Reelekcja Donalda Tuska, czyli (bolesna?) konsekwencja braku konsekwencji

Prześlij dalej:

Również sam Prezes w tym samym mniej więcej czasie nie wykluczał poparcia reelekcji Tuska. Odpowiadając na pytanie czy ten szkodzi Polsce, stwierdził: „na pewno nie pomaga, ale przyglądamy się dalej”. Wtedy zatem wciąż w PIS-ie obowiązywała amnezja nie tylko odnośnie dokonań Tuska z okresu premierowania, ale również jego aktywności na rzecz wdrożenia przeciw Polsce unijnych procedur kontroli praworządności już po przejęciu rządów przez PIS.

Aż tu nagle, w październiku 2016, Jarosław Kaczyński zaordynował: „wyobrażam sobie, że rząd Polski nie poprze Tuska na drugą kadencję”. Ta wolta była na tyle nieoczekiwana, że przez jakiś czas szeregowi członkowie mieli problem z jej interpretacją i z szeregów PIS-u w tej kwestii dochodziły sprzeczne sygnały.

Ale kierunek został wyznaczony i nie było już odwrotu. Nagle okazało się, że to z tymi zarzutami dla Tuska, to jednak na poważnie. Tyle że ciężko dostrzec powagę w dalszych działaniach PIS-u. W półtora roku po przejęciu władzy, jeśli ktoś zamiast przedstawić zarzuty konkretnie i bez owijania w bawełnę, chodzi i mów „a ja mam słonia w karafce”, nie może być traktowany poważnie. Podobnie jeśli na tydzień przed „głosowaniem” rzutem na taśmę wyciąga się Saryusza z kapelusza (notabene człowieka, który starania na rzecz przejęcia przez Polskę śledztwa smoleńskiego nazywał „kanibalizmem politycznym” i twierdził, że decyzja o pozostawieniu go w rękach Rosjan była „racjonalna”) i markuje się intensywne działania dyplomatyczne, trudno nazwać to działaniem przemyślanym i nakierowanym na skuteczne osiągnięcie (rzekomego) celu.

Kaczyński nie wyciągając wobec Tuska konsekwencji nie zachował konsekwencji w działaniach i wypowiedziach. I efektem tego jest dzisiejsza reelekcja. Czy jest ona jednak faktycznie porażką Prezesa czy elementem jego świadomej taktyki? O tym w następnym odcinku.  

Strony

4391 liczba odsłon

Autor artykułu: Pablo