Roger Federer i George Soros. Kolekcjonerzy pieniędzy.

Prześlij dalej:

Trzeci ćwierćfinał z udziałem Rafaela Nadala - "odwiecznego rywala tenisisty wszech czasów Rogera Federera" ( określenie ukute od kilkunastu lat przez ludzi mediów)- wzbudził już znacznie większe zainteresowanie. Wygrana hiszpańskiego tenisisty przybliżała do z góry zaplanowanego półfinału Federer versus Nadal. Aby odpowiednio podgrzać kibicowskie serca, materiały reklamowe, mające wypromować ewentualny półfinałowy pojedynek, zaprezentowano kilka dni wcześniej. Pojawiały się w największych amerykańskich stacjach oraz na największym kanale sportowym "Eurosport", przekazującym nowojorską imprezę na stary kontynent. Zostały okrzyczane "największą rywalizacją w historii tenisa"; zwrotem co najmniej wątpliwym z punktu widzenia sportowego, lecz zawsze chwytliwym, a jednocześnie często nadużywanym w marketingu przemysłu pijarowego. Pojedynku od początku wymarzonego przez dziennikarzy, współpracujących z mediami pijar-owców, sponsorów, kibiców, a także tych popularnych oraz dawno zapomnianych byłych mistrzów sportu, tenisa, artystów, showmanów, piosenkarzy, aktorów i Bóg wie kogo jeszcze, dla których byłaby to świetna okazja na odkurzenie się i przypomnienie całemu światu. Każdy wie, że nie ma lepszej reklamy, aniżeli na oczach kamery oklaskiwać grę, któregoś z tych dwóch dżentelmenów... zwłaszcza Rogera.

"Tenis to przecież sport globalny i jeśli chcesz stanąć po stronie osoby, która jest globalna, istnieje niewiele opcji"- twierdzi Antony Lewisohn Godsick, opiekun, biznesmen i agent Federera ("Tennis is a global sport, and if you're looking to align yourself with a person who's global, there are very few options," - oryg. wypowiedź)

 

Siedemdziesięciodziewięcioletni Rod Laver, były australijski mistrz rakiety tenisowej doskonale rozumie znaczenie treści tego przekazu. Wie, że, aby zarobić łatwe kilkaset tysięcy zielonych, wystarczy tylko wystąpić w spocie reklamowym i wystawić w nim laurkę "najlepszemu w historii" szwajcarskiemu "Maestro", a wtedy jeden z jego wielu bogatych sponsorów, już odwdzięczy mu się za to sowicie. Niewielu oparłoby się takiej pokusie. Przebrzmiała sława i legenda Roda Lavera nabiera znowu blasku. Firma Mercedes Benz jest dumna, gdy sędziwy Australijczyk reklamując najnowszy model ekskluzywnego super auta, składa hołd i oddaje palmę pierwszeństwa "Królowi Rogerowi". Następni zapomniani przez czas i kibiców byli mistrzowie czekają na swoją szansę. W ich czasach nikt nie używał tak często słowa "globalny" i "najlepszy w historii". Nie płaciło się też takich kolosalnych pieniędzy za odbijanie piłki rakietą do tenisa. Większość z nich nie miała nawet menedżerów. Teraz dzięki Rogerowi, los puszcza do nich oko i uśmiecha się kolejny raz.

                                       DLA POTRZEBUJĄCYCH I BIEDNYCH DZIECI

George Soros jeszcze kilka lat temu rekreacyjnie lubił grać w tenisa. Jakiś nieliczny nerw, jaki pozostał jeszcze w jego ciele dał o sobie znać, gdy usłyszał, że młodszy od niego Bill Gates zamierza zasilić prywatną fundację Rogera Federera (fundację, której możliwości finansowe wypadają stosunkowo blado , w odniesieniu do skali zarobków Szwajcara). Amerykański miliarder oznajmił, że zamierza rozegrać "u siebie w Seattle" pokazowy mecz, z którego dochód powstały ze sprzedanych biletów, pozwoli biednym rodzicom zamieszkałym w Republice Południowej Afryki, posłać swoje dzieci do szkoły.

Strony

Źródło foto: 
35267 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Hoyt

Autor artykułu: Hoyt

1 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Film "7 Days in Hell" (2015)  w temacie, zwięzły całkiem.

  2. Strony