Reklama

Coś w tym jest, w tym, czyli w gaciach.

Coś w tym jest, w tym, czyli w gaciach. Pełne gacie z powodu sportowej imprezy, która i owszem ma swoją rangę, ale patrząc na zaangażowanych, nazwijmy to na wyrost, w organizację, można by się spodziewać co najmniej wizyty delegacji z sąsiedniej planety. Pewna bardzo bliska mi osoba przeprowadziła swego czasu brawurowy dialog ze swoją przełożoną. Zbliżał się czas I Komunii i wszyscy dookoła jakoś dziwnie podnieceni zaczęli oferować swoją pomoc, żeby tylko się udało, bo: „najbardziej szkoda dziecka”. W końcu przyszedł taki moment, w którym pewna bliska mi osoba, wysłuchując kolejnej propozycji od serca, tym razem oferta dotyczyła wypieków, odpowiedziała ze stoickim i kulturalnym spokojem: „To przedsięwzięcie ma tym większe szanse powodzenia, im mniej osób będzie w nie zaangażowanych”. Nie było kucharek z zewnętrz, nie było plastikowych tacek, żeby potem nie zmywać, nie było nawet czterech zegarków i dwóch rowerów. Normalnie było, komunikantka zadowolona, goście najedzeni, w domu porządek. Impreza jak impreza i przypomniała mi się tylko dlatego, że spodobał mi się dialog z zaangażowaną panią od wypieków domowych. Podobnych imprez odbyło się setki tysięcy, póki co mam na myśli I Komunie i większość z nich przebiegała w atmosferze polskiego Euro. Pełne podniecenie, chaotyczne bieganie z kąta w kąt i przyjmowanie każdej pomocy. Rumieńce na twarzy, zadyszka, trzymanie kciuków, a kto się dystansuje, ten już nie z rodziny, ten dywersant. Miedzy ogólnie podnieconymi i ogólnie znudzonymi stoję sobie i patrzę, wyluzowany jak woźna w czasie matur.

Tak, owszem jest fajnie, że w moim kraju odbędzie się europejska impreza, w dodatku wyjątkowo odpowiada mi dyscyplina sportowa. Cieszę się, dlaczego mam się nie cieszyć, ale na wojnę się nie wybieram, kredytu nie zaciągnę, w świąteczne ubranie się nie przebiorę. W jakimś sensie rozumiem tych wszystkich miłośników opery, baletu i Warszawskiej Jesieni, którzy dystansują się od ludyczności, nie mylić z ludowością. Mój paradoks polega na tym, że bardzo lubię piłkę nożną, natomiast smród stadionowego grilla oblepionego najtańszą kiełbasą i palony karmel zmieszany z sodową wodą powoduje, że muszę się bawić w jogina. Część zmysłów jestem zmuszony wyłączyć, żeby na stadionie przeżyć i dobrze się bawić. Podobnie mam z całą histerią wokół Euro, ciesząc się, licząc na dobrą zabawę, zatykam nos, żeby non stop nie wąchać „aromatów” dochodzących z pełnych gaci „organizatorów” imprezy. Nie zamierzam też oferować swojej pomocy, bo i co mógłbym zrobić? Upiec ciasto? W tę imprezę jest zaangażowanych stanowczo za wiele osób i to w takim systemie, że dziś już nikt nie pamięta, kto i co miał upiec, a kto ma zmywać. Więcej trzeba powiedzieć, mam dziwne i nieodparte wrażenie, że zostały zarzucone wszystkie inne prace, skutkujące na lata, ponieważ przed „nami”, wielka impreza, wesele na 300 osób. I tak z grubsza biorąc, zarzucono wszelką dyskusję na temat emerytur, uchwalono co się dało i jeszcze przed rozpoczęciem imprezy uchwali resztę. Po uchwaleniu mamy zwinąć z ulic protesty, bo są mistrzostwa. Co się uchwaliło już nie wróci, zatem żadnych awantur – ludzie przyjadą. Identycznie należy się zachować w kwestiach geopolitycznych, jest wesele, trzeba chuchać na wesele to, że pod naszym bokiem rośnie potężny satelita ZSRR, jest mało istotne. Uchwaliliśmy znój dla kilku pokoleń, olejemy geopolityczne rozdanie na klika sezonów – orkiestra grać!

Prawdziwi kibole wśród „organizatorów”, piłka ponad wszystko, doskonałe alibi na kolejne dwa miesiące. Jeden miesiąc na demolowanie tych spoza „żylety”, drugi miesiąc na igrzyska właściwe. Jest jednak w tym szaleństwie wyjaśnienie pełnych gaci. Raz, że na stadionie zwanym „narodowym przekrętem” właśnie się zawalił sufit, dwa, że po dwóch meczach może się okazać, że wyjdą na wierzch wszystkie drogi do Euro, wraz z budowniczymi. Nie ukrywam, że mam poważny dylemat i proszę mi wybaczyć tę małostkowość, ale nie potrafię się wyzbyć realizmu. Dylemat jest tego rodzaju, czy jednomiesięczna feta, ma załatwić Polskę na długie lata w kilku elementarnych dziedzinach narodowego życia? Czy mamy upychać cały syf pod dywanem tak, że sufit odpada? Czy może trzeba się jednak pomodlić, aby po dwóch meczach, było po wszystkim, a to wszystko niechby się wylało przed oczy ślepych i uszy głuchych, na każdy smutny FAKT. Pomyślmy chwilę, przecież realnym celem maksimum jest wyjście z grupy, potem już najwięksi optymiści nie formułują żadnych celów. Zatem planem maksimum dla Polskiej reprezentacji piłkarskiej jest środek ogona Europy.

