Prześlij dalej:

Maniery same w sobie są irytujące i nie chodzi mi o dobre wychowanie, ale zmanierowanie. Moją „ulubioną” manierą jest poszukiwanie oryginalności. Każdy szanujący się celebryta publicystyki, czy też inna aktoreczka musi ubrać stringi na lewą stronę albo założyć na głowę, żeby podkreślić swoją przenikliwą inteligencję. Maniera oryginalności najczęściej sprowadza się do zasady im głupiej i głośniej tym oryginalniej. Działa to mniej więcej tak, że jeśli normalni ludzie używają wody do picia i mycia, to oryginał zaraz wyjedzie z sublimacją, resublimacją i błądząc po Wikipedii dojdzie do poziomu fizyki kwantowej.

Irytująca i bardzo często szkodliwa maniera z wielką siłą uwidoczniła się w nerwowym czasie powstawania i podpisywania ustaw sądowniczych. Poszukiwaczy sublimacji wylało się sporo i każdy ma tysiąc złotych rad, pół tysiąca platynowych korekt i 120 brylantowych idei. Oczywiście wszystko w ramach wierszówki, wypowiedzi przy mikrofonie, czy przed kamerą, co absolutnie nic nie kosztuje, a wręcz przeciwnie, bierze się z takie „oryginalności” kasę. Przy różnego rodzaju panelach, gdzie tematem wiodącym jest pigułka „dzień po”, można sobie deliberować o wyższości paragrafu Y nad paragrafem Z, ale rozmawiamy nie o pupie Maryni, tylko o fundamentalnej dla Polski reformie sądownictwa. Wystarczy naprawdę niewielki kawałek rozumu, aby pojąć o co w tym wszystkim chodzi. Najcelniej rzecz ujął Cejrowski – wszyscy won.

W sądach, od czasów komuny do dziś, mieliśmy i jeszcze nadal mamy selekcję negatywną. Do znudzenia będę powtarzał, że im wyżej tym gorzej, a najwyżej nagorzej. Wystarczy sobie postawić przed oczami prezes Gersdorf, czy prezesa Rzeplińskiego i już nawet nie trzeba rozumieć, wszystko widać gołym okiem widać. Zdemoralizowani strażnicy patologii, bezkarni w swoich działaniach, ściśle podlegli politykom takiego samego autoramentu. Innymi słowy, sądownictwo na poziomie prezesów, to kadry, kadry i jeszcze raz kadry. Nie dbam o oryginalność i nazywam rzeczy po imieniu, dlatego dla mnie treść ustaw sądowniczych jest absolutnie bez znaczenia, liczy się wyłącznie cel, którym jest wymiana kadr. Ziobro i Kaczyński dokładnie takie ustawy przygotowali, tam nie ma nic, co naruszałoby dotychczasowy system prawny, no może z wyjątkiem Izby Dyscyplinarnej przy SN, cała reszta sprowadza się do usunięcia kadr wyłonionych w ramach negatywnej selekcji.

Rzecz jasna zapisy ustawowe powinny być tak sformułowane, żeby nie budziły legislacyjnych zastrzeżeń i takie ewidentne błędy jak sprzeczne artykuły, które raz wskazują 3, a raz 5 kandydatów na prezesa SN muszą być zmienione. Problem podstawowy to metoda zmiany i tutaj kończą się dylematy, tutaj oddziela się mężczyzn od gówniarzy. Korekt należy dokonać najkrótszym możliwym trybem, czyli skierować nowelę do sejmu albo podpisać ustawę i skierować do Trybunału Konstytucyjnego. Wszelkie inne rozważania z cyklu „naturalnie, że sądownictwo trzeba zmienić, ale nie tak”, to jest mowa zmanierowanych celebrytów i niestety ten bełkot nie ma obojętnego zabarwienia. Podobne brednie najzwyczajniej w świecie szkodzą, zwłaszcza gdy są wygłaszane przez „naszych” celebrytów publicystyki, sztuki, kultury i nauki.

Strony

22743 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

11 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Czyli jednak wychodzi na to, że Prezydent Duda to gówniarz: taki uczciwy harcerz, co chece rozmawiać z  wieloletnimi i bezwzględnymi gangsterami :-). Wymiękł na ostatnich metrach. Zapłaci za to potwornie wysoką cenę: totalitarna opozycja nie da mu już żyć, a dotychczasowi sprzymierzeńcy zaczną się dystansować od niego, Szkoda, bo druga kadencja była w zasięgu ręki. Inna sprawa, że Pan Jarek mu nie daruje :-)

  2. Strony