Reklama

za onet. pl:


za onet. pl:

„Kamienica przy ul. Polanki 58 w Gdańsku Oliwie niebawem wróci w posiadanie niemieckich spadkobierców. W czerwcu 2007 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku nakazał gminie zwrot nieruchomości, a Sąd Apelacyjny podtrzymał 30 grudnia 2009 roku wyrok Sądu Okręgowego. Zrozpaczeni lokatorzy wywiesili szyld: “To jest następny dom z mieszkańcami, który zabiorą Niemcy. Kolejny rząd czeka na cud – my mieszkańcy na ratunek”.

– Sądy, przy rozpatrywaniu wniosków niemieckich obywateli starających się o odzyskanie nieruchomości należących przed wojną do ich przodków, często nie mają świadomości prawnej. Gdyby interpretowały rozwiązania prawne z 1946 roku, które nie przestały obowiązywać, to Niemcy nie wygrywali procesów – uważa prof. Aurelia Nowicka, pracownik naukowy Katedry Prawa Europejskiego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Problem w tym, że w rozpatrywaniu tego typu spraw stosuje się często rękojmię wiary publicznej ksiąg wieczystych, czyli uwzględnia się stan wpisany w księgach, a nie stan prawny, według którego tych zapisów być nie powinno.

Efekt? Niemieccy spadkobiercy składają w sądach wnioski o zwrot mienia i często wygrywają postępowania.

– Sądy próbują kwestionować prawo, które po wojnie uznano za nieodwracalne – mówi prof. Nowicka i przypomina ustawę z 1961 roku, która regulowała kwestię majątków poniemieckich. – Ówczesny mechanizm utraty własności był słuszny i nawiązywał do dekretu z 1946 roku. Osoby, które rezygnowały z polskiego obywatelstwa, traciły majątki, które przechodziły w posiadanie Skarbu Państwa. Te osoby otrzymywały w Niemczech świadczenie wyrównawcze – przypomina prof. Uniwersytetu Adama Mickiewicza.’ Tyle cytatu.

Nie będę rozstrzygał czy sędziowie są niedouczeni czy pracownicy naukowi oderwani od praktyki i rzeczywistości. Wiem jedno, rząd RP i władze samorządowe jak na razie mają w dupie mieszkańców, którzy na mocy wyroków sądów własnego kraju, mogą za chwilę stracić dach nad głową. Tym razem to nie jest przypadek losowy, żadna nawałnica czy powódź. Od indolencji państwa polskiego nie można się ubezpieczyć.

Czas najwyższy żeby ministerstwo sprawiedliwości zainicjowało działania przy pomocy naukowców od prawa i Naczelnej Rady Sądownictwa czy też innego ciała, zmierzające pilnie do wypracowania wspólnego stanowiska w sprawach zwrotu mienia. Jeżeli rację mają przedstawiciele nauki, to przepisy należy interpretować tak jak sugeruje to prof. Nowicka, jeżeli nie, to państwo polskie powinno rekompensować mieszkańcom utracone lokale w stopniu adekwatnym do ponoszonych strat i to bez żadnego gadania. Przyznawanie zdewastowanych lokali zastępczych, w żulowniach lub na peryferiach nie jest żadnym rozwiązaniem. To państwo tym razem dało dupy i to państwo powinno ponieść konsekwencje własnej indolencji.

A jeżeli rządowi RP brakuje dobrych przykładów jak skutecznie działa się na rzecz własnych obywateli, nawet wbrew normom UE, to proszę wziąć przykład z niemieckich Jugendamt-ów. Oni się specjalnie nie pierniczą.

Reklama
Poprzedni artykułPożegnanie zimy…
Następny artykułDrugie miejsce to żadne miejsce. Mnie medale pocieszenia nie podniecają, czyli o co w sporcie chodzi.

40 KOMENTARZE

  1. Ja patrzę na to inaczej.
    Powiedz mi, co lokatorzy mają do tego kto jest właścicielem domu w którym mieszkają? Czy to ważne, że jest nim Niemiec, Polak, Żyd? Jakie to ma znaczenie?

    Zapobiegliwi mają chroniące ich prawa decyzje administracyjne, więc mogą spać spokojnie.