Za tę cenę ma trwać kompletne, cywilizacyjne zadupie Europy? W takim układzie, skłaniałbym się, aby całość zaorać i postawić sobie ambitne zadania, przede wszystkim cywilizacyjne, za którymi z automatu pójdą wszystkie pozostałe od sportowych, przez kulturalne, aż po gospodarcze. Dylemat jest poważny, dalej tkwić w dziadostwie i pocieszać się, że wprawdzie złodzieje, brakoroby i najdrożej w historii świata, ale jednak zbudowały stadion? Nadal prorokować, że wprawdzie mamy ledwie trzech piłkarzy, na średnim europejskim poziomie, ale biegając za czterech i z pomocą bożą wyczołgamy się z grupy? Czy może nigdy więcej nie wypłacać ciężkiej kasy dla złodzieja, kolesia i brakoroba na budowie, a grajków z desperackiej paszportowej łapanki nie wpuszczać na boisko. Trzeba się solidnie zastanowić o co się pomodlić w kwestii Euro? Z pełnymi gaciami o cud nad Wisłą? Czy z czystą bielizną o posprzątanie całego syfu, wraz ze śmieciarzami? Serce mnie boli, bo uważam, że Tomaszewski się zagalopował i pomieszał słuszne pretensje z idiotyzmami. Choćbym nie chciał i się modlił przewrotnie, to natury nie pokonam, instynktownie będę kibicował, zwłaszcza w meczu z Ruskimi. Z drugiej strony i na wypadek klęski, nie będę udawał hipokryty, ponieważ z jednym się zgodzę. Mamy niebywałą okazję na skok cywilizacyjny, ale w moim przekonaniu do tego potrzebny jest spektakularny koniec igrzysk.

Reklama

51 KOMENTARZE

    • Merkel wyraźnie powiedziała że Ukraina to Bialoruś
      cóż, Berlin nie rozumie słowa “NIE”. A komorowski dostał upragnione zaproszenie do Kijowi. To ładnie będzie wygladać w niemieckiej TV: najpierw Merkel mówi że Ukraina to Korea Północna a zaraz potem Film z bratniej wizyty Łukaszenki, Chaveza, Ahmedażaby i Komorowskiego na Ukrainie.

    • Merkel wyraźnie powiedziała że Ukraina to Bialoruś
      cóż, Berlin nie rozumie słowa “NIE”. A komorowski dostał upragnione zaproszenie do Kijowi. To ładnie będzie wygladać w niemieckiej TV: najpierw Merkel mówi że Ukraina to Korea Północna a zaraz potem Film z bratniej wizyty Łukaszenki, Chaveza, Ahmedażaby i Komorowskiego na Ukrainie.

    • Merkel wyraźnie powiedziała że Ukraina to Bialoruś
      cóż, Berlin nie rozumie słowa “NIE”. A komorowski dostał upragnione zaproszenie do Kijowi. To ładnie będzie wygladać w niemieckiej TV: najpierw Merkel mówi że Ukraina to Korea Północna a zaraz potem Film z bratniej wizyty Łukaszenki, Chaveza, Ahmedażaby i Komorowskiego na Ukrainie.

    • W drugiej części zdania
      W drugiej części zdania wyjaśniam wstydliwie, że najprawdopodobniej ta czara, która się jakoś nie może przelać, przelałby się w wyniku tego, czego lud nigdy nie wybacza – nieudane igrzyska. Mój opór nie polega na rozterkach moralnych, ale na tym, że w takim rozwiązaniu, mimo wszystko trzeba coś spie…ć, by wszystko zaczęć naprawiać. Gdyby się chociaż udało znieść takie przysłowia: “Nie ważne jak zbudowali i ile ukradli, ważne, że jakoś stoi i jest ładne”. Może kogoś wsadzić dla przykładu? Sam nie wiem, w każdym razie jakiś jeden duży krok po tym dreptaniu w miejscu, byłby skokiem cywilizacyjnym. Co sądzisz o takim haśle dla ludu: “Jeśli chociaż jedna złotówka została ukradziona, to znaczy, że cała budowa jest do dupy”. Dla mnie to byłby nie skok, ale szok cywilizacyjny.

      • Może kogoś wsadzić dla przykładu?
        Znaczy, sugerujesz by Tusk wsadził Kaczyńskiego a następnie zaczął poprawiać to co Kaczyński zepsuł podczas budowy?
        Co do hasła to lud nie uwierzy. Może nawet się obrazić, że go za głupiego mają.

    • W drugiej części zdania
      W drugiej części zdania wyjaśniam wstydliwie, że najprawdopodobniej ta czara, która się jakoś nie może przelać, przelałby się w wyniku tego, czego lud nigdy nie wybacza – nieudane igrzyska. Mój opór nie polega na rozterkach moralnych, ale na tym, że w takim rozwiązaniu, mimo wszystko trzeba coś spie…ć, by wszystko zaczęć naprawiać. Gdyby się chociaż udało znieść takie przysłowia: “Nie ważne jak zbudowali i ile ukradli, ważne, że jakoś stoi i jest ładne”. Może kogoś wsadzić dla przykładu? Sam nie wiem, w każdym razie jakiś jeden duży krok po tym dreptaniu w miejscu, byłby skokiem cywilizacyjnym. Co sądzisz o takim haśle dla ludu: “Jeśli chociaż jedna złotówka została ukradziona, to znaczy, że cała budowa jest do dupy”. Dla mnie to byłby nie skok, ale szok cywilizacyjny.

      • Może kogoś wsadzić dla przykładu?
        Znaczy, sugerujesz by Tusk wsadził Kaczyńskiego a następnie zaczął poprawiać to co Kaczyński zepsuł podczas budowy?
        Co do hasła to lud nie uwierzy. Może nawet się obrazić, że go za głupiego mają.

    • W drugiej części zdania
      W drugiej części zdania wyjaśniam wstydliwie, że najprawdopodobniej ta czara, która się jakoś nie może przelać, przelałby się w wyniku tego, czego lud nigdy nie wybacza – nieudane igrzyska. Mój opór nie polega na rozterkach moralnych, ale na tym, że w takim rozwiązaniu, mimo wszystko trzeba coś spie…ć, by wszystko zaczęć naprawiać. Gdyby się chociaż udało znieść takie przysłowia: “Nie ważne jak zbudowali i ile ukradli, ważne, że jakoś stoi i jest ładne”. Może kogoś wsadzić dla przykładu? Sam nie wiem, w każdym razie jakiś jeden duży krok po tym dreptaniu w miejscu, byłby skokiem cywilizacyjnym. Co sądzisz o takim haśle dla ludu: “Jeśli chociaż jedna złotówka została ukradziona, to znaczy, że cała budowa jest do dupy”. Dla mnie to byłby nie skok, ale szok cywilizacyjny.

