Roger Federer i George Soros. Kolekcjonerzy pieniędzy.

Prześlij dalej:

W tym roku w press room było tłoczno jak nigdy, przez co sala przeznaczona dla akredytowanych dziennikarzy, którzy za zgodą organizatorów mieli szczęście się tu dostać, wydaje się jakaś mniejsza. Zawsze tak nie jest. Czekają na pomeczową konferencję Szwajcara Rogera Federera. Tak wyjątkowym zainteresowaniem światowych mediów nie cieszą się pozostali sportowcy. Nikt z żurnalistów od dawna nawet nie próbuje tego ukrywać, dla kogo pojawili się znowu tak licznie. Wszyscy wydają się być trochę smutni. Nie potrafią ukryć swojego rozczarowania. Właściwie wcale nie mają ochoty, by je ukrywać. Co niektórzy ciągle nie mogą uwierzyć w to, co zdarzyło się tej nocy. Niewielu brało taki scenariusz pod rozwagę. Przewidywania eksperckie znowu diabli wzięli, bo dla nich Roger jest po prostu najlepszy i zawsze faworytem. Czy ma lat trzydzieści sześć, czy będzie miał czterdzieści pięć. Jest najlepszy od zawsze i będzie taki zawsze. Jak Amen w pacierzu. "Bo Roger to zjawisko. Kiedy występuje należy zamilknąć i podziwiać" - taką "odkrywczą" uwagą podzielił się ze światem Adriano Panatta, mistrz Rolanda Garrosa z 1976 roku, dodając zgodnie z obowiązującą modą, że i on uważa go za "najlepszego w historii". Te proste dwa słowa "najlepszy w historii" potrafią z dziecinną łatwością rozsupłać prawdziwy węzeł gordyjski do worka z pieniędzmi najbogatszych sponsorów. Zapomniany współczesnym Panatta,wypowie kolejny raz te magiczne słowa, jeśli w ogóle ktoś zechce go jeszcze wysłuchać i oto poprosi. Bo nie ma nic gorszego dla byłych mistrzów od usychania w zapomnieniu.

W świecie, gdzie liczba publikowanych informacji zalewa Ziemię, jak deszcz podczas czterdziestodniowego biblijnego wielkiego potopu, a duża część z nich jest równie wiarygodna, jak włosy Radosława Majdana, pewnie wielu zapomniało, że kilka lat temu ci sami ludzie twierdzili coś przeciwnego. Uważali, że nie można odnosić zwycięstw i rywalizować na najwyższym światowym poziomie z młodszymi zawodnikami, szczególnie w długich, wielogodzinnych pojedynkach. Tak tłumaczyli częste porażki i brak większych sukcesów sportowych - nie biznesowych - Szwajcara, a przy każdej nadarzającej się z tej racji okazji, wyjaśniali kibicom "że on już nic nie musi wygrywać i udowadniać, bo jest i tak najlepszy w historii".

Lecz Federer - Zjawisko pokonał w tym sezonie i tę granicę, udowadniając wszystkim, że dla niego wiek nie jest żadną przeszkodą. Profetyczne zatem okazały się zapowiedzi najważniejszych ludzi związanych ze Szwajcarem; jego amerykańskiego menadżera Anthony Lewisohn Godsicka i drugiego trenera Severina Luthiego "że w 2017 roku wróci i będzie silniejszy". Niemożliwe więc stało się znowu możliwe. Roger Federer zostaje najstarszym finalistą, a potem zwycięzcą turnieju wielkoszlemowego Australian Open oraz Wimbledonu. Ustanawia kolejne rekordy, będąc najstarszym w historii zawodnikiem, wygrywającym kolejne wielkie turnieje. Sportowa prasa szaleje ze szczęścia. Kolejny raz z podziwem i z zachwytem patrzy na Matuzalema tenisa, którego nie ima się upływający czas. Niektórzy żurnaliści (także rodzimi) idą dalej, pisząc wprost o boskiej naturze szwajcarskiego tenisisty. Do niezliczonych przydomków nadawanych mu w imieniu kibiców doszły kolejne - "Boski" i "Nieśmiertelny"

                                                     WIELKI HUMANISTA

Strony

Źródło foto: 
32698 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Hoyt

Autor artykułu: Hoyt

1 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Film "7 Days in Hell" (2015)  w temacie, zwięzły całkiem.

  2. Strony