Reklama

Wbrew pozorom i znudzeniu tematem, cholernie ciężki garb kładą sobie na plecy wszyscy, którzy usiłują sprzeciwiać się łgarstwu. Smoleńsk od początku był rozgrywany propagandą nie nauką. Cała sztuka polega na tym, by nie pogrzebać nauki w propagandzie, ale jednocześnie zacząć wygrywać i przebijać się z „komunikatem społecznym”. Przez pierwszy rok propagandziści wygrali: mgłą, helem, krzyżem, Macierewiczem, Rydzykiem. Nic to nie miało wspólnego z badaniem naukowym i wystarczyło, żeby zrobić kisiel z mózgu elektoratowi na poziomie większości parlamentarnej. Propaganda zdegradowała nazwiska ludzi ośmielających się przeczyć propagandzie, obśmiała fakty prostym przekazem kpiącym z fizyki, matematyki i przyrody jako takiej. Przez kilka lat Polska powtarzała: „Macierewicz ha, ha, ha! A weź sobie uderz Passatem w drzewo, ha, ha, ha!” Piramidalne prostactwo, jednak zadziałało i wystarczyło, żeby się w robocie, na ulicy i przy grillu nie odezwać, bo inaczej „ha, ha, ha zamach, ty oszołomie”. Bardzo by mi zależało na zwycięstwie nauki w czystej postaci, ale wiem na pewno, że to się nie uda i do nauki trzeba dołożyć proste slogany dla przeciętnego Nowaka, co też bez zapominania o nauce proponuję. Chciałbym, żeby było tak jak się wielu pociesza, mimo wszystko obawiam się, że będzie tak jak napiszę. Słowa Grasia o tym, że samolot spadł, bo zszedł za nisko wcale nie wykarczowały brzozy. Nastąpi korekta tej „niefortunnej” wypowiedzi, chociaż pełna zgoda, że chlapnięcie Grasia pokazuje czarną rozpacz w szeregach skompromitowanych „badaczy”. Niepiśmienni Kargul i Pawlak potrafili pomierzyć zagony na trzy palce, specom od Milera i Laska dokładność stopy, piędzi, łokci i skoków uszła, a i sążni zbrakło.

Serce i rozum się kraje w poprzek, ale wystarczy jeden fakt za całą ripostę – po trzech latach biegli NPW skorygowali wymiary świętego drzewa pogan smoleńskich. Specjaliści od Millera i Laska, pomylili się na wysokości o 2,6 metra, a na grubości o 10 do 20 cm i tylko Bóg jedyny wie, jaka będzie oficjalna wersja, bo radzieccy matematycy mają jeszcze inne dane. Istnieją takie informacje, które po prostu zatykają, jestem pewien, że każdy homo sapiens szukał sobie w głowie odpowiedniego słowa, aby skwitować tę… no właśnie co tę? Żenadę? Skandal? Śmiech na sali? No nie, to za mało, trzeba powiedzieć, że nie ma słów, zwyczajnie zatyka po czymś takim i zamiast mówić chce się wziąć nahaja, by tłuc na oślep po zakutych, zakłamanych jęzorach. Ile razy można podejmować polemikę z propagandystami, którzy nie zmienią zadania nawet gdy się zupełnie zmieniają okoliczności? Czy ten dyskwalifikujący pomiar w jakikolwiek sposób zniesie wyliczenia trajektorii lotu, które ostatnio ksiądz patriota Mądel przepisuje po białoruskim wychowanku esbecji Artymowiczu? Nie zniesie, będzie jeszcze setka agonalnych wpisów, coraz gorszej jakości i proweniencji, bo nikt poważniejszy się za tę brudna robotę nie chce wziąć. Pocieszanie się w kwestii milczenia pogan nie ma sensu, teraz jest czas dla pogaństwa, dla Mądla, Artymowicza, Łozińskiego, zabobon zostanie podkręcony. Te osobistości w naukowych realiach niemiałby najmniejszych szans w dyskusji o przyczynach katastrofy. Kto poważnie potratowałby: astronoma w awionetce, jezuitę jedną nogą w „Mitach i Faktach”, nauczyciela fizyki w liceum dla dorosłych? Kolejne ośmieszanie dokonań komisji Millera i potem Laska paradoksalnie będzie skutkować wysypem jeszcze bardziej cycatych blondynek, w stringach i bez, które podniecą biedę intelektualną i duchową.