      • Może kogoś wsadzić dla przykładu?
        Znaczy, sugerujesz by Tusk wsadził Kaczyńskiego a następnie zaczął poprawiać to co Kaczyński zepsuł podczas budowy?
        Co do hasła to lud nie uwierzy. Może nawet się obrazić, że go za głupiego mają.

  1. Kiedy pisałem o weselu na 300 osób
    podług staropolskiego ,,zastaw się a postaw się”, po którym zostaje kac-gigant i sterta rachunków – obśmiałeś mnie argumentem ,,infrastruktura zostanie”. Dopiero teraz wyszło na jaw, że obiekty przejmuje mafia pod nazwą UEFA i dopiero po wymianie murawy(po milion PLN) wydoi kasę i odda. Stadiony.
    Ten na Maślicach już przynosi straty (mistrz Polski bankrutem – nie ma nawet na podróże zagraniczne), o innych, jeszcze nie wiadomo. Ale zawsze można zajrzeć do Portugalii albo do Aten – żeby zobaczyć zrujnowane nadzieje. Co się tyczy reszty ,,infrastruktury” to korzystam kilka razy w tygodniu z A4 na trasie Zgorzelec-Katowice. Na tej ,,autostradzie” nie ma pasów awaryjnych, nie ma policji, są za to dziury, pęknięcia i wielkie remonty (dwa lata po uroczystym oddaniu) oraz piękne nowe bramki – do poboru opłat. Jeżeli spełnią zapowiedzi cenowe – ruch powróci w stare koleiny, dziurawych, poniemieckich dróg. Tyle zostanie wspomnień po weselu, tzn. igrzyskach.

    • Czasami to mi ręce opadają.
      Czasami to mi ręce opadają. Oczywiście, że infrastruktura pozostanie, a 4 stadiony średniej pojemności w 40 milionowym kraju, to nie jest żaden przepych, ale przeciętna europejska. Przecież nie w tym problem, że buduje się stadiony i infrastrukturę, ale w tym jak się to buduje. W Polsce nie są potrzebne drogi, autostrady, koleje, lotniska? I z tego wszystkiego będą korzystać ludzie tylko po to, żeby na mecze jeździć? Postaraj się oddzielić absolutnie konieczne inwestycje od jakości i okoliczności wykonania, bo to banalny zabieg. Przecież średnio rozgarnięty człowiek nie będzie miał pretensji do Tuska, że on buduje doskonałe drogi, stadiony i linie kolejowe, ale o to, że robi dokładnie przeciwnie, nie buduje tylko rozkrada i nie świetne, ale buble. Z UEFA, to jest czysta demagogia i śmieszne koszty, w skali przedsięwzięcia, oczywiście UEFA jest mafią i jej zabiegi to granda w biały dzień, ale akurat tutaj Tusk nie ma nic do gadania. Rozumiem wszystko, ale pomieszania z poplątaniem nie rozumiem. Gdyby nie Euro, prawda jest taka, że nic by nie powstało, a kasa i tak byłaby przepuszczona innymi kanałami, przez tą ekipę na pewno. Krytykować dzień i noc, ale z głową na karku.

      • Pytanie czy zawczasu można
        Pytanie czy zawczasu można było spodziewać się czegokolwiek innego po ekipie Tuska niż “zdania egzaminu” w postaci planowo pękających autostrad? Choć stawiam, że i za Kaczora nomenklatury by się pod to podpięły bez problemu – tak funkcjonuje III RP.

        Jak to trafnie ujął Mikke: stać nas by dopłacić do organizacji mistrzostw w sporcie nr 1 w kraju – nie ma problemu, możemy sobie pozwolić; tylko czemu wmawiać ludziom, że na tym się zarobi?

        • Problem leży zupełnie gdzie
          Problem leży zupełnie gdzie indziej. Żadna z inwestycji nie jest dekoracją na jedną okazję, ale czymś, co już dawno w Polsce powinno funkcjonować. Dopłacamy do tego ponieważ tak budujemy, tak planujemy, tak rozkradamy, tak pasiemy koterie, tak działa mafia. Przecież to nie jest przypadek, że podobne imprezy otrzymują kraje, które płacą łapówki rozmaitym “organizacjom” sportowym. Euro 2012 nie tylko chętnie przejęliby od nas Niemcy, czy Włosi, ale do końca usiłowali nam Euro odebrać. Piłka nożna to jest w tej chwili jeden z największych biznesów na świecie, na tym się zarabia, ale do tego trzeba ludzi z łbem na karku, a nie pajaców.

      • To ja właśnie o tym samym, tylko wolniej
        jak A4 – w ,,drugą stronę” – na odcinku Krzyżowa – Olszyna jest doskonale zrobiona. Więc cała reszta autostrad byłaby zbudowana bez tego parawanu dla wszystkich złodziei (w tym największego przewału DSS) pod tytułem ,,Spieszymy sie na Euro”. I, co przecież naturalne, stachanowszczyzna bo ,,co świat pomyśli” a najbardziej kibice na Euro.
        W kwestii stadionów jest granda w biały dzień – dwa stadiony w Warszawie, z których jeden pobił rekord świata, a ten wrocławski lada chwila stanie ością w gardle, nawet zdolnemu Dutkiewiczowi(wydymał go Solorz).Kto tam będzie grał skoro Śląsk jest bankrutem, a ,,imprezy komercyjne” miasto dotowało kwotą 24,5 mln złotych. W czasach, kiedy sama tylko wizyta na takim stadionie jest przeżyciem wartym każdych pieniędzy. Więc później będzie tylko gorzej.
        Ale najgorsze jest to, że wspólne (polsko-ukraińskie) mistrzostwa miały nas zbliżyć, jeśli nie połączyć, we ,,wspólnym dziele”. A zamiast tego, polsko – ukraińskie antagonizmy mogą się pogłębić. Rozmawiałem z młodymi, niegłupimi Ukraińcami – mają w dupie złodziejkę Julię i jej ,,wieśniackie i obciachowe fryzury”(cyt, dosłowny) i popierają Janukowycza.I jednocześnie – akcesję z zachodem. Ale nikt nie lubi kiedy obcy wytykają kurz na butach, zwłaszcza tacy, którzy mają brudne łapy i przepocone koszule. Więc, być może, do sterty rachunków w PLN i euro, dojdą rachunki polityczne. I nie wiadomo będzie, które dotkliwsze.