    Szum robią z reguły ci, którym odpowiada nieuregulowany stan prawny kamienicy, którym też odpowiada właściciel państwowy, bo można mieszkać ale niekoniecznie za to płacić. I tak ich przecież nikt nie jest w stanie wypieprzyć na ulicę.

    Ale największy kapitał polityczny zbijają ci, którzy uwielbiają powiedzenie – nie będzie Niemiec pluł.

    • Dwie sprawy
      Po pierwsze napisałem o stosunku państwo – obywatel, a nie o niepłacących lokatorach (bohaterowie tej konkretnej sprawy płacą zdaje się regularnie). Państwo kilkadziesiąt lat temu przyznało im prawo do najmu lokalu, a dzisiaj mówi im, przepraszamy ale pomyliliśmy się. Macie tu na otarcie łez lokal socjalny z żulią za sąsiadów w ramach promocji. Drogi Krakusie, mam się za osobnika o liberalnych poglądach, ale potrafię zrozumieć kogoś komu z dnia na dzień zabiera się to, co stanowi podstawę jego bytu. Zabiera nie z jego winy.

      Nie mam litości dla cwaniaczków mieszkających w 150 metrowych lokalach komunalnych nie płacących czynszu, bo ich nie stać i odmawiających przeniesienia się do mniejszych lokali komunalnych, bo się przyzwyczaili. Tu, w tym przypadku, rzecz nie o ekonomię idzie i życie “ponad stan”, ale o przeprowadzkę, którą funduje państwo, bo albo spieprzyło sprawę kiladziesiąt lat temu, albo dzisiaj państwo (sądy) nie potrafi czytać przepisów. Nie obciążajmy więc winą lokatorów za błędy administracji.

      I druga sprawa. Prawo administracyjne chroniące interesów lokatorów. Oto dalsza część artykułu:
      “Czy nowy właściciel ma prawo wyrzucić mieszkańców na bruk? – Lokatorów obowiązują przepisy o najmie. Taką umowę można wypowiedzieć – wyjaśnia rzecznik Sądu Apelacyjnego.”

      Jestem ostatnim który przyłączy się do posłanki Mielewczyk z PiS i powiernictwa jakiegośtam w śpiewie o Niemcu, co nam plwa w twarz. Ale też nie widzę powodu, żeby wciąż oblizywać cudzą ślinę.

      Niemcy, tam gdzie trzeba, potrafią bezwzględnie zadbać o interes własnych obywateli. I tylko jak ich się ostro przyczyśnie to odpuszczają, złożecząc na łamanie praw Niemców. Tak było od ustaw denazyfikacyjnych i tak jest po działaność Jugendamt-ów, które wkurwiają nie tylko polskich tatusiów i mamusie. Uczmy się od Niemców po prostu.

      • Po pierwsze napisałem o

        Po pierwsze napisałem o stosunku państwo – obywatel, a nie o niepłacących lokatorach (bohaterowie tej konkretnej sprawy płacą zdaje się regularnie). Państwo kilkadziesiąt lat temu przyznało im prawo do najmu lokalu, a dzisiaj mówi im, przepraszamy ale pomyliliśmy się. Macie tu na otarcie łez lokal socjalny z żulią za sąsiadów w ramach promocji. Drogi Krakusie, mam się za osobnika o liberalnych poglądach, ale potrafię zrozumieć kogoś komu z dnia na dzień zabiera się to, co stanowi podstawę jego bytu. Zabiera nie z jego winy.

        I druga sprawa. Prawo administracyjne chroniące interesów lokatorów. Oto dalsza część artykułu:"Czy nowy właściciel ma prawo wyrzucić mieszkańców na bruk? – Lokatorów obowiązują przepisy o najmie. Taką umowę można wypowiedzieć – wyjaśnia rzecznik Sądu Apelacyjnego."

        Wypowiedzieć mieszkanie można w czterech przypadkach. Nie płacenie czynszu. Nie respektowanie ogólnych zasad współżycia sąsiedzkiego. Demolowanie lokalu. Użytkowanie go niezgodnie z przeznaczeniem.

        Piątym jest wypowiedzenie lokalu przez właściciela, który zamierza w nim zamieszkać a zajmujący lokal ma bodajże trzy lata na wyprowadzenie i poszukanie innego. I tu jest haczyk na Niemca. Jeżeli po trzech latach lokator się wyprowadzi a Niemiec nie wprowadzi, to można uwalić właściciela dużym odszkodowaniem.

