzynów w ogóle w Gabonie nie biją. Ten polityk był opozycyjny, „bez szans na władzę”, mimo to naraził Polskę na zaostrzenie stosunków bilateralnych z Gabonem, słowem polityk wykazał się skrajną i dyskwalifikującą nieodpowiedzialnością. Minęło trochę czasu i oto w telewizji pokazali wywiad z innym politykiem, tak się nieszczęśliwie składa, że prezydentem Polski. Prezydent Polski zapytany o badania naukowców, którzy pracują dla komisji Macierewicza, był łaskaw żartować w swoim myśliwskim stylu, że mamy do czynienia z egzotycznymi naukowcami rodem z Nowej Gwinei, czy innej Nowej Zelandii. Przechodzę do geografii. Najpierw Nowa Gwinea, największa po Grenlandii wyspa na świecie, na której zamieszkuje 9 milionów ludzi, do których należą zgromadzone na wyspie pokłady złota i ropy naftowej. Nowa Zelandia, monarchia konstytucyjna, głową państwa jest brytyjska królowa Elżbieta II, 75 kraj pod względem powierzchni, PKB na głowę mieszkańca 28 tys. USD, przy 18 tys. na głowę Polaka. I na końcu Buda Ruska, wieś położona w powiecie sejneńskim, 96 mieszkańców. Była historia, jest geografia, czas na egzotykę. Tak się głośno zastanawiam nad pewnym zestawem, nazw, nazwisk, lokalizacji. Gdyby w szerokim świecie, powiedzmy w Japonii, spytać 1000 losowo wybranych Japończyków:

1) Czy słyszałeś o Nowej Gwinei i Papuasach?
2) Czy słyszałeś o Nowej Zelandii i Maorysach?
3) Czy słyszałeś o królowej Elżbiecie II?
4) Czy słyszałeś o Budzie Ruskiej?
5) Czy słyszałeś o Bronisławie Komorowskim?

To na, które pytania Japończycy wytrzeszczyliby oczy, wzruszyli ramionami, strzelili zdziwione miny, a w najlepszym razie odpowiedzieliby: „Sayōnara”? Jeśli wyznacznikiem kompetencji ma być położenie geograficzne, to trzeba wyznaczającemu wiedzieć, że o Papuasach żyjących na Nowej Gwinei, o Maorysach żyjących w Nowej Zelandii słyszało 999 Japończyków, na 1000 zapytanych. O takiej egzotyce jak Buda Ruska i Bronisław Komorowski nie słyszało pół Japończyka. Facecjonista Komorowski do dyskredytacji wiedzy i kompetencji naukowców zespołu Macierewicza zastosował technologię operatora Polskiej Kroniki Filmowej. Dowcipne potraktowanie wrogów ludu epitetem – bikiniarz, wypadło tak jak zwykle wypada facecjonista Komorowski, ni przypiął ni przyłatał, wypisz wymaluj masówka w bocznej sali Nowej Huty. Wszyscy czterej naukowcy z zespołu Macierewicza pochodzą z krajów, które nawet Komorowskiemu z Budy Ruskiej powinny się obić o uszy to: Stany Zjednoczone Ameryki, Australia i zapewne najmniej Komorowskiemu znana Polska. O profesorze Biniendzie słyszano co najmniej w NASA, o doktorze Nowaczyku słyszały co najmniej władze Uniwersytetu Maryland, o doktorze Grzegorzu Szuladzińskim słyszało pół Australii i nawet Artymowicz, z sąsiadującej z Budą Ruską, wsi. Z kolei polski profesor Marek Czachor, ukończył Uniwersytet Gdański i jeszcze pracuje jako naukowiec – fizyk teoretyczny.

Nikt nie podnosi rabanu, że urzędujący prezydent RP naraził stosunki polskie nie tylko z Bogu ducha winną Nową Gwineą i Nową Zelandią, ale z majestatem jej królewskiej mości, królowej Elżbiety II. Cisza nad tą trumną intelektualną i chyba słusznie, chwalić się nie ma czym – „durnia mamy z prezydenta”. Właściciel altanki w Budzie Ruskiej wyznaczył takie standardy kompetencji, w których sam przepada i kompromituje się z kretesem, ale kryteriami egzotycznych prezydentów nie należy się przejmować. Przyjmując kryteria naukowe, doktorom i profesorom z zespołu Macierewicza nie można zarzucić niczego, poza uznaną marką w dyscyplinach, które uprawiają. Gdy się nie da kijem, to się wynajmuje pałkarza, tak też został wynajęty pałkarz z Budy Ruskiej, Bronisław Komorowski. Wielu się na podobne zachowania oburza, a mnie te zachowania uspakajają. Skoro „obóz zdrady narodowej” sięga po pałkarza na najwyższym urzędzie, musi się w obozie pod ogonem ostro dymić i już palić. I to jest jedno pocieszenie. Drugie pocieszenie powinno pocieszać zaatakowanych naukowców, bo ataki ze strony analfabety, facecjonisty i ignoranta z Budy Ruskiej nie są wprawdzie wielką rekomendacją, ale są histerycznie wyrażonym potwierdzeniem właściwego kierunku badań. Za mało w tym dowcipie luźnej gawędy, za dużo dymu i ognia spod ogona. Wśród badaczy naukowych zawsze występuje taka asekuracja, że pomimo potwierdzeń i wyliczeń, trzeba sobie zostawić margines wątpliwości. Panowie, po wystąpieniach Komorowskiego, Tuska, Michnika i pozostałych, ten margines w ciemno możecie sobie skrócić – jesteście na kursie i ścieżce.

