Powrót

Prześlij dalej:

Lepiej sformatowany tekst znajdziecie tutaj: http://antyszwecja.wordpress.com/2013/02/14/powrot/

Depresja przybyła około 19-stej. Wraz z przebudzeniem. Pierwsza myśl: "Przed chwilą wróciłem z pracy i położyłem się spać, zaraz znowu do pracy. Kurde...". W pracy rozmyślałem o przyszłości i jawiła mi się w niezbyt ciekawych barwach. Tam gdzie jeszcze wczoraj kiełkowały możliwości, dziś więdły skarlałe chwasty.Moje cele na powrót wydały się mrzonkami, a droga którą obrałem mozolna i bez końca. O ile jeszcze wczoraj cieszyły mnie małe sukcesy, to dziś są "sukcesami" w cudzysłowie, na które cieniem kładzie się ogrom niezrealizowanych marzeń. Niestety, ostatni element mojej osobowości musiał powrócić z szałwiowej podróży. Wprawdzie dzięki niej pogodziłem się z tym że nie będę Bogiem, ale nadal boli mnie że nie jestem cesarzem. Próbowałem przypomnieć sobie kojącą szałwiową świadomość, tego że wszystko jest zdeterminowane, wywołującą zgodę na swoje miejsce w świecie. Trochę pomogło. Stwierdziłem, że skupię się na tym co tu i teraz, a przed wszystkim na ludziach i radości płynącej z obcowania z nimi. Kto czytał moje poprzednie wpisy, orientuje się, że miałem zdecydowanie mizantropijną naturę. O ile poprzednio mierził mnie prymitywizm intelektualny moich pobratymców, to teraz odrzuciło mnie okrucieństwo wypowiadanych sądów i gier społecznych.

Wprawdzie na gruncie języka, udowodniłem sobie że coś takiego jak zło obiektywne nie istnieje. To na gruncie subiektywnej oceny, łatwo wyczuć co było w danej sytuacji złe. Chodzi o działanie które innej jednostce wyrządza subiektywnie postrzeganą krzywdę (psychiczną lub fizyczną). Mniejsza o definicje. To całe relatywizowanie dobra i zła, jest użyteczne dla oponentów wobec władzy, która używa koncepcji obiektywnej etyki do uzasadniania przymusu. Na około dostrzegam mnóstwo drobnych i większych przejawów niegodziwości. Zwykle związane są z zabieganiem o korzyści, lecz niekiedy czynione są dla zwykłej przyjemności (czyli w sumie też korzyści;). Sam nie jestem bez winy i wielce nad tym ubolewam. Gdy zrobię sobie rachunek sumienia, zauważam że są takie niegodziwe punkty, których zmienić nie chcę, gdyż korzyści są tak duże, że przewyższają kaca związanego z niegodziwością. Zło i dobro (czyli altruizm) są więc stopniowalne. Niemal wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu winni. Brak wyczulenia na krzywdę, może ma coś wspólnego z lustrzanymi neuronami, mniejsza z tym. Ogarnia mnie przygnębiają świadomość ogromu krzywdy i cierpienia.

Strony

2360 liczba odsłon

Autor artykułu: Antyszwed

1 (liczba komentarzy)

  1. Sam nie wiem co Ci radzić. Może pisz jakieś książki ociekające seksem. Takich jest stale za mało.
    Np o życiu kapłanów z tajemniczej planety uprawiających skrajnie niemoralne (tylko z naszego punktu widzenia) praktyki.
    Masz unikalny dar znajomości angielskiego, to może podepnij się pod jakiś program unijny typu badanie kamieni młyńskich w zachodnim Nepalu? Dwa lata fajnych wakacji.
    Serio.

  2. Strony