        Na koniec warto zadać sobie jedno pytanie. Czy ktoś, kto wprowadził się do nie swojego mieszkania czy domu powinien mieć większą ochronę od Państwa Polskiego niż ten, który to mieszkanie wybudował lub odziedziczył?

        Do tej pory było wszystko postawione na głowie. Lokator był bogiem a właściciel gównem. Powoli wraca prawo własności i normalność.

  2. Ja patrzę na to inaczej.
    Powiedz mi, co lokatorzy mają do tego kto jest właścicielem domu w którym mieszkają? Czy to ważne, że jest nim Niemiec, Polak, Żyd? Jakie to ma znaczenie?

    Zapobiegliwi mają chroniące ich prawa decyzje administracyjne, więc mogą spać spokojnie.

    Szum robią z reguły ci, którym odpowiada nieuregulowany stan prawny kamienicy, którym też odpowiada właściciel państwowy, bo można mieszkać ale niekoniecznie za to płacić. I tak ich przecież nikt nie jest w stanie wypieprzyć na ulicę.

    Ale największy kapitał polityczny zbijają ci, którzy uwielbiają powiedzenie – nie będzie Niemiec pluł.

    • Dwie sprawy
      Po pierwsze napisałem o stosunku państwo – obywatel, a nie o niepłacących lokatorach (bohaterowie tej konkretnej sprawy płacą zdaje się regularnie). Państwo kilkadziesiąt lat temu przyznało im prawo do najmu lokalu, a dzisiaj mówi im, przepraszamy ale pomyliliśmy się. Macie tu na otarcie łez lokal socjalny z żulią za sąsiadów w ramach promocji. Drogi Krakusie, mam się za osobnika o liberalnych poglądach, ale potrafię zrozumieć kogoś komu z dnia na dzień zabiera się to, co stanowi podstawę jego bytu. Zabiera nie z jego winy.

      Nie mam litości dla cwaniaczków mieszkających w 150 metrowych lokalach komunalnych nie płacących czynszu, bo ich nie stać i odmawiających przeniesienia się do mniejszych lokali komunalnych, bo się przyzwyczaili. Tu, w tym przypadku, rzecz nie o ekonomię idzie i życie “ponad stan”, ale o przeprowadzkę, którą funduje państwo, bo albo spieprzyło sprawę kiladziesiąt lat temu, albo dzisiaj państwo (sądy) nie potrafi czytać przepisów. Nie obciążajmy więc winą lokatorów za błędy administracji.

      I druga sprawa. Prawo administracyjne chroniące interesów lokatorów. Oto dalsza część artykułu:
      “Czy nowy właściciel ma prawo wyrzucić mieszkańców na bruk? – Lokatorów obowiązują przepisy o najmie. Taką umowę można wypowiedzieć – wyjaśnia rzecznik Sądu Apelacyjnego.”

      Jestem ostatnim który przyłączy się do posłanki Mielewczyk z PiS i powiernictwa jakiegośtam w śpiewie o Niemcu, co nam plwa w twarz. Ale też nie widzę powodu, żeby wciąż oblizywać cudzą ślinę.

      Niemcy, tam gdzie trzeba, potrafią bezwzględnie zadbać o interes własnych obywateli. I tylko jak ich się ostro przyczyśnie to odpuszczają, złożecząc na łamanie praw Niemców. Tak było od ustaw denazyfikacyjnych i tak jest po działaność Jugendamt-ów, które wkurwiają nie tylko polskich tatusiów i mamusie. Uczmy się od Niemców po prostu.

      • Po pierwsze napisałem o

        Po pierwsze napisałem o stosunku państwo – obywatel, a nie o niepłacących lokatorach (bohaterowie tej konkretnej sprawy płacą zdaje się regularnie). Państwo kilkadziesiąt lat temu przyznało im prawo do najmu lokalu, a dzisiaj mówi im, przepraszamy ale pomyliliśmy się. Macie tu na otarcie łez lokal socjalny z żulią za sąsiadów w ramach promocji. Drogi Krakusie, mam się za osobnika o liberalnych poglądach, ale potrafię zrozumieć kogoś komu z dnia na dzień zabiera się to, co stanowi podstawę jego bytu. Zabiera nie z jego winy.

