„Przystanek Woodstock” – w ramach realizacji celów statutowych WOŚP trójka dzieciaków zapiła się na śmierć

Prześlij dalej:

Mam sentyment do Jarocina jako uczestnik i socjolog amator, ale to temat na odrębny felieton, teraz potrzebowałem Jarocina, żeby zbudować wstęp do Przystanku Woodstock. Impreza organizowana przez Owsiaka przypomina coś pomiędzy studniówką, a prywatką ze starymi „na chacie”. Tam nie ma cienia spontaniczności i nawet błoto jest sztuczne, kompletne zaprzeczenie legendarnego pierwowzoru i kompletna profanacja Jarocina. Nie leją się „jabole z gwinta”, tylko piwo od sponsora w plastiku, „pogo” wygląda jak dancingowe dwa na jeden, na scenę zaprasza się polityków i oficjeli zamiast panienek z cyckami na wierzchu. Ugrzeczniona, upolityczniona, kontrolowana pralnia mózgów, pełna komercja i wreszcie hipokryzja. Zupełnie nie zgadzam się z opiniami, że na Przystanku Woodstock dzieją się rzeczy niespotykane, Sodoma goni Gomorę i w ogóle takiego zgorszenia świat nie widział. Przy Jarocinie i oryginalnym Woodstock, impreza Owsiaka jest prywatką pod okiem starych, studniówką z wódką rozlewaną pod stołem i papierosem wypalonym w kiblu. Jeśli tak ma wyglądać wakacyjne szaleństwo, to niczego bym się nie czepiał, po prostu dziwi mnie, że młodzi ludzie zamienili spontaniczność na zajęcia wyrównawcze z „dyrem” Owsiakiem. Natomiast czymś zupełnie innym jest organizacja tego festiwalu za kasę WOŚP i w ramach realizacji celów statutowych, czyli: ratowanie życia chorych osób, w szczególności dzieci, działanie na rzecz poprawy stanu ich zdrowia, działanie na rzecz promocji zdrowia i profilaktyki zdrowotnej. To jest kpina do kwadratu ze statusu fundacji, która co najmniej wykorzystuje luki prawne, jeśli prawa nie łamie.

Nazywając Przystanek Woodstock kpiną z prawa, nie wnikam w żadne aspekty obyczajowe, to mnie nie rusza, jako weteran Jarocina wręcz patrzę z politowaniem na tę „wolność”, odnoszę się tylko i wyłącznie do kwestii formalno-prawnych. Na „Przystanku Woodstock” sponsorem od lat są browary, na festiwal zaprasza się ludzi, którzy wielokrotnie i publicznie domagali się legalizacji narkotyków, taką osobą jest na przykład Kazimiera Szczuka. Choćby Owsiak wytaczał 1000 procesów, to każdy kto powie, że na Przystanku Woodstock narkotyki są obecne i chleje się do woli, również na umór, najzwyczajniej w świecie powie prawdę. Szczerze mówiąc nie przypominam sobie, żeby w Jarocinie ktoś zaliczył autentyczny zgon i skończył w prosektorium, nie twierdzę, że tak nie było, ale takiego przypadku nie pamiętam. Na Przystanku Woodstock w ramach realizowania zdrowotnych celów statutowych fundacji WOŚP, w latach 2010–2013, trójka uczestników festiwalu zapiła się na śmierć. Skąd mam te rewelacje? Mogę powiedzieć – z Komendy Głównej Policji. Czy mam na to dowody? Oczywiście, ale przedstawię je w sądzie łącznie z kosztami w pełni komercyjnej imprezy, które ponosi podatnik. Wbrew kłamstwom Jerzego Owsiaka, to nie dzieci z „Pokojowego Patrolu” bawiące się w milicję obywatelską zabezpieczają tę imprezę, ale ponad 1000 policjantów, których pracę finansuje miedzy innymi Komenda Głowna Policji. Tyle o wokandzie, rockowych festiwalach i prywatce u Jurka Owsiaka, gdzie pod opieką dorosłych dzieciaki zapiły się na śmierć.

Strony

20299 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

4 (liczba komentarzy)

  1. Przystanek na drodze z "Love me tender" do "Love me gender".

  2. Uświadomiłam sobie dzisiaj, dlaczego po przejrzeniu Salonu24 lubię dla odświeżenia wejść na Twój blog. Chociaż Salon jest jedną z niewielu stron, gdzie można znaleźć ciekawe dyskusje o polityce (niestety, ostatnimi czasy coraz rzadziej) to jedna rzecz mnie tam niesamowicie wkurza: a mianowicie poziom zdziadzienia tego miejsca. Dość często pojawiają się tam nic nie wnoszące wpisy, które można nazwać "narzekaniem na młodzież ponad podziałami". Bo przecież młodzież nie szanuje starszych, nie wierzy w bogów, za naszych czasów to była matura itd. Wydaje mi się, że dla niektórych blogerów młodzi ludzie to inny gatunek, a jego przedstawicieli widzieli dawno temu w jakimś zoo.

    Na tym blogu jest inaczej - podoba mi się w Twoich tekstach ta bezpośredniość i ikra, dzięki którym nie mam wrażenia, że posta pisał Matuzalem, w połowie robiąc przerwę na drzemkę. Myślę, że masz sporą szansę na przyciągnięcie charakterystycznym stylem młodych czytelników (a nawet, że już to zrobiłeś, tyle, że się nie ujawniają w komentarzach). Jakiś czas temu widziałam zresztą na pewnej popularnej, młodej stronie linka do wpisów o Owsiaku, a to o czymś świadczy.

    BTW: zabawne, że mój post wylądował pod typowo salonowymi komentarzami :)

  3. avatar

    Niektórzy młodzi ludzie czytają bardzo chętnie, choć mają kłopot z udzielaniem się w komentarzach. Wiem to na pewno.

    Pewien 22-letni mężczyzna miał dość starego towarzystwa i się z niego wycofał mówiąc: A , idę przeczytać Kuraka Dzisiejszego...

  4. avatar

    Ale starych szanuj. Obecnie młodzi muszą sie zastanowić, czy chce ten okrojony kawałeczek składek zostawić w OFE, czy wpłacać do ZUS. Decyzja jest trudna, coś jak wybór między dżumą a cholerą. Ładnie rzecz ujął Robert Gwiazdowski. Stwierdził on mianowicie, że  wobec rozwoju wypadków emerytury będą conajwyżej symboliczne, więc on nie zrobi nic, bo jest mu wszystko jedno, skąd NIE DOSTANIE EMERYTURY. A ja wam powiadam, pozostańcie w ZUS, to chociaż dla mojego pokolenia coś będzie.
    Za tym przemawia jeszcze jedno. Wiele rodzin żyje z emerytury babci czy dziadka. Do tego stopnia, że kiedy taka babcia czy dziadziuś zemrze, pakuje się zwłoki do zamrażalnika a emerytura dalej wpływa na konto. Nie tylko u nas, w Japonii też były takie przypadki.
    To się nazywa solidarność międzypokoleniowa.

  5. Strony