„Smoleńsk” – bezlitosny dla kłamców, czuły dla poległych i żyjących bohaterów

Prześlij dalej:

Wchodziłem do kina ze starymi lękami, ale od pierwszej do ostatniej sceny miałem pełne przekonanie, że się pomyliłem. Krauze zrobił film wybitny, nie dobry, nie bardzo dobry, ale wybitny. Siła tego obrazu polega na połączeniu faktów, emocji i przekazu, co udało się ująć w wyjątkowo subtelnej formie, pozbawionej kiczu i publicystycznego heroizmu. Nie wiem i dowiadywać się nie zamierzam, dlaczego „recenzenci” skupili się na postaci dziennikarki, która rzekomo przechodzi metamorfozę, tylko aktorka była zbyt słaba, żeby to pokazać. Żadnej przemiany w głównej bohaterce nie sposób dostrzec, ona jest jednym wielkim wyrzutem sumienia, symbolem medialnej prostytucji. Przemiana zawsze i wszędzie odnosi się do przewartościowania postawy, tymczasem dziennikarka TVN (oczywista aluzja), przez cały film chce robić karierę. Owszem, przychodzi taki moment, że jej cynizm zamienia się w frustrację, potem strach i na końcu w coś, co przypomina gorzką refleksję, ale ta refleksja odnosi się do żalu, że się sprzedała, zrobiono z niej idiotkę, a ona nic z tego nie ma. W zupełnie innym miejscu Krauze umieścił treść, formę i moc swojego filmu.

Wspomniana subtelność, to artystyczny klucz i nie dziennikarka jest przewodnikiem po „Smoleńsku”, ale genialna Aldona Struzik w roli Generałowej Błasik. „Smoleńsk” jest subtelnym filmem, ponieważ opowiada nam o Smoleńsku kobieta, która zna każdy szczegół i przeżywa każde kłamstwo tak, jak przeżywać może tylko żona i matka po stracie męża. W „Smoleńsku” najbardziej uderzyło mnie to, że każdy istotny wątek tej tragedii, przerobiony medialnie w tragifarsę, w filmie jest pokazany plastycznie, cicho i jednocześnie podany na rodowych srebrach. Wiele pułapek czyhało na twórców „Smoleńska”, główną była publicystyczna emfaza, czyli te wszystkie ostro wypowiedziane tezy o Tusku, Komorowskim, trotylu na wraku i tak dalej. Krauze nie pominął niczego, co było przez te sześć lat newsem na pierwszych stronach gazet, ale w filmie nie zobaczymy ani grama „debaty publicznej”. Spacer Tuska i Putina po sopockim molo nie jest sceną, którą reżyseruje „Gazeta Polska”, czy „Komisja Macierewicza”, to czysty artystyczny obraz.

Oglądając „Smoleńsk” przez sekundę nie zwieszałem głowy, nie krzywiłem twarzy, jak to się zdarza przy najlepszych filmach, gdy jakiś efekt specjalny albo przerysowana scena wywołuje zażenowanie. Jest jeden przestój w środku filmu, gdzie przez 5 do 10 minut emocje siadają i z powodzeniem ten fragment można wyciąć, ale żenady w „Smoleńsku” nie znajdziemy. Z całą pewnością na żenadę liczyli ojcowie i matki chrzestne „sekty smoleńskiej”, film miał się sam ośmieszyć poprzez scenariusz zbudowany na przedrukach prawicowej prasy i raportach Macierewicza. Śmieszność miała się też narodzić z prostego faktu, że ktoś będzie musiał zagrać „Kaczora” i zaraz do mowy codziennej przedostaną się „kultowe” dialogi. Wielkie pudło! Krauze ominął pułapki, a rola Lecha Łotockiego który grał śp. Lecha Kaczyńskiego, to chyba najlepsza rola w filmie. Doskonałym pomysłem było połączenie sporych fragmentów dokumentalnych z fabularną całością. Dzięki temu widz może się poczuć bohaterem filmu, bo przecież wszyscy widzieliśmy te same telewizyjne relacje. Próżno w filmie szukać odpowiedzi na najważniejsze pytanie i to kolejna wartość wytrącająca nożyce Golicyna z rąk kłamców. Jeśli jakieś sceny rzeczywiście były zmieniane w ostatniej chwili, to pewnie te z samej katastrofy. Krauze pokazał, że samolot rozpada się w powietrzu, ale i tutaj nie zobaczymy Macierewicza.

Strony

25687 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

17 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    stronę owych "znafców" sztuki filmowej. Ocena filmu oscyluje wokół 2,7. I już wiem, że niestety, ale żyję wśród idiotów albo płatnych trolli. Nam zarzucaja propagandę, a sami nie umieją się od niej wyzwolić. Wystarczył tytuł filmu.
     Biedni ludzie ze smalcem w głowie zamiast mózgu.

  2. Ten film o zniewoleniu, zrobił wolny człowiek dla wolnych ludzi.

  3. widziałem! Piotrze całkowicie podzielam Twoje zdanie. Dziękuję

  4. Przede wszystkim apeluję, że jeśli oglądaliście już film zagłosujcie na portalu filmweb.pl (rejestracja jest łatwa). Odwiedza ten portal wielu zwykłych ludzi i mogą się kierować oceną filmu przy podejmowaniu decyzji czy pójść do kina czy nie. Jeśli autorze tego bloga przeczytasz mój komentarz to może zamieścisz taki apel pod jednym z kolejnych swoich tekstów? To nie jest chyba większy kłopot, a podzwoli podnieść ocenę "Smoleńska" na tamtej stronie.

