Prześlij dalej:

To wszytko brzmi niczym bajka o żelaznym wilku, zdaje sobie z tego sprawę. I właśnie to – fakt, że większość ludzi, w tym dziennikarze i politycy, nie daje wiary relacjom rodziców – utrudnia pomoc tym, których dotknął ten dramat. Dodatkowo SS dba o to, by rodzice nie mogli rozmawiać o swoich sprawach – na ich prośbę sędziowie sądów rodzinnych ochoczo wydają tzw. „gagging orders”, czyli zakazy publicznego wypowiadania się nt. swoich problemów, pod groźbą kary więzienia. Mało tego: urzędnicy skutecznie zastraszają rodziny oraz dziennikarzy i zabraniają mówić i pisać o konkretnych sprawach. Sam tego doświadczyłem, ale dzięki radzie wspomnianego Iana Josephsa nauczyłem się sposobów… grania im na nosie. Właśnie przez to, przez kneblowanie ust, przynajmniej częściowo, temat istnieje praktycznie tylko w internecie. Media milczą. Na wyspach tylko kilka polskich redakcji pisze o odbieraniu dzieci (przede wszystkim Nasze Strony i Nowy Polski Show). Reszta, jeśli już zabierze głos w sprawie, staje po stronie Social Service, przedstawiając rodziców jako „patologię”, a pracowników socjalnych jako profesjonalistów niosących pomoc. Mam twarde dowody na to jak ci „profesjonaliści”… kłamią w swoich raportach. W Polsce jest jeszcze gorzej – nie ma ani jednej redakcji, która zajmowałaby się tym problemem regularnie. I mimo wielu godzin spędzonych na poszukiwaniu odpowiedzi, nie wiem dlaczego tak się dzieje? Za brakiem zainteresowania po częsci na pewno stoi element „wiary”. Nie tylko przeciętny Kowalski nie wierzy w relacje rodziców. Także „poważni” redaktorzy, pomimo przedstawiania im dowodów, uważają że rodzice przesadzają i tłumaczą sobie, że jak już SS zabierze komuś dziecko, to na pewno nie bez powodu. Naprawdę się dziwie, bo z dziennikarskiego punktu widzenia (i nie chodzi mi wcale o zwiększanie oglądalności / klikalności przez szukanie sensacji) ten temat jest po prostu szalenie ważny. Przecież to dotyczy polskich dzieci. Natomiast jeśli chodzi o polityków, to nie mam większych złudzeń: sprawa dotyka stosunkowo małej ilości osób, więc z ich perspektywy nie warto nawet poruszać tak drażliwego tematu.

Co robić?

Strony

10028 liczba odsłon

Autor artykułu: nurniflowenola