Reklama

9 KOMENTARZE

  1. ałtorytety
    Mogę zrozumieć że badacze katastrofy po stronie rządowej, dyskredytują tych naukowców. Uważają że Polscy naukowcy są lepsi, tylko mam pytanie , którzy ? Tak z nazwiska stopnia i uczelni. Może ich mi ktoś wskazać, chętnie bym poczytała co nasi sądzą o Katastrofie.

  2. ałtorytety
    Mogę zrozumieć że badacze katastrofy po stronie rządowej, dyskredytują tych naukowców. Uważają że Polscy naukowcy są lepsi, tylko mam pytanie , którzy ? Tak z nazwiska stopnia i uczelni. Może ich mi ktoś wskazać, chętnie bym poczytała co nasi sądzą o Katastrofie.

  3. ałtorytety
    Mogę zrozumieć że badacze katastrofy po stronie rządowej, dyskredytują tych naukowców. Uważają że Polscy naukowcy są lepsi, tylko mam pytanie , którzy ? Tak z nazwiska stopnia i uczelni. Może ich mi ktoś wskazać, chętnie bym poczytała co nasi sądzą o Katastrofie.

  4. Co wolno wojewodzie..
    Ten kolejny przykład pokazuje skrajnie odmienne traktowanie obozu władzy i opozycji. Pozwoliłem sobie napisać opozycji, ponieważ tylko JarKacz oraz jego partia jest jedyną realną opozycją w sejmie. Ktoś by powiedział – ale też mi wielkie halo, też nie macie się czego czepiać. Lecz ten wydawało by się niepozorne wyglądający przykład jest odzwierciedleniem tego, jak się postrzega i jak opisuje obóz władzy oraz opozycję. U Kaczyńskiego zawsze znajdzie się jakiś Gabon, zawsze znajdzie się kolejna Merkel w książce, każdy procent do którego będzie można się przyczepić mniej lub bardziej sprawiedliwie, zostanie maksymalnie wykorzystany w wałkowany dni i noce. Takich przykładów można by pokazywać dziesiątki, udokumentować oraz opisywać jak swego czasu Marek Markiewicz w programie Bumerang. Wachlarz manipulacji jest naprawdę spory. Od chamskich i oczywistych po przekaz podprogowy. Jednym z przykładów jest starcie panów Tuska i Kaczyńskiego o projekt uchwały PiS ws. zwrotu Polsce wraku Tu154M. O jego oczywistym uzasadnieniu nie wspomnę, odeśle jedynie do materiałów oraz sposobu relacjonowania przez media tego sporu. Za każdym razem, bez względu na telewizję i kanał, pokazywany był obraz kłótni w sejmie w którym to Kaczyński jako pierwszy był głównym bohaterem, ten wredny Kaczor, palcem grożący Tuskowi znowu zieje nienawiścią a w odpowiedzi broniący się Tusk ze swoim “wolałbym się nie urodzić” itd. Nie ma co się dziwić wielkością negatywnego elektoratu JarKacza, za każdym razem jest przedstawiany w sposób negatywny, mniej lub bardziej subtelnie. Na szczęście klapki z oczu co niektórym zaczynają spadać, a pomaga w tym kompletna niekompetencja władzy w wyjaśnianiu katastrofy pod Smoleńskiem.

    • Kurcze, dobrze że
      Kurcze, dobrze że przypomniałeś ten “Bumerang”. Taki program byłby obecnie na wagę złota, choćby pół godziny raz na tydzień o 23:30. Skala manipulacji ale też zwykłego, ordynarnego łgarstwa jest gigantyczna. Mam czasem wrażenie tak wielkiej “kontrfaktyczności” jakby ktoś celowo łgał na zasadzie “im bezczelniej, w żywe oczy tym skuteczniej”.

