Roger Federer i George Soros. Kolekcjonerzy pieniędzy.

Prześlij dalej:

Co zatem takiego zmieniło się w ich relacjach, że Sepp Blatter, aktualnie oskarżany o gangsterkę finansową, pranie przez lata brudnych pieniędzy, malwersacje, przyjmowanie łapówek z nieukrywanym żalem do mediów udziela szokującego wywiadu i nie jest już tak ochoczo podchwytywany, powielany, przedrukowywany przez amerykańskie, europejskie, także nasze rodzime ośrodki zwane kolokwialnie "czwartą władzą"? Sepp Blatter nie bryluje już jako bohater na głównych szpaltach New York Times, Washington Post, czy naszych o kapitale szwajcarsko - niemieckim lub tych zasilanych pieniędzmi z fundacji Georga Sorosa. Nie wyjmuje już kulek z urn z napisami drużyn piłkarskich, czy reprezentacji państw w specjalnych relacjach stacji Eurosport.

Sepp Blatter, przez dwie dekady szanowany i ceniony gentleman, na którego pierś jeszcze niedawno wysocy rangą dostojnicy państwowi, prezydenci, a nawet królowie przypinali najwyższe odznaczenia- krzyże i ordery, którego przyjmowano z należnymi honorami ambasadora sportu globalnego. Od początku kariery na fotelu szefa światowej piłki nożnej, niezwykle poważany przez wszystkich za wykonywaną ciężką pracę na rzecz wyrównywania szans dzieci z rodzin ubogich, zamieszkałych w Afryce i Azji, zastanawia się, co nagle takiego wydarzyło się , co spowodowało bezlitosne smaganie w niego piórem ludzi niegdyś mu przychylnych? Nawet niedawny jego przyjaciel i wielki rodak Federer, ironizuje dziś wespół z amerykańskim dziennikarzem, pytając się z nieukrywaną nonszalancją i drwiną , czy „on (Blatter -przyp.) naprawdę jest Szwajcarem?” A przecież nie tak dawno i Federer komplementował jego zasługi dla sportu, tak jak robił to ...każdy.

Dlaczego Blatter nie powiedział tego wcześniej lub dlaczego Federer nie pozwalał sobie na te szyderstwa z Blattera pięć lat temu? Odpowiedź jest prosta jak Max Kolonko, gdy mówi jak jest. Ponieważ znali niepisaną zasadę marketingową, że nigdy nie zadziera się z kimś, kto jest grubą rybą. A te wszystkie kurtuazyjne spotkania, służą wyłącznie do nabijania sobie wzajemnie kieszeni, poprzez umacnianie własnego wizerunku, który dla odbiorcy, reklamodawcy ma znaczyć – zobacz, z jakimi potężnymi ludźmi się przyjaźnie.

                                                        MATCH MADE IN HEAVEN

Rafael Nadal w Nowym Yorku czuje się wyjątkowo dobrze. Ostatni raz to samo uczucie towarzyszyło mu kilka lat temu, gdy szczęśliwy jak dziecko, które otrzymało wymarzoną zabawkę, tradycyjnie wgryzł się zębami w puchar zwycięzcy, jakby ten zamiast blachy, zrobiony był z jakiejś słodkiej masy cukrowej. Większość ekspertów wróżyła mu przecież cholernie długie spotkanie w ćwierćfinale US Open z młodym pretendentem z Rosji, ale nie pierwszy raz w tym turnieju się pomylili. Nawet ucieszyła go ta pomyłka. Przynajmniej zaoszczędził sporo sił na kolejne spotkanie.

Dawno nie widział tak wielu dziennikarzy pilnie skupionych wokół jego osoby. Styl, w jakim rozprawił się z młodym Rosjaninem mógł wywrzeć wrażenie na każdym. Kiedy czeka na pytania, wydaje się być nieco zaskoczony, gdyż nikt z obecnych na sali nie wykazuje specjalnie zainteresowania, aby opowiedział coś o przebiegu niedawno zakończonego pojedynku. Wyobraźnie obecnych dziennikarzy rozpalają kwestie dotyczące jego ewnetualnego i tak wymarzonego spotkania z Rogerem Federerem. Powinien się w zasadzie domyślić, że tak będzie.

Strony

Źródło foto: 
32539 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Hoyt

Autor artykułu: Hoyt

1 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Film "7 Days in Hell" (2015)  w temacie, zwięzły całkiem.

  2. Strony