Prześlij dalej:

Lubię takie smaczki, tylko nieco inaczej niż większość publicystów je konsumuję. Kto wie o co chodzi, ten wie, kto nie wie ten się zaraz dowie. Dotąd anonimowy poseł SLD, niejaki Marcin Kulasek, poszedł do mediów i poskarżył się na poselski los. Zaczął od narzekania na standard pokojów poselskich, który w jego ocenie jest tak niski, że nie da się w nich spożyć żadnego posiłku, co zmusza do stołowania się „na mieście”. Zdaniem posła, przypomnę, że mówimy o pośle lewicy, 6 500 zł pensji plus 2 500 zł diety, nie pozwala przeżyć w Warszawie, o ile „stołujemy się na mieście”. Taka to scenka rodzajowa, czas na interpretację znacznie szerszego zjawiska, niżby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać.

Za chwilę skończę 48 lat i jestem już na tyle stary, aby pamiętać rok 1989 ze wszystkimi „przełomami”, jakie wówczas nastąpiły. Co z tamtego okresu najbardziej utkwiło mi w pamięci? Wiele rzeczy, których nie chcę wymieniać, bo pisano o tym do znudzenia, ale jedna, pozornie nieistotna rzecz, utkwiła w pamięci na zawsze. Sweterki! Czy moje i nieco starsze pokolenie pamięta sweterki? Nie chodzi o te gustowne sweterki rekruta Armii Czerwonej, towarzysza Włodzimierza Czarzastego, co to je zresztą zdjął. Chodzi o tureckie sweterki i tutaj proszę zachować czujność, dwa razy się zastanowić zanim się wybuchnie śmiechem, ponieważ sweterek „łączył Polaków”. Gdyby ktoś chciał pośmiać się ze sweterka Kaczyńskiego, co oczywiście jako pierwsze przychodzi do głowy, to w Internecie bez trudu znajdzie sweterki; Michnika, Kuronia, Frasyniuka, a był taki „solidaruch” i potem minister Pałubicki, który w sweterku chodził non stop.

We wszelkich debatach politycznych z początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, bez pudła dało się rozpoznać, który polityk jest z „Solidarności”. Znakiem rozpoznawczym był właśnie sweterek, a to dlatego, że towarzysze z PZPR zawsze występowali w garniturach, jak na „klasę robotniczą” przystało. Ba, w garniturach, część występowała w takich garniturach, że i w Pewexie nie można było dostać. Jedynie „Bolek” Wałęsa naśladował towarzyszy, a pośrednią grupą pomiędzy „sweterkowcami” i „krawaciarzami” była elita „udecji”, czyli Unii Demokratycznej, należeli do niej: Gieremek, Mazowiecki, Balcerowicz. Oni wprawdzie też czasami występowali w sweterkach, ale w zestawie z marynarką, takie symboliczne ogniwo łączące towarzyszy PZPR z towarzyszami „Solidarności”.

Nieskromnie powiem, że jak na warunki felietonowe, chyba dość precyzyjnie oddałem kawałek polskiej historii na odcinku politycznej mody. Pytanie tylko po co i jaki to ma związek z do wczoraj anonimowym politykiem SLD? Zacznę od drugiej części pytania, związek nazwałbym genetycznym. Towarzysze z PZPR i ich potomkowie od zawsze żyli w innym świecie i zawsze się odróżniali od proletariatu. Kupowali w sklepach za żółtymi firankami, płacili imperialistyczną walutą lub bonem PKO, zamiast schabowego jedli „dewolaje”, zamiast wódki pili koniaki i burbony. Służbowo tacy pomniejsi jeździli Wołgami, potem Polonezami, ale poważny sekretarz albo jeździł Mercedesem albo nie był poważny. Towarzysze mieli też żony i kochanki, które bynajmniej nie układały koafiury u Pana Wacka na Pradze, czy Mokotowie, ale w Paryżu, gdzie też nabywały najmodniejsze kreacje.

Strony

Źródło foto: 
21241 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

3 (liczba komentarzy)

  1. ten Zanberg to też ciekawa postać brylująca wśród tzw. hipstersów (współczesna młodzież bananowa) i udający komunistę kochającego proletariat.

  2. "(... ) 5. Ryza papieru! Pytam, kto tu ma (...)"

     

    dobrze ze nie wiedzą o tym Obrońcy lasu/puszczy czy Greta bo dopiero by była "afera" ;-)

  3. "Klub za Kidawą, Partia za jaśkowiakiem " -< tytuł z głównej http://wiadomos...

    bardzo ciekawe bo:

    https://wtk.pl/...

    czyli jak zwykle wszystko odwrotnie hehe

  4. Strony