Reklama

W tytule pobrzmiewa oksymoron, bo albo jedno albo drugie, ale n

W tytule pobrzmiewa oksymoron, bo albo jedno albo drugie, ale niestety i z formalnego punktu widzenia, jedno i drugie. Wyspecjalizowany gatunek, czy raczej podgatunek postmodernistycznego profesora ma swoją powtarzalną paletę cech. Nieodzowną cechą i jednocześnie warunkiem wstępnym uzyskania tytułu jest dowcip. Profesor postmodernistyczny może nie wiedzieć, co z czym się je, ale dowcipny być musi, bez dowcipu nigdy nie zostałby profesorem. Niektórzy mają tak wybitne poczucie humoru, że dla jaj dorobili się tytułu, przynajmniej tyle wynika z ich laudacji na rzecz decydentów i wszelkich odwiecznych prawideł, ot choćby: „sprawą zajęła się niezależna prokuratura”. Dowcipne, nieprawdaż? Bardzo dowcipne, ale na profesurę za mało, bo profesor postmodernistyczny musi być zdystansowany. Samym dowcipem zdystansować się można, niemniej chodzi o większy dystans, taki, żeby odróżniał profesora od nie-profesorów. Postmodernistyczny profesor zwykle dystansuje się ludowym porzekadłem lub innym mottem życiowym, coś w rodzaju: „siała baba mak, ewentualnie na dwoje wróżyła”. Gdy spytać profesora postmodernistycznego o konkret, obojętnie jaki, wtedy profesor Filar bez większego namysłu odpowie: „no wie pani redaktor, na dwoje babka wróżyła, prawda”.

Całkiem przypadkowo w charakterystyce profesora pojawiało się słowo „prawda”, ale tym słowem nie ma powodu się podniecać, ponieważ postmodernistyczni profesorowie używają słowa, właśnie do takich ozdobników. Oczywiście można spytać postmodernistycznego profesora wprost. Czym jest prawda pani profesorze Filar? No, no wie pani redaktor, jak z tym dowcipem, siała baba mak, prawie siała baba mak i za przeproszeniem, gówno robiła, a nie siała mak, prawda. Gdy profesor postmodernistyczny ma już opanowane wyżej zaprezentowane poczucie humoru i odpowiednio do życia się zdystansował, trzecia niezbędna cecha przychodzi mu sama, a nazywa się ta cecha – luz. Nie masz profesora postmodernistycznego, jeśli profesor nie jest wyluzowany. Luźny profesor może pozwolić sobie na wiele więcej niż student może sobie pozwalać. Do woli taki profesor sobie gada, co mu się podoba i w ogóle nie zagląda do encyklopedii, tablic matematycznych, słownika, czy też do laboratorium. Jednym z bardziej dowcipnych, zdystansowanych i wyluzowanych profesorów, jakich znam, jest luzak Wojtek Sadurski. Potrafi Sadurski błysnąć dowcipem szkolnym: „Eee, lala! Bucik ci się rozwala!”. Potrafi złapać dystans tak duży, że rzuca łajnem z kontynentu australijskiego i zawsze trafi w najmniejsze zadupie, czyli Polskę, a nawet jeszcze precyzyjniej, bo w konkretnego Polaka. A po robocie jest wyluzowany, jak radziecki żołnierz na drugim brzegu Wisły. Dowcip, dystans, luz i ostatnia cecha – światowość.

Termin ten trzeba rozumieć inaczej niż się silą słowniki i encyklopedie. Postmodernistycznemu profesorowi do światowości wystarczy wszystko, co nie jest polskie. Profesor spokojnie, na pełnym luzie, za światowe może uznać rumuńskie, gwinejskie, zanzibarskie, haitańskie, czy radzieckie. Ważne, żeby nie było polskie, peerelowskie, jak najbardziej, bo wszystko, tylko nie polskie. Nie polskie i nie Polak, w sensie prawdziwy Polak, z którą to identyfikacją postmodernistyczny profesor ma niebywałe problemy. Żaden, ale to dosłownie żaden postmodernistyczny profesor nie ma bladego pojęcia, kim u diabła jest prawdziwy Polak. Nie sposób zdefiniować prawdziwego Polaka, no chyba, żeby zrobić to dowcipnie, z dystansem, na luzie i światowo. Wtedy dowiadujemy się, że prawdziwy Polak, to coś pomiędzy babą z chrustem, a Rudolfem Hessem, prawda. Na dwoje babka sieje mak, gdy Polak siedzi cicho w czasie wykładów, to się pośmiejemy z baby taszczącej chrust, jakieś relikwie, stare biało-czerwone szmaty, smutną poezję. Jeśli jednak Polak nie zechciał siedzieć cicho i starał się być równie dowcipny, zdystansowany, wyluzowany i światowy, jak postmodernistyczny profesor, wtedy się Rudolfa Hessa potraktuje naukowo, a nauce nazywa się to polityka eksterminacji. Gdyby ktoś się usiłował w ten sposób dowcipnie zdystansować, wyluzować i światowo nawrzucać niewłaściwemu przedstawicielowi narodu, straciłby tytuł profesora postmodernistycznego i wszystkie wypłaty, od początku działalności, czyli od czasów rubla transferowego, aż po czasy „rejtingów” Goldman Sachs.

Reklama

6 KOMENTARZE