  2. Kiedy pisałem o weselu na 300 osób
    podług staropolskiego ,,zastaw się a postaw się”, po którym zostaje kac-gigant i sterta rachunków – obśmiałeś mnie argumentem ,,infrastruktura zostanie”. Dopiero teraz wyszło na jaw, że obiekty przejmuje mafia pod nazwą UEFA i dopiero po wymianie murawy(po milion PLN) wydoi kasę i odda. Stadiony.
    Ten na Maślicach już przynosi straty (mistrz Polski bankrutem – nie ma nawet na podróże zagraniczne), o innych, jeszcze nie wiadomo. Ale zawsze można zajrzeć do Portugalii albo do Aten – żeby zobaczyć zrujnowane nadzieje. Co się tyczy reszty ,,infrastruktury” to korzystam kilka razy w tygodniu z A4 na trasie Zgorzelec-Katowice. Na tej ,,autostradzie” nie ma pasów awaryjnych, nie ma policji, są za to dziury, pęknięcia i wielkie remonty (dwa lata po uroczystym oddaniu) oraz piękne nowe bramki – do poboru opłat. Jeżeli spełnią zapowiedzi cenowe – ruch powróci w stare koleiny, dziurawych, poniemieckich dróg. Tyle zostanie wspomnień po weselu, tzn. igrzyskach.

    • Czasami to mi ręce opadają.
      Czasami to mi ręce opadają. Oczywiście, że infrastruktura pozostanie, a 4 stadiony średniej pojemności w 40 milionowym kraju, to nie jest żaden przepych, ale przeciętna europejska. Przecież nie w tym problem, że buduje się stadiony i infrastrukturę, ale w tym jak się to buduje. W Polsce nie są potrzebne drogi, autostrady, koleje, lotniska? I z tego wszystkiego będą korzystać ludzie tylko po to, żeby na mecze jeździć? Postaraj się oddzielić absolutnie konieczne inwestycje od jakości i okoliczności wykonania, bo to banalny zabieg. Przecież średnio rozgarnięty człowiek nie będzie miał pretensji do Tuska, że on buduje doskonałe drogi, stadiony i linie kolejowe, ale o to, że robi dokładnie przeciwnie, nie buduje tylko rozkrada i nie świetne, ale buble. Z UEFA, to jest czysta demagogia i śmieszne koszty, w skali przedsięwzięcia, oczywiście UEFA jest mafią i jej zabiegi to granda w biały dzień, ale akurat tutaj Tusk nie ma nic do gadania. Rozumiem wszystko, ale pomieszania z poplątaniem nie rozumiem. Gdyby nie Euro, prawda jest taka, że nic by nie powstało, a kasa i tak byłaby przepuszczona innymi kanałami, przez tą ekipę na pewno. Krytykować dzień i noc, ale z głową na karku.

      • Pytanie czy zawczasu można
        Pytanie czy zawczasu można było spodziewać się czegokolwiek innego po ekipie Tuska niż “zdania egzaminu” w postaci planowo pękających autostrad? Choć stawiam, że i za Kaczora nomenklatury by się pod to podpięły bez problemu – tak funkcjonuje III RP.

        Jak to trafnie ujął Mikke: stać nas by dopłacić do organizacji mistrzostw w sporcie nr 1 w kraju – nie ma problemu, możemy sobie pozwolić; tylko czemu wmawiać ludziom, że na tym się zarobi?

        • Problem leży zupełnie gdzie
          Problem leży zupełnie gdzie indziej. Żadna z inwestycji nie jest dekoracją na jedną okazję, ale czymś, co już dawno w Polsce powinno funkcjonować. Dopłacamy do tego ponieważ tak budujemy, tak planujemy, tak rozkradamy, tak pasiemy koterie, tak działa mafia. Przecież to nie jest przypadek, że podobne imprezy otrzymują kraje, które płacą łapówki rozmaitym “organizacjom” sportowym. Euro 2012 nie tylko chętnie przejęliby od nas Niemcy, czy Włosi, ale do końca usiłowali nam Euro odebrać. Piłka nożna to jest w tej chwili jeden z największych biznesów na świecie, na tym się zarabia, ale do tego trzeba ludzi z łbem na karku, a nie pajaców.

      • To ja właśnie o tym samym, tylko wolniej
        jak A4 – w ,,drugą stronę” – na odcinku Krzyżowa – Olszyna jest doskonale zrobiona. Więc cała reszta autostrad byłaby zbudowana bez tego parawanu dla wszystkich złodziei (w tym największego przewału DSS) pod tytułem ,,Spieszymy sie na Euro”. I, co przecież naturalne, stachanowszczyzna bo ,,co świat pomyśli” a najbardziej kibice na Euro.
        W kwestii stadionów jest granda w biały dzień – dwa stadiony w Warszawie, z których jeden pobił rekord świata, a ten wrocławski lada chwila stanie ością w gardle, nawet zdolnemu Dutkiewiczowi(wydymał go Solorz).Kto tam będzie grał skoro Śląsk jest bankrutem, a ,,imprezy komercyjne” miasto dotowało kwotą 24,5 mln złotych. W czasach, kiedy sama tylko wizyta na takim stadionie jest przeżyciem wartym każdych pieniędzy. Więc później będzie tylko gorzej.
        Ale najgorsze jest to, że wspólne (polsko-ukraińskie) mistrzostwa miały nas zbliżyć, jeśli nie połączyć, we ,,wspólnym dziele”. A zamiast tego, polsko – ukraińskie antagonizmy mogą się pogłębić. Rozmawiałem z młodymi, niegłupimi Ukraińcami – mają w dupie złodziejkę Julię i jej ,,wieśniackie i obciachowe fryzury”(cyt, dosłowny) i popierają Janukowycza.I jednocześnie – akcesję z zachodem. Ale nikt nie lubi kiedy obcy wytykają kurz na butach, zwłaszcza tacy, którzy mają brudne łapy i przepocone koszule. Więc, być może, do sterty rachunków w PLN i euro, dojdą rachunki polityczne. I nie wiadomo będzie, które dotkliwsze.