Technika propagandy pogaństwa smoleńskiego zawsze wygląda tak samo, oczywisty fakt jest rozkładany na części pierwsze, z tego zestawu wyławia się jedną bzdurę i pompuje w „zbiorową świadomość”. Jeśli ktoś ma zdrowie i cierpliwość może sobie zobaczyć u Artymowicza „dowód matematyczny”, że dwa plus dwa równa się pięć. Banalny wymóg amerykańskiego prawa lotniczego, o którym wspomniał dr Berczyński okazał się „niefizyczny”. Aby udowodnić „niefizyczność” prawa lotniczego, które obowiązuje nie tylko Amerykanów, ale wszystkie statki powietrzne, jakie mają zamiar na teren USA wlecieć, astronom przygotował sobie narzędzia pomiaru. Wziął walec drogowy marki Skoda, sprzed półwiecza, pochodzenie etniczne i status obywatelski Berczyńskiego, podzielił przez helikopter, wyciągnął pierwiastek z siły nośnej, która w jego wzorze nie ma związku z powierzchnią skrzydła i wyszło mu: Macierewicz musi odejść, bo Binienda nie jest polskim naukowcem. Naprawdę nie ma sensu polemizować z ludźmi walczącymi o przetrwanie, przecież taki Artymowicz już teraz, tylko za pomówienia powinien mieć ze cztery wyroki, prawomocne, a ci „eksperci” od pomiarów brzozy dawno powinni siedzieć, ponieważ nie wolno naiwnie przyjąć, że są aż takimi idiotami, by nie potrafili policzyć do 50, a tyle wystarczyło aby zmierzyć brzozę. Zmierzam do bardzo drastycznej podpowiedzi, zamiast się szarpać z polemikami, tych ludzi zwyczajnie należy zlinczować, społecznie zlinczować. Oni muszą mieć poczucie, że za swoje kłamstwa będą płacić i to nie jakimś tam honorem, z czego sobie jaja robią, ale wszystkim co mają. Oni muszą zostać „Macierewiczami” naćpanymi „helem” i z tej „mgły” nie mają prawa wyjść.

Artymowicz ze swoją reputacją nadal jest wykładowcą, chociaż Pawłowicz po jednym zdaniu została wystrzelona z wszystkich katedr. Tylko jak wypłacić karę, nie zniżając się do poziomu pobratymców Artymowicza i Mądla? Oni po prostu piszą donos, tak zostali wychowani, ukształtowani i poukładani w hierarchii społecznego awansu. 150 naukowców zawiadamiających uczelnię w Kanadzie, czym się profesor Artymowicz w Polsce zajmuje, posługując się przy tym nazwą i marką uczelni, byłoby o ironio „esbekami”. Tak nisko nie proponuję schodzić, ale wystarczy prosty zabieg, do tego bardzo uczciwy, polegający na propagowaniu treści w kontekście pełnego autorstwa. Pan profesor Artymowicz dostaje gęsiej skórki, gdy jego nick „you know who” jest tytułowany panem profesorem Pawłem Artymowiczem. Ten lęk ma swoje głębokie uzasadnienie, ponieważ w nikczemności i jednocześnie głupocie swojej, Artymowicz liczy, że kompromitujące „lotnicze” wypowiedzi „you know who”, będą oddzielone od poważnego astronoma Artymowicza. Wystarczy zawsze i wszędzie, przy każdej polemice z białoruskim wnukiem esbeków posługiwać się pełnym zwrotem – pan profesor Artymowicz i jeszcze dodać University of Toronto i mamy całą śmieszność pokazaną na tacy google. Identycznie polemizujemy z jezuitą, kapelanem dogorywającego Ruchu Palikota, jego wielebność ksiądz Krzysztof Mądel, pleban parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu. Warto też łączyć te najprostsze informacje. Krzysztof Mądel, kwestionujący prawo lotnicze USA, z powołania pleban, jezuita, specjalista od etyki i marketingu demokracji, z pasji kapelan Ruchu Palikota. Paweł Artymowicz, astronom, częsty gość telewizji śniadaniowych, znany jako „debeściak” i ostatnio „brzoza”, profesor University of Toronto. Proszę mi wierzyć, że każde zdanie polemiczne zawierające powyższe informacje, będzie miało większą siłę rażenia niż wchodzenie w polemikę z propagandystami. Tymi prostymi autoryzacjami bredni, propagandyści dostaną u boga google metkę „Macierewicza propagującego hel”. Sytuacja jest nienaturalna, ponieważ wymaga nienaturalnych zachowań. Polemista musi się przełamać i zamiast nazwać propagandystę po imieniu, przez zęby zobowiązany jest wycedzić, że pierdoły pisane na blogu opowiada astronom Paweł Artymowicz profesor University of Toronto, a przepisuje „hel” pleban prafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, jego wielebność ksiądz Krzysztof Mądel.

Reklama

24 KOMENTARZE

  1. Trzeba ich ometkować
    W metkowaniu nieźli są Karnowscy: przykład: "…pięćdziesięcioletni Jakub Władysław Wojewódzki…". To jest wzór, bez obrażania, napisana prawda co do wieku, kulturalne ośmieszenie gościa.
    Wczoraj w TV Trwam wieczorem, Kazimierz Nowaczyk napomknął o czymś czego się trochę domyślałem, mają pewną pomoc od federalnych, którzy muszą w rej sytuacji być anonimowi. Za łatwo zespołowi naukowców przychodzi zbieranie dowodów i faktów, aby to była tylko i wyłącznie ich robota.
    Kurka, tak jak piszesz, został Mądel i Artymowicz, ale co z Dereszem? Wycofany ze swojego odcinka? Lasek z kolei dostał sraczki i od 6 dni go nie widać, a miał na bieżąco dawać "odpór" natychmiast po wszystkich 'szaleństwach', wszak jego zespół ma mieć charakter "edukacyjny". Lasek w ciągu tygodnia dostał trzy razy potwornie w łeb:1.prokuratura "oczyściła Błasika 2. konferencja na UKSW 3. prokuratura zmieniła wysokość i grubość pancernej brzozy