  5. Co wolno wojewodzie..
    Ten kolejny przykład pokazuje skrajnie odmienne traktowanie obozu władzy i opozycji. Pozwoliłem sobie napisać opozycji, ponieważ tylko JarKacz oraz jego partia jest jedyną realną opozycją w sejmie. Ktoś by powiedział – ale też mi wielkie halo, też nie macie się czego czepiać. Lecz ten wydawało by się niepozorne wyglądający przykład jest odzwierciedleniem tego, jak się postrzega i jak opisuje obóz władzy oraz opozycję. U Kaczyńskiego zawsze znajdzie się jakiś Gabon, zawsze znajdzie się kolejna Merkel w książce, każdy procent do którego będzie można się przyczepić mniej lub bardziej sprawiedliwie, zostanie maksymalnie wykorzystany w wałkowany dni i noce. Takich przykładów można by pokazywać dziesiątki, udokumentować oraz opisywać jak swego czasu Marek Markiewicz w programie Bumerang. Wachlarz manipulacji jest naprawdę spory. Od chamskich i oczywistych po przekaz podprogowy. Jednym z przykładów jest starcie panów Tuska i Kaczyńskiego o projekt uchwały PiS ws. zwrotu Polsce wraku Tu154M. O jego oczywistym uzasadnieniu nie wspomnę, odeśle jedynie do materiałów oraz sposobu relacjonowania przez media tego sporu. Za każdym razem, bez względu na telewizję i kanał, pokazywany był obraz kłótni w sejmie w którym to Kaczyński jako pierwszy był głównym bohaterem, ten wredny Kaczor, palcem grożący Tuskowi znowu zieje nienawiścią a w odpowiedzi broniący się Tusk ze swoim “wolałbym się nie urodzić” itd. Nie ma co się dziwić wielkością negatywnego elektoratu JarKacza, za każdym razem jest przedstawiany w sposób negatywny, mniej lub bardziej subtelnie. Na szczęście klapki z oczu co niektórym zaczynają spadać, a pomaga w tym kompletna niekompetencja władzy w wyjaśnianiu katastrofy pod Smoleńskiem.

    • Kurcze, dobrze że
      Kurcze, dobrze że przypomniałeś ten “Bumerang”. Taki program byłby obecnie na wagę złota, choćby pół godziny raz na tydzień o 23:30. Skala manipulacji ale też zwykłego, ordynarnego łgarstwa jest gigantyczna. Mam czasem wrażenie tak wielkiej “kontrfaktyczności” jakby ktoś celowo łgał na zasadzie “im bezczelniej, w żywe oczy tym skuteczniej”.

  6. Co wolno wojewodzie..
    Ten kolejny przykład pokazuje skrajnie odmienne traktowanie obozu władzy i opozycji. Pozwoliłem sobie napisać opozycji, ponieważ tylko JarKacz oraz jego partia jest jedyną realną opozycją w sejmie. Ktoś by powiedział – ale też mi wielkie halo, też nie macie się czego czepiać. Lecz ten wydawało by się niepozorne wyglądający przykład jest odzwierciedleniem tego, jak się postrzega i jak opisuje obóz władzy oraz opozycję. U Kaczyńskiego zawsze znajdzie się jakiś Gabon, zawsze znajdzie się kolejna Merkel w książce, każdy procent do którego będzie można się przyczepić mniej lub bardziej sprawiedliwie, zostanie maksymalnie wykorzystany w wałkowany dni i noce. Takich przykładów można by pokazywać dziesiątki, udokumentować oraz opisywać jak swego czasu Marek Markiewicz w programie Bumerang. Wachlarz manipulacji jest naprawdę spory. Od chamskich i oczywistych po przekaz podprogowy. Jednym z przykładów jest starcie panów Tuska i Kaczyńskiego o projekt uchwały PiS ws. zwrotu Polsce wraku Tu154M. O jego oczywistym uzasadnieniu nie wspomnę, odeśle jedynie do materiałów oraz sposobu relacjonowania przez media tego sporu. Za każdym razem, bez względu na telewizję i kanał, pokazywany był obraz kłótni w sejmie w którym to Kaczyński jako pierwszy był głównym bohaterem, ten wredny Kaczor, palcem grożący Tuskowi znowu zieje nienawiścią a w odpowiedzi broniący się Tusk ze swoim “wolałbym się nie urodzić” itd. Nie ma co się dziwić wielkością negatywnego elektoratu JarKacza, za każdym razem jest przedstawiany w sposób negatywny, mniej lub bardziej subtelnie. Na szczęście klapki z oczu co niektórym zaczynają spadać, a pomaga w tym kompletna niekompetencja władzy w wyjaśnianiu katastrofy pod Smoleńskiem.

    • Kurcze, dobrze że
      Kurcze, dobrze że przypomniałeś ten “Bumerang”. Taki program byłby obecnie na wagę złota, choćby pół godziny raz na tydzień o 23:30. Skala manipulacji ale też zwykłego, ordynarnego łgarstwa jest gigantyczna. Mam czasem wrażenie tak wielkiej “kontrfaktyczności” jakby ktoś celowo łgał na zasadzie “im bezczelniej, w żywe oczy tym skuteczniej”.