  3. Kiedy pisałem o weselu na 300 osób
    podług staropolskiego ,,zastaw się a postaw się”, po którym zostaje kac-gigant i sterta rachunków – obśmiałeś mnie argumentem ,,infrastruktura zostanie”. Dopiero teraz wyszło na jaw, że obiekty przejmuje mafia pod nazwą UEFA i dopiero po wymianie murawy(po milion PLN) wydoi kasę i odda. Stadiony.
    Ten na Maślicach już przynosi straty (mistrz Polski bankrutem – nie ma nawet na podróże zagraniczne), o innych, jeszcze nie wiadomo. Ale zawsze można zajrzeć do Portugalii albo do Aten – żeby zobaczyć zrujnowane nadzieje. Co się tyczy reszty ,,infrastruktury” to korzystam kilka razy w tygodniu z A4 na trasie Zgorzelec-Katowice. Na tej ,,autostradzie” nie ma pasów awaryjnych, nie ma policji, są za to dziury, pęknięcia i wielkie remonty (dwa lata po uroczystym oddaniu) oraz piękne nowe bramki – do poboru opłat. Jeżeli spełnią zapowiedzi cenowe – ruch powróci w stare koleiny, dziurawych, poniemieckich dróg. Tyle zostanie wspomnień po weselu, tzn. igrzyskach.

    • Czasami to mi ręce opadają.
      Czasami to mi ręce opadają. Oczywiście, że infrastruktura pozostanie, a 4 stadiony średniej pojemności w 40 milionowym kraju, to nie jest żaden przepych, ale przeciętna europejska. Przecież nie w tym problem, że buduje się stadiony i infrastrukturę, ale w tym jak się to buduje. W Polsce nie są potrzebne drogi, autostrady, koleje, lotniska? I z tego wszystkiego będą korzystać ludzie tylko po to, żeby na mecze jeździć? Postaraj się oddzielić absolutnie konieczne inwestycje od jakości i okoliczności wykonania, bo to banalny zabieg. Przecież średnio rozgarnięty człowiek nie będzie miał pretensji do Tuska, że on buduje doskonałe drogi, stadiony i linie kolejowe, ale o to, że robi dokładnie przeciwnie, nie buduje tylko rozkrada i nie świetne, ale buble. Z UEFA, to jest czysta demagogia i śmieszne koszty, w skali przedsięwzięcia, oczywiście UEFA jest mafią i jej zabiegi to granda w biały dzień, ale akurat tutaj Tusk nie ma nic do gadania. Rozumiem wszystko, ale pomieszania z poplątaniem nie rozumiem. Gdyby nie Euro, prawda jest taka, że nic by nie powstało, a kasa i tak byłaby przepuszczona innymi kanałami, przez tą ekipę na pewno. Krytykować dzień i noc, ale z głową na karku.

      • Pytanie czy zawczasu można
        Pytanie czy zawczasu można było spodziewać się czegokolwiek innego po ekipie Tuska niż “zdania egzaminu” w postaci planowo pękających autostrad? Choć stawiam, że i za Kaczora nomenklatury by się pod to podpięły bez problemu – tak funkcjonuje III RP.

        Jak to trafnie ujął Mikke: stać nas by dopłacić do organizacji mistrzostw w sporcie nr 1 w kraju – nie ma problemu, możemy sobie pozwolić; tylko czemu wmawiać ludziom, że na tym się zarobi?

        • Problem leży zupełnie gdzie
          Problem leży zupełnie gdzie indziej. Żadna z inwestycji nie jest dekoracją na jedną okazję, ale czymś, co już dawno w Polsce powinno funkcjonować. Dopłacamy do tego ponieważ tak budujemy, tak planujemy, tak rozkradamy, tak pasiemy koterie, tak działa mafia. Przecież to nie jest przypadek, że podobne imprezy otrzymują kraje, które płacą łapówki rozmaitym “organizacjom” sportowym. Euro 2012 nie tylko chętnie przejęliby od nas Niemcy, czy Włosi, ale do końca usiłowali nam Euro odebrać. Piłka nożna to jest w tej chwili jeden z największych biznesów na świecie, na tym się zarabia, ale do tego trzeba ludzi z łbem na karku, a nie pajaców.

      • To ja właśnie o tym samym, tylko wolniej
        jak A4 – w ,,drugą stronę” – na odcinku Krzyżowa – Olszyna jest doskonale zrobiona. Więc cała reszta autostrad byłaby zbudowana bez tego parawanu dla wszystkich złodziei (w tym największego przewału DSS) pod tytułem ,,Spieszymy sie na Euro”. I, co przecież naturalne, stachanowszczyzna bo ,,co świat pomyśli” a najbardziej kibice na Euro.
        W kwestii stadionów jest granda w biały dzień – dwa stadiony w Warszawie, z których jeden pobił rekord świata, a ten wrocławski lada chwila stanie ością w gardle, nawet zdolnemu Dutkiewiczowi(wydymał go Solorz).Kto tam będzie grał skoro Śląsk jest bankrutem, a ,,imprezy komercyjne” miasto dotowało kwotą 24,5 mln złotych. W czasach, kiedy sama tylko wizyta na takim stadionie jest przeżyciem wartym każdych pieniędzy. Więc później będzie tylko gorzej.
        Ale najgorsze jest to, że wspólne (polsko-ukraińskie) mistrzostwa miały nas zbliżyć, jeśli nie połączyć, we ,,wspólnym dziele”. A zamiast tego, polsko – ukraińskie antagonizmy mogą się pogłębić. Rozmawiałem z młodymi, niegłupimi Ukraińcami – mają w dupie złodziejkę Julię i jej ,,wieśniackie i obciachowe fryzury”(cyt, dosłowny) i popierają Janukowycza.I jednocześnie – akcesję z zachodem. Ale nikt nie lubi kiedy obcy wytykają kurz na butach, zwłaszcza tacy, którzy mają brudne łapy i przepocone koszule. Więc, być może, do sterty rachunków w PLN i euro, dojdą rachunki polityczne. I nie wiadomo będzie, które dotkliwsze.