    PS. Do wątpiących można zaliczyć Konrada Piaseckiego, który jeszcze w listopadzie pytał Bielana "po co PiS ten zamach?", by teraz przejść na pozycje "widział pan Anatomię upadku Anity Gargas?" (pytanie do pogrążającego się z prędkością światła Seremeta). Co do Seremeta – mozna prędzej zrozumieć, bo chłop wygląda mi na 65 lat i ew. odsiadki nie byłoby dużo, ale Kopczyk czy Szeląg to jeszcze stosunkowo młodzi ludzie i to trochę dziwi.

  2. Trzeba ich ometkować
    W metkowaniu nieźli są Karnowscy: przykład: "…pięćdziesięcioletni Jakub Władysław Wojewódzki…". To jest wzór, bez obrażania, napisana prawda co do wieku, kulturalne ośmieszenie gościa.
    Wczoraj w TV Trwam wieczorem, Kazimierz Nowaczyk napomknął o czymś czego się trochę domyślałem, mają pewną pomoc od federalnych, którzy muszą w rej sytuacji być anonimowi. Za łatwo zespołowi naukowców przychodzi zbieranie dowodów i faktów, aby to była tylko i wyłącznie ich robota.
    Kurka, tak jak piszesz, został Mądel i Artymowicz, ale co z Dereszem? Wycofany ze swojego odcinka? Lasek z kolei dostał sraczki i od 6 dni go nie widać, a miał na bieżąco dawać "odpór" natychmiast po wszystkich 'szaleństwach', wszak jego zespół ma mieć charakter "edukacyjny". Lasek w ciągu tygodnia dostał trzy razy potwornie w łeb:1.prokuratura "oczyściła Błasika 2. konferencja na UKSW 3. prokuratura zmieniła wysokość i grubość pancernej brzozy

    PS. Do wątpiących można zaliczyć Konrada Piaseckiego, który jeszcze w listopadzie pytał Bielana "po co PiS ten zamach?", by teraz przejść na pozycje "widział pan Anatomię upadku Anity Gargas?" (pytanie do pogrążającego się z prędkością światła Seremeta). Co do Seremeta – mozna prędzej zrozumieć, bo chłop wygląda mi na 65 lat i ew. odsiadki nie byłoby dużo, ale Kopczyk czy Szeląg to jeszcze stosunkowo młodzi ludzie i to trochę dziwi.

  3. Jedno pytanie. Czy jest coś
    Jedno pytanie. Czy jest coś takiego jak prymat jednej skrzynki nad drugą? Czy informacje z jednej są ważniejsze od informacji z drugiej? Chodzi mi o to czy prokuratura może sobie zlekceważyć skrzynkę TAWS, komputer pokładowy FMS i polski ATM, bo "przewagę ważności" mają dwie ruskie skrzynki? Prawo lotnicze reguluje to jakoś?

  4. Jedno pytanie. Czy jest coś
    Jedno pytanie. Czy jest coś takiego jak prymat jednej skrzynki nad drugą? Czy informacje z jednej są ważniejsze od informacji z drugiej? Chodzi mi o to czy prokuratura może sobie zlekceważyć skrzynkę TAWS, komputer pokładowy FMS i polski ATM, bo "przewagę ważności" mają dwie ruskie skrzynki? Prawo lotnicze reguluje to jakoś?

  5. nawet w wyborczej smuta propagandowa, jeszcze rok temu
    przyczytałbym wybitnego eksperta dendrologa, że po gwałtownym ścieciu brzoza potrafi wystrzelić, nawet 2 metry na rok, a tu pustka. Nie ma z czego rechotać.

    Panie europośle Protasiewicz, czemu polskie drogi gminne, zwane dla żartu autrostradami, kosztują dużo więcej niż najwyższej jakości autostrady niemieckie, mimo że Polska jest najbiedniejszym krajem UE?
    "nie było żadnych zmów cenowych, bo służbom specjalnym udało się wykryć tylko jeden przekręt".

  6. nawet w wyborczej smuta propagandowa, jeszcze rok temu
    przyczytałbym wybitnego eksperta dendrologa, że po gwałtownym ścieciu brzoza potrafi wystrzelić, nawet 2 metry na rok, a tu pustka. Nie ma z czego rechotać.

    Panie europośle Protasiewicz, czemu polskie drogi gminne, zwane dla żartu autrostradami, kosztują dużo więcej niż najwyższej jakości autostrady niemieckie, mimo że Polska jest najbiedniejszym krajem UE?
    "nie było żadnych zmów cenowych, bo służbom specjalnym udało się wykryć tylko jeden przekręt".