    Autor recenzji filmu „Smoleńsk” na portalu filmweb.pl pisze wiele subiektywnych ocen (link do tej recenzji pod moim komentarzem). Co jest złego w pytaniu w jakim języku rozmawiali Putin z Tuskiem na molo w Sopocie? Nie pamiętam, aby ktoś to mówił i nie widzę nic niestosownego w takim pytaniu. Także ciekawość o czym rozmawiali w takiej komitywie - pamiętam, że Putin mordował ludzi w Czeczenii, Gruzji, na Ukrainie i w Syrii (wtedy oczywiście nie we wszystkich tych miejscach). I oczywiście należy utrzymywać stosunki dyplomatyczne z takim przywódcą, ale powinny one być oschłe, jedynie w celu realizacji polskich interesów. Autor recenzji pisze, że film zawiera niepotrzebne wątki i podał przykład: "(relacje Niny z jej chłopakiem, a przy okazji przybocznym operatorem oraz rozmodloną matką to skazana na porażkę próba uczłowieczenia bohaterki)". To wyjątkowe czepianie się - źli ludzie też mają rodziny, znajomych (dla nich nie są źli, albo nie aż tak źli jak dla postronnych), a gdyby tego nie było pojawiłby się na 99,9% zarzut, że ta dziennikarka została odczłowieczona, że jest to jej karykatura, bo prawie każdy ma rodzinę, znajomych.

    http://www.filmweb.pl/reviews/Bez+w%C4%85tpliwo%C5%9Bci-19143

  5. Przy MK, ten...jak mu tam?... Krzysztof Klopotowski, to maly pikus!

  6. avatar

    Kto widział film, dobrze go ocenia - niech zrobi przysługę i oceni go na 10 w oficjalnej witrynie żydowskiego holyłudu czyli IMDB.com.

    Tam film "Smoleńsk" ma ocenę ... 1,1 na 10 możliwych i osobiście nie sądzę, aby to był przypadek ...

    Podaję żydowski link do filmu:

    http://www.imdb.com/title/tt6038600/?ref_=fn_al_tt_1%3F&c=1

  7. Jestem 3 dni po obejrzeniu filmu. Nie mam takich zdolności jak Gospodarz ;) ale postaram się przedstawić moje odczucia co do "Smoleńska" ... Szedłem na projekcję z lekką dozą niepewności ... niemniej słysząc i czytając ten cały jazgot wiadomych środowisk wiedziałem, że coś jest na rzeczy. Pierwsze miłe zaskoczenie to takie, że pierwszy raz odkąd bywam (wprawdzie sporadycznie, ale jednak) w kinie (Helios a jak:P) była taka frekwnecja ... 3/4 ludzi na największej sali to nawet na niedzielny poobiedni czas naprawdę sporo (!) Przeważała młodsza częśc społeczeństwa, ale sporo bylo też tych starszych ludzi. Podczas całego filmu cisza jak makiem zasiał i symptomatyczna podobna podczas opuszczania sali ... co mnie też mile zaskoczyło ... Znaczy się film pod tym kątem empatycznym dał radę. Co do samego filmu to wniosek mój taki, że świetnie się sprawdza w kontekście postrzegania całej tej sytuacji przez tych stojących w tzw. rozkroku albo wykluczających pewne zdarzenia "bo po co mieliby to robić" "to niemożliwe" i etc. Przedstawiono masę faktów, które przez te wszystkie lata rozmywały się gdzieś tam w mediach. Tutaj to było mocno skondensowane i wplecione w fabułę. Myślę, ze spora część zacznie bynajmniej wierzyć, że nie wszystko jest tak jak przedstawiano oniegdaj ... a to już punkt wyjścia do innych przemyśleń. Ja osobiście już dawno mam sowje zdanie wyrobione poprzez dziesiątki godzin materiałów różnej maści ... więc ten film na mnie wrażenia pod tym kątem specjalnie nie robił ... bo zrobić nie mógł. Film jak na warunki i możliwości, w któych przyszło go tworzyć był jaki był ... zrobiono co można było i zrobiono to dobrze. Pokazano jak wygląda meinstream medialny ... Uważam, że film stricte jako wybitne dzieło takim nie będzie bo być nie może ... za to genialnie otwiera całą masę oczu tym, którzy dzień zaczynają z TVN i nie są jeszcze tym "smiertelnie zatruci" ... "Smoleńsk" zasiał spory "niepokój" o czym świadczą recenzję "wszystkich świętych" pożal się Boże "krytyków" ... a tu taka frekwencja (!) ;) Choćby w tym kontekście ten film był potrzebny ... i tak sobie myślę, że kto wie czy przesunięcie go na wrzesień nie było celowe w obliczu wczorajszych informacji. Może to krok za daleko w moich hipotezach ... ale w tle wisi jakiś istotny przełom w tej sprawie ...  To chyba tyle ... Pozdrawiam i ukłony dla MK za robotę, którą wykonuje (!) Jakieś dwa lata temu otworzył mi oczy na wiele spraw! Piotrze: chapeau bas! :)

  8. Strony