  4. Taki sam mądry komentarz, jak
    Taki sam mądry komentarz, jak wpis OM i te same z d… wyjęte argumenty. Żaden kraj z łbem na karku nie rezygnuje z takich imprez, ale też żaden kraj z łbem na karku w ten sposób nie podchodzi od organizacji. Z bublami, złodziejstwem, brakoróbstwem, pełnymi gaciami.

  5. Taki sam mądry komentarz, jak
    Taki sam mądry komentarz, jak wpis OM i te same z d… wyjęte argumenty. Żaden kraj z łbem na karku nie rezygnuje z takich imprez, ale też żaden kraj z łbem na karku w ten sposób nie podchodzi od organizacji. Z bublami, złodziejstwem, brakoróbstwem, pełnymi gaciami.

  6. Taki sam mądry komentarz, jak
    Taki sam mądry komentarz, jak wpis OM i te same z d… wyjęte argumenty. Żaden kraj z łbem na karku nie rezygnuje z takich imprez, ale też żaden kraj z łbem na karku w ten sposób nie podchodzi od organizacji. Z bublami, złodziejstwem, brakoróbstwem, pełnymi gaciami.

  7. Drogi Markizie, sam alias do
    Drogi Markizie, sam alias do czegoś zobowiązuje. General Pinochet i Argentyna? Argentyna do Evita i “Don’t cray….” – inna bajka. Chyba ze ty tak….. dla zmylenia przeciwnika. Bo Pinochet to raczej z naszym Domeyką.
    Piłka nożna (soccer) na szczeblu federalnym jest w Australii jakby w pieluchach. Dobrzy interesowni “starsi bracia w wierze” założyli business i prowadzą federalną ligą australijską ciagnąc z tego niezłą rentę. Stadiony piłki nożnej są w każdej stanowej stolicy. Jednak nadal głównym sportem “piłkarskim” w Australii są “footy” (futy) . Nie jest to skrzyżowanie piłki nożnej z rugby. Może to tak wygladać bo piłka podobna jak do rugby, ale gra się na owalnym boisku na którym nie ma bieżni ani skoczni do l.a. Najciekawszym i bardzo pozytywnym zjawiskiem socjologicznym tego sportu jest to, że nie ma żadnych stadionowych czy ulicznych walk kik-boxingowych, czy bejsbolowych pomiędzy kibicami rozgrywajacych drużyn. Bardzo często jest tak że w jednej rodzinie każdy z jej czlonków kibicuje innej druzynie a po meczu ida do pubu na piwo gdzie omawiaja przebieg meczu. Szaliki, czpeczki, maskotki, karty kolekcjonerskie ze zdjęciami “gladiatorów fóoty” i inne duperele mają kolekcjonerów.Ten sport przynosi dość duży dochód pozwalający zarabiać zawodnikowi okolo 250 tysięcy dolców rocznie. I to jest sport nie występujący w takiej skali poza Australią.
    Przed olimpiadą w Sydney jednym z głównych kierowników budowy nowego stadionu olimpijskiego w Homebush był Polak. Stadion jest używany do dnia dzisiejszego i nie wymagał żadnych remontów strukturalnych.

  8. Drogi Markizie, sam alias do
    Drogi Markizie, sam alias do czegoś zobowiązuje. General Pinochet i Argentyna? Argentyna do Evita i “Don’t cray….” – inna bajka. Chyba ze ty tak….. dla zmylenia przeciwnika. Bo Pinochet to raczej z naszym Domeyką.
    Piłka nożna (soccer) na szczeblu federalnym jest w Australii jakby w pieluchach. Dobrzy interesowni “starsi bracia w wierze” założyli business i prowadzą federalną ligą australijską ciagnąc z tego niezłą rentę. Stadiony piłki nożnej są w każdej stanowej stolicy. Jednak nadal głównym sportem “piłkarskim” w Australii są “footy” (futy) . Nie jest to skrzyżowanie piłki nożnej z rugby. Może to tak wygladać bo piłka podobna jak do rugby, ale gra się na owalnym boisku na którym nie ma bieżni ani skoczni do l.a. Najciekawszym i bardzo pozytywnym zjawiskiem socjologicznym tego sportu jest to, że nie ma żadnych stadionowych czy ulicznych walk kik-boxingowych, czy bejsbolowych pomiędzy kibicami rozgrywajacych drużyn. Bardzo często jest tak że w jednej rodzinie każdy z jej czlonków kibicuje innej druzynie a po meczu ida do pubu na piwo gdzie omawiaja przebieg meczu. Szaliki, czpeczki, maskotki, karty kolekcjonerskie ze zdjęciami “gladiatorów fóoty” i inne duperele mają kolekcjonerów.Ten sport przynosi dość duży dochód pozwalający zarabiać zawodnikowi okolo 250 tysięcy dolców rocznie. I to jest sport nie występujący w takiej skali poza Australią.
    Przed olimpiadą w Sydney jednym z głównych kierowników budowy nowego stadionu olimpijskiego w Homebush był Polak. Stadion jest używany do dnia dzisiejszego i nie wymagał żadnych remontów strukturalnych.

