Reklama

Przez późniejesze lata Piotr rozmawiał ze swoim przyjacielem na temat pielęgniarek wiele razy. A może nawet bardzo wiele razy.To był taki nawracający temat. Przyjaciel był lekarzem. Któż może lepiej znać tajniki pracy tych dziewczyn, któż może mieć na ich temat rzetelniejszą opinię wypraną z wszelkiego romantyzmu. Konkluzje tych rozmów były często sprzeczne, w zależności od scenerii rozmowy, ilości wypitego alkoholu i innych czynników.

– To takie same kobiety jak wszystkie inne. Kurew wśród nich nie brakuje. – wymądrzał się przyjaciel, gmerając z wprawą kijem w ognisku, doprowadzając geometrię dopalających się kawałków drewna do niemalże symetrii i dopijając entą puszkę mocnego słodkawego piwa. Jego ręka słabo poddawała się wpływowi alkoholu. – Pamiętasz, Kazia? – pytał retorycznie.

Kazio był dobrym kolegą przyjaciela  ze studiów. Mieszkał w dużym mieście na wybrzeżu, nadal praktykował medycynę w skromnym, nie przynoszącym kokosów wymiarze.  Piotr poznał go parę lat temu w domu przyjaciela. Potem Kazio co roku przyjeżdżał na tydzień wakacji i przyjaciel pływał z nim na żaglach, mimo, że Kazio nie przepadał za kołysaniem i na wodzie zazwyczaj wpadał w pierwsze stadium choroby morskiej. Te wizyty rujnowały barek Piotra. Lekarze-żeglarze zawsze dużo pili, zwłaszcza, że alkohol jakoś łagodził objawy morskiej choroby u Kazia. I gdy mieli Piotra pod ręką po pracy albo w weekendy, to przeważnie pili jego gorzałę, która latami nabierała mocy w barku i nagle przychodził na nią koniec. Koniaki, whiskacze, giny były po kolei zarekwirowane na łajbę i dobra połowa portowego towarzystwa, ta lepiej znajoma połowa, brała udział w degustacji . Powszechnie wiadomo, że dobry żeglarz nie ma przyjemności z pływania jeśli musi to robić cały dzień na trzeźwo. Pół dnia ujdzie ale nie cały dzień.

Kazio był wyjątkowo spokojnym, flegmatycznym, niedużym facetem, który sprawiał wrażenie takiego , który nawet wściekle głodnej komarzycy, a nie tylko muchy nie skrzywdzi. Wyhodował trochę brzucha doskonale pasującego do jego temperamentu.

– Z Kaziem mieszkałem na studiach kilka lat w jednym pokoju. Znam go, dusza człowiek. Nie wadzi nikomu – zaczynała się opowieść. „Szlag by to trafił, ile można” – Piotr krzywił się słysząc ten wstęp, bo opowieść znał niemalże na pamięć i akurat nie było szans, aby uniknąć wysłuchiwania po raz kolejny, jeśli nie chciało się urazić przyjaciela.

– ….i Kazio miał trzy żony. Wszystkie pielęgniarki. Byłem na trzech ślubach, pierwszy to jeszcze na studiach, na czwartym czy piątym roku. Wspaniałe , śliczne dziewczyny. Można było Kaziowi pozazdrościć, gdyby nie to, że zawsze na wesele zapraszali jakieś ich fajne, albo bardzo fajne koleżanki…

Tu się przyjaciel na chwilę zatykał, może wspominając te „fajniejsze” ,ale narracja ciągnęła się po przerwie nieubłaganie.

– …wszystkie cycatki, uśmiechnięte, długonogie… „Akurat długonogie pasują do takiego kurdupla” – Piotr krzywił się z zazdrosną ironią.  

– …a Kazio jest jaki jest. Każda po paru miesiącach sielanki właziła mu na głowę. A potem zaczynały się awantury, złośliwości. Kazio prosił „nie rób mi kotletów schabowych, bo nie znoszę”. A one na złość robiły. Codziennie. Przy rozwodach oskubywały go na maksa. Jedna to nawet mu drzwi porąbała siekierą. Ze złośliwości.

-…Ej, czemu ty nic nie pijesz, Piotruś , kurwa…. Nie będę sam pił, pij do cholery… – i to było coś na kształt szantażu, któremu Piotr raz na jakiś czas ulegał.

Więc to była ta wersja be-be, że pielęgniarki to takie same zdziry jak reszta kobiet z wyjątkiem żony przyjaciela i paru innych wyjątków. Co jakiś czas przerabiana była też wersja miodzio, kiedy przyjaciel był w bardziej sentymentalnym nastroju i nie pod wpływem. Mniej więcej taka.

– Wiesz, pielęgniarki, to strasznie kiepsko zarabiają. Systemowa niesprawiedliwość. A to taka odpowiedzialna, wymagająca wyrzeczeń praca. Ciągłe dyżury nocne, weekendowe, świąteczne. Szybko się starzeje od takiego trybu roboty. I serce trzeba w tą pracę włożyć. A tu własnymi dziećmi trzeba się też zająć, o męża zadbać. Jest trochę przypadkowych kobiet w zawodzie, ale przynajmniej połowa z nich to jednak trochę inny typ człowieka, świadomie wybrały pracę wymagającą zaangażowania i poświęcenia. – Po czym następował szereg chlubnych przykładów z jego zawodowej praktyki.

– Pielęgniarki to najfajniejsze dupy, tego mi nie musisz tłumaczyć – mruczał Piotr trochę nie na temat, tej akurat wersji mógł słuchać raz na jakiś czas bez wstrętu, bo utwierdzała go ona w jego własnej od dawna wykrystalizowanej opinii.

Cdn

Reklama
Poprzedni artykułKot, najlepszy przyjaciel człowieka
Następny artykułBiologia syntetyczna

12 KOMENTARZE

  1. Wczoraj z okazji niespodziewanej wizyty w szpitalu
    chciałem przetestować numer z kąpielą. Niestety skończyło nie na morfologii, a na moje mizdrzenie się, puszczanie oczek i branie na litość piguły pozostawały nieczułe jak Kaczyński na wdzięki Szczypińskiej.
    Było już blisko na RTG, kiedy kazały mi się rozebrać do pasa, ale skończyło się na dwóch fotkach i spadaj koleś.
    “gdzie te piguły,
    prawdziwe takie,
    długonogie i cycate…”

  2. Wczoraj z okazji niespodziewanej wizyty w szpitalu
    chciałem przetestować numer z kąpielą. Niestety skończyło nie na morfologii, a na moje mizdrzenie się, puszczanie oczek i branie na litość piguły pozostawały nieczułe jak Kaczyński na wdzięki Szczypińskiej.
    Było już blisko na RTG, kiedy kazały mi się rozebrać do pasa, ale skończyło się na dwóch fotkach i spadaj koleś.
    “gdzie te piguły,
    prawdziwe takie,
    długonogie i cycate…”