        I druga sprawa. Prawo administracyjne chroniące interesów lokatorów. Oto dalsza część artykułu:"Czy nowy właściciel ma prawo wyrzucić mieszkańców na bruk? – Lokatorów obowiązują przepisy o najmie. Taką umowę można wypowiedzieć – wyjaśnia rzecznik Sądu Apelacyjnego."

        Wypowiedzieć mieszkanie można w czterech przypadkach. Nie płacenie czynszu. Nie respektowanie ogólnych zasad współżycia sąsiedzkiego. Demolowanie lokalu. Użytkowanie go niezgodnie z przeznaczeniem.

        Piątym jest wypowiedzenie lokalu przez właściciela, który zamierza w nim zamieszkać a zajmujący lokal ma bodajże trzy lata na wyprowadzenie i poszukanie innego. I tu jest haczyk na Niemca. Jeżeli po trzech latach lokator się wyprowadzi a Niemiec nie wprowadzi, to można uwalić właściciela dużym odszkodowaniem.

        Na koniec warto zadać sobie jedno pytanie. Czy ktoś, kto wprowadził się do nie swojego mieszkania czy domu powinien mieć większą ochronę od Państwa Polskiego niż ten, który to mieszkanie wybudował lub odziedziczył?

        Do tej pory było wszystko postawione na głowie. Lokator był bogiem a właściciel gównem. Powoli wraca prawo własności i normalność.

  3. Ja patrzę na to inaczej.
    Powiedz mi, co lokatorzy mają do tego kto jest właścicielem domu w którym mieszkają? Czy to ważne, że jest nim Niemiec, Polak, Żyd? Jakie to ma znaczenie?

    Zapobiegliwi mają chroniące ich prawa decyzje administracyjne, więc mogą spać spokojnie.

    Szum robią z reguły ci, którym odpowiada nieuregulowany stan prawny kamienicy, którym też odpowiada właściciel państwowy, bo można mieszkać ale niekoniecznie za to płacić. I tak ich przecież nikt nie jest w stanie wypieprzyć na ulicę.

    Ale największy kapitał polityczny zbijają ci, którzy uwielbiają powiedzenie – nie będzie Niemiec pluł.

    • Dwie sprawy
      Po pierwsze napisałem o stosunku państwo – obywatel, a nie o niepłacących lokatorach (bohaterowie tej konkretnej sprawy płacą zdaje się regularnie). Państwo kilkadziesiąt lat temu przyznało im prawo do najmu lokalu, a dzisiaj mówi im, przepraszamy ale pomyliliśmy się. Macie tu na otarcie łez lokal socjalny z żulią za sąsiadów w ramach promocji. Drogi Krakusie, mam się za osobnika o liberalnych poglądach, ale potrafię zrozumieć kogoś komu z dnia na dzień zabiera się to, co stanowi podstawę jego bytu. Zabiera nie z jego winy.

      Nie mam litości dla cwaniaczków mieszkających w 150 metrowych lokalach komunalnych nie płacących czynszu, bo ich nie stać i odmawiających przeniesienia się do mniejszych lokali komunalnych, bo się przyzwyczaili. Tu, w tym przypadku, rzecz nie o ekonomię idzie i życie “ponad stan”, ale o przeprowadzkę, którą funduje państwo, bo albo spieprzyło sprawę kiladziesiąt lat temu, albo dzisiaj państwo (sądy) nie potrafi czytać przepisów. Nie obciążajmy więc winą lokatorów za błędy administracji.

      I druga sprawa. Prawo administracyjne chroniące interesów lokatorów. Oto dalsza część artykułu:
      “Czy nowy właściciel ma prawo wyrzucić mieszkańców na bruk? – Lokatorów obowiązują przepisy o najmie. Taką umowę można wypowiedzieć – wyjaśnia rzecznik Sądu Apelacyjnego.”

      Jestem ostatnim który przyłączy się do posłanki Mielewczyk z PiS i powiernictwa jakiegośtam w śpiewie o Niemcu, co nam plwa w twarz. Ale też nie widzę powodu, żeby wciąż oblizywać cudzą ślinę.

