Roger Federer i George Soros. Kolekcjonerzy pieniędzy.

Prześlij dalej:

George Soros, podobnie jak każdy człowiek goniący za własnym sukcesem, nie poświęca zwykle uwagi sprawom, które nie orbitują wokół jego własnej osoby, bądź nie wiążą się z pozyskaniem korzyści. Trochę pozazdrościł Gatesowi, że sam nie może zagrać pokazowego spotkania z Federerem, z racji ograniczeń wiekowych. Nie jest przecież gorszy w niczym od Billa. Wie dobrze, na czym polega współczesny biznes. Sam zadbałby o oprawę, aby zostało to zapamiętane, jako wielkie wydarzenie. Znowu poprawiłby swój wizerunek, nieco podszarpywany przez niektórych polityków i prawicowe media.

I chociaż dawno uwierzył we własne słowa, oznajmiając, że sam "jest bogiem i kreatorem wszystkiego, a normalne reguły nie dotyczą jego" wie, że prawdziwym i jedynym jego wrogiem jest Czas. Dlatego bez wahania przelał prawie cały swój dorobek życia ( osiemnaście miliardów dolarów, zarobionych na dziwnych spekulacjach giełdowych, a także inwestycjach w sport) na konto własnej fundacji. Wielkie pieniądze niosą ze sobą wielkie możliwości. Dlatego z ciekawością i zdumieniem przeczytał notkę w nowojorskim Forbsie, z siedzibą mieszczącą się na najdroższej ulicy świata Piątej Alei, że w ciągu najbliższych kilku lat Roger Federer dostąpi zaszczytu wpisania go na ekskluzywną listę miliarderów.

Wielokrotnie zdarzało mu się słyszeć to brzmiące z germańska nazwisko. Nigdy jednak nie przywiązywał doń znaczenia. I o dziwo nie kojarzył jego twarzy. Być może dlatego nie doznał żadnego religijnego doświadczenia. A może dlatego, że każdy bóg może mieć tylko wyznawców, a on sam czuje się bogiem. Wiedział tylko, że jest to niezwykle popularny i kochany w Nowym Yorku tenisista. Bardziej popularny od każdego innego tenisisty ze Stanów, nawet rodowitego Nowojorczyka. Wiadomość, że nazwisko Federer, w niedalekiej przyszłości pojawi się w gronie najbogatszych ludzi na Ziemi, zaintrygowała go tak mocno, iż postanowił odnaleźć w internecie jego zdjęcie. Chciał zobaczyć, jak wygląda postać, określana przydomkiem "Król Roger". Wygooglował imię i nazwisko i...

Człowiek, który jest osobistym szoferem Georga Sorosa, wolne dni spędza w małej nowojorskiej knajpce. Trzymając szklaneczkę z whisky, opowiada zebranym - przysięgając przy tym na drogie mu świętości-, że jadąc z Georgem, pierwszy raz w życiu widział tak serdecznie śmiejącego się staruszka, który jednak nie chciał mu zdradzić przyczyny tego niezwykłego napadu wesołości. Ale nikt ze słuchaczy mu w to nie wierzy.

                                                                                   Hoyt/2017

 

Strony

Źródło foto: 
39656 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Hoyt

Autor artykułu: Hoyt

1 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Film "7 Days in Hell" (2015)  w temacie, zwięzły całkiem.

  2. Strony