  9. Drogi Markizie, sam alias do
    Drogi Markizie, sam alias do czegoś zobowiązuje. General Pinochet i Argentyna? Argentyna do Evita i “Don’t cray….” – inna bajka. Chyba ze ty tak….. dla zmylenia przeciwnika. Bo Pinochet to raczej z naszym Domeyką.
    Piłka nożna (soccer) na szczeblu federalnym jest w Australii jakby w pieluchach. Dobrzy interesowni “starsi bracia w wierze” założyli business i prowadzą federalną ligą australijską ciagnąc z tego niezłą rentę. Stadiony piłki nożnej są w każdej stanowej stolicy. Jednak nadal głównym sportem “piłkarskim” w Australii są “footy” (futy) . Nie jest to skrzyżowanie piłki nożnej z rugby. Może to tak wygladać bo piłka podobna jak do rugby, ale gra się na owalnym boisku na którym nie ma bieżni ani skoczni do l.a. Najciekawszym i bardzo pozytywnym zjawiskiem socjologicznym tego sportu jest to, że nie ma żadnych stadionowych czy ulicznych walk kik-boxingowych, czy bejsbolowych pomiędzy kibicami rozgrywajacych drużyn. Bardzo często jest tak że w jednej rodzinie każdy z jej czlonków kibicuje innej druzynie a po meczu ida do pubu na piwo gdzie omawiaja przebieg meczu. Szaliki, czpeczki, maskotki, karty kolekcjonerskie ze zdjęciami “gladiatorów fóoty” i inne duperele mają kolekcjonerów.Ten sport przynosi dość duży dochód pozwalający zarabiać zawodnikowi okolo 250 tysięcy dolców rocznie. I to jest sport nie występujący w takiej skali poza Australią.
    Przed olimpiadą w Sydney jednym z głównych kierowników budowy nowego stadionu olimpijskiego w Homebush był Polak. Stadion jest używany do dnia dzisiejszego i nie wymagał żadnych remontów strukturalnych.

  10. Z tym ,,patentem” Pinoczeta na wykorzystanie stadionów
    trochę jakby późno. Trzeba to było zrobić w 1989 roku. Ale nie było wtedy ani odważnych, ani stadionów. Bo azjatycki bazar X-lecia był już zajęty.
    Boję się tylko, żeby te ,,wspaniałe obiekty sportowe” nie straszyły jak poradzieckie bazy i pogierkowska ,,fabryka fabryk”. Bo jeden z budowniczych nowego Wembley dr Obiała, mówi, że już dzisiaj trzeba zbierać pieniądze na remonty naszych nowych stadionów.

  11. Z tym ,,patentem” Pinoczeta na wykorzystanie stadionów
    trochę jakby późno. Trzeba to było zrobić w 1989 roku. Ale nie było wtedy ani odważnych, ani stadionów. Bo azjatycki bazar X-lecia był już zajęty.
    Boję się tylko, żeby te ,,wspaniałe obiekty sportowe” nie straszyły jak poradzieckie bazy i pogierkowska ,,fabryka fabryk”. Bo jeden z budowniczych nowego Wembley dr Obiała, mówi, że już dzisiaj trzeba zbierać pieniądze na remonty naszych nowych stadionów.

  12. Z tym ,,patentem” Pinoczeta na wykorzystanie stadionów
    trochę jakby późno. Trzeba to było zrobić w 1989 roku. Ale nie było wtedy ani odważnych, ani stadionów. Bo azjatycki bazar X-lecia był już zajęty.
    Boję się tylko, żeby te ,,wspaniałe obiekty sportowe” nie straszyły jak poradzieckie bazy i pogierkowska ,,fabryka fabryk”. Bo jeden z budowniczych nowego Wembley dr Obiała, mówi, że już dzisiaj trzeba zbierać pieniądze na remonty naszych nowych stadionów.

  13. Nie ma o co prosić,
    tylko trzeba z premedytacją wykorzystać tę głośną okazję do zrobienia każdej jednej, byle sensownej, politycznej rozpierduchy. Demonstrować niezadowolenie i nagłośniać żądania. Dokładnie tak samo, jak to się dzieje na poziomie międzynarodowym wobec Ukrainy. Problem z imprezą to ma klika rządowo-pałacowa, a nie społeczeństwo. Goście, którzy tutaj przyjadą, po części już znają Polskę i mają wyrobione zdanie, wcale nie takie złe. Problemy znają, cudów nie oczekują. A tych, co przyjadą do Polski po raz pierwszy, zaszokuje widok 40-milionowego narodu w europejskich miastach, zamiast spodziewanych 4 milionów dzikich w nieprzebytym borze, bo taki jest ich poziom wiedzy o świecie. I my tych też już mamy kupionych, już teraz w ciemno. Zresztą ilu kibiców przyjedzie? Wczoraj słyszałem, że ok. 1 mln. 1 000 000 na cały kraj to my nawet nie zuważymy. Może się przesłyszałem, to niech bęzie, że 2 mln, tak na papierze, śmiało jak od Tuska. W czym problem? W czasie papieskich pielgrzymek tyle i więcej ludzi gromadziło się w tym samym miejscu i czasie na raz, a nie rozmywało się na cały kraj. A za dzień-dwa następowało podobne zmasowanie w innym miejscu i nigdzie nie było problemów, ani z komunikacją, ani bezpieczeństwem, zabezpieczenim medycznym, sanitarnych itp. Nie róbmy sami sobie z turnieju szmiacianki problemu roku 2000 ani innej świńskiej grypy, czyli pretekstu do wywalenia wielkiej kasy, o którą potem nikt się nie upomina, bo taka jest ulga, że nie nastąpił koniec świata . To właśnie teraz będzie najlepsza okazja, żeby blokować, strajkować, wymuszać ustępstwa, obnażać kłamstwa, bo psucie odpowiedzialnym za wszystko skurwysynom dobrej zabawy to naprawdę dobry bat.

    • Mijam wyremontowane i odmalowane ruskie czołgi
      i armaty przy bramach cmentarza radzieckich żołnierzy na ul. Karkonoskiej we Wrocławiu. I całe mauzoleum pięknie wyremontowane i zrobione ,,na błysk”. Poszły na to miliony z miejskiej (chyba) kasy. Przyjadą Rosjanie na Euro i … ciekaw jestem jak to odbiorą. Albo się upewnią w przekonaniu o ,,bliskiej zagranicy” i słusznej polityce płk Putina. Albo zobaczą na własne oczy, wbrew sowieckiej propagandzie, jak się w Polsce szanuje groby ich żołnierzy, jak pielęgnuje pomniki Armii Czerwonej, i w związku z tym, może się pochylą nad mogiłą żołnierza WP, AK albo polskiego zesłańca-łagiernika, tam – u siebie.