      Niemcy, tam gdzie trzeba, potrafią bezwzględnie zadbać o interes własnych obywateli. I tylko jak ich się ostro przyczyśnie to odpuszczają, złożecząc na łamanie praw Niemców. Tak było od ustaw denazyfikacyjnych i tak jest po działaność Jugendamt-ów, które wkurwiają nie tylko polskich tatusiów i mamusie. Uczmy się od Niemców po prostu.

      • Po pierwsze napisałem o

        Po pierwsze napisałem o stosunku państwo – obywatel, a nie o niepłacących lokatorach (bohaterowie tej konkretnej sprawy płacą zdaje się regularnie). Państwo kilkadziesiąt lat temu przyznało im prawo do najmu lokalu, a dzisiaj mówi im, przepraszamy ale pomyliliśmy się. Macie tu na otarcie łez lokal socjalny z żulią za sąsiadów w ramach promocji. Drogi Krakusie, mam się za osobnika o liberalnych poglądach, ale potrafię zrozumieć kogoś komu z dnia na dzień zabiera się to, co stanowi podstawę jego bytu. Zabiera nie z jego winy.

        I druga sprawa. Prawo administracyjne chroniące interesów lokatorów. Oto dalsza część artykułu:"Czy nowy właściciel ma prawo wyrzucić mieszkańców na bruk? – Lokatorów obowiązują przepisy o najmie. Taką umowę można wypowiedzieć – wyjaśnia rzecznik Sądu Apelacyjnego."

        Wypowiedzieć mieszkanie można w czterech przypadkach. Nie płacenie czynszu. Nie respektowanie ogólnych zasad współżycia sąsiedzkiego. Demolowanie lokalu. Użytkowanie go niezgodnie z przeznaczeniem.

        Piątym jest wypowiedzenie lokalu przez właściciela, który zamierza w nim zamieszkać a zajmujący lokal ma bodajże trzy lata na wyprowadzenie i poszukanie innego. I tu jest haczyk na Niemca. Jeżeli po trzech latach lokator się wyprowadzi a Niemiec nie wprowadzi, to można uwalić właściciela dużym odszkodowaniem.

        Na koniec warto zadać sobie jedno pytanie. Czy ktoś, kto wprowadził się do nie swojego mieszkania czy domu powinien mieć większą ochronę od Państwa Polskiego niż ten, który to mieszkanie wybudował lub odziedziczył?

        Do tej pory było wszystko postawione na głowie. Lokator był bogiem a właściciel gównem. Powoli wraca prawo własności i normalność.

  4. Ja patrzę na to inaczej.
    Powiedz mi, co lokatorzy mają do tego kto jest właścicielem domu w którym mieszkają? Czy to ważne, że jest nim Niemiec, Polak, Żyd? Jakie to ma znaczenie?

    Zapobiegliwi mają chroniące ich prawa decyzje administracyjne, więc mogą spać spokojnie.

    Szum robią z reguły ci, którym odpowiada nieuregulowany stan prawny kamienicy, którym też odpowiada właściciel państwowy, bo można mieszkać ale niekoniecznie za to płacić. I tak ich przecież nikt nie jest w stanie wypieprzyć na ulicę.

    Ale największy kapitał polityczny zbijają ci, którzy uwielbiają powiedzenie – nie będzie Niemiec pluł.

    • Dwie sprawy
      Po pierwsze napisałem o stosunku państwo – obywatel, a nie o niepłacących lokatorach (bohaterowie tej konkretnej sprawy płacą zdaje się regularnie). Państwo kilkadziesiąt lat temu przyznało im prawo do najmu lokalu, a dzisiaj mówi im, przepraszamy ale pomyliliśmy się. Macie tu na otarcie łez lokal socjalny z żulią za sąsiadów w ramach promocji. Drogi Krakusie, mam się za osobnika o liberalnych poglądach, ale potrafię zrozumieć kogoś komu z dnia na dzień zabiera się to, co stanowi podstawę jego bytu. Zabiera nie z jego winy.

      Nie mam litości dla cwaniaczków mieszkających w 150 metrowych lokalach komunalnych nie płacących czynszu, bo ich nie stać i odmawiających przeniesienia się do mniejszych lokali komunalnych, bo się przyzwyczaili. Tu, w tym przypadku, rzecz nie o ekonomię idzie i życie “ponad stan”, ale o przeprowadzkę, którą funduje państwo, bo albo spieprzyło sprawę