  14. Nie ma o co prosić,
    tylko trzeba z premedytacją wykorzystać tę głośną okazję do zrobienia każdej jednej, byle sensownej, politycznej rozpierduchy. Demonstrować niezadowolenie i nagłośniać żądania. Dokładnie tak samo, jak to się dzieje na poziomie międzynarodowym wobec Ukrainy. Problem z imprezą to ma klika rządowo-pałacowa, a nie społeczeństwo. Goście, którzy tutaj przyjadą, po części już znają Polskę i mają wyrobione zdanie, wcale nie takie złe. Problemy znają, cudów nie oczekują. A tych, co przyjadą do Polski po raz pierwszy, zaszokuje widok 40-milionowego narodu w europejskich miastach, zamiast spodziewanych 4 milionów dzikich w nieprzebytym borze, bo taki jest ich poziom wiedzy o świecie. I my tych też już mamy kupionych, już teraz w ciemno. Zresztą ilu kibiców przyjedzie? Wczoraj słyszałem, że ok. 1 mln. 1 000 000 na cały kraj to my nawet nie zuważymy. Może się przesłyszałem, to niech bęzie, że 2 mln, tak na papierze, śmiało jak od Tuska. W czym problem? W czasie papieskich pielgrzymek tyle i więcej ludzi gromadziło się w tym samym miejscu i czasie na raz, a nie rozmywało się na cały kraj. A za dzień-dwa następowało podobne zmasowanie w innym miejscu i nigdzie nie było problemów, ani z komunikacją, ani bezpieczeństwem, zabezpieczenim medycznym, sanitarnych itp. Nie róbmy sami sobie z turnieju szmiacianki problemu roku 2000 ani innej świńskiej grypy, czyli pretekstu do wywalenia wielkiej kasy, o którą potem nikt się nie upomina, bo taka jest ulga, że nie nastąpił koniec świata . To właśnie teraz będzie najlepsza okazja, żeby blokować, strajkować, wymuszać ustępstwa, obnażać kłamstwa, bo psucie odpowiedzialnym za wszystko skurwysynom dobrej zabawy to naprawdę dobry bat.

    • Mijam wyremontowane i odmalowane ruskie czołgi
      i armaty przy bramach cmentarza radzieckich żołnierzy na ul. Karkonoskiej we Wrocławiu. I całe mauzoleum pięknie wyremontowane i zrobione ,,na błysk”. Poszły na to miliony z miejskiej (chyba) kasy. Przyjadą Rosjanie na Euro i … ciekaw jestem jak to odbiorą. Albo się upewnią w przekonaniu o ,,bliskiej zagranicy” i słusznej polityce płk Putina. Albo zobaczą na własne oczy, wbrew sowieckiej propagandzie, jak się w Polsce szanuje groby ich żołnierzy, jak pielęgnuje pomniki Armii Czerwonej, i w związku z tym, może się pochylą nad mogiłą żołnierza WP, AK albo polskiego zesłańca-łagiernika, tam – u siebie.

  15. Nie ma o co prosić,
    tylko trzeba z premedytacją wykorzystać tę głośną okazję do zrobienia każdej jednej, byle sensownej, politycznej rozpierduchy. Demonstrować niezadowolenie i nagłośniać żądania. Dokładnie tak samo, jak to się dzieje na poziomie międzynarodowym wobec Ukrainy. Problem z imprezą to ma klika rządowo-pałacowa, a nie społeczeństwo. Goście, którzy tutaj przyjadą, po części już znają Polskę i mają wyrobione zdanie, wcale nie takie złe. Problemy znają, cudów nie oczekują. A tych, co przyjadą do Polski po raz pierwszy, zaszokuje widok 40-milionowego narodu w europejskich miastach, zamiast spodziewanych 4 milionów dzikich w nieprzebytym borze, bo taki jest ich poziom wiedzy o świecie. I my tych też już mamy kupionych, już teraz w ciemno. Zresztą ilu kibiców przyjedzie? Wczoraj słyszałem, że ok. 1 mln. 1 000 000 na cały kraj to my nawet nie zuważymy. Może się przesłyszałem, to niech bęzie, że 2 mln, tak na papierze, śmiało jak od Tuska. W czym problem? W czasie papieskich pielgrzymek tyle i więcej ludzi gromadziło się w tym samym miejscu i czasie na raz, a nie rozmywało się na cały kraj. A za dzień-dwa następowało podobne zmasowanie w innym miejscu i nigdzie nie było problemów, ani z komunikacją, ani bezpieczeństwem, zabezpieczenim medycznym, sanitarnych itp. Nie róbmy sami sobie z turnieju szmiacianki problemu roku 2000 ani innej świńskiej grypy, czyli pretekstu do wywalenia wielkiej kasy, o którą potem nikt się nie upomina, bo taka jest ulga, że nie nastąpił koniec świata . To właśnie teraz będzie najlepsza okazja, żeby blokować, strajkować, wymuszać ustępstwa, obnażać kłamstwa, bo psucie odpowiedzialnym za wszystko skurwysynom dobrej zabawy to naprawdę dobry bat.

    • Mijam wyremontowane i odmalowane ruskie czołgi
      i armaty przy bramach cmentarza radzieckich żołnierzy na ul. Karkonoskiej we Wrocławiu. I całe mauzoleum pięknie wyremontowane i zrobione ,,na błysk”. Poszły na to miliony z miejskiej (chyba) kasy. Przyjadą Rosjanie na Euro i … ciekaw jestem jak to odbiorą. Albo się upewnią w przekonaniu o ,,bliskiej zagranicy” i słusznej polityce płk Putina. Albo zobaczą na własne oczy, wbrew sowieckiej propagandzie, jak się w Polsce szanuje groby ich żołnierzy, jak pielęgnuje pomniki Armii Czerwonej, i w związku z tym, może się pochylą nad mogiłą żołnierza WP, AK albo polskiego zesłańca-łagiernika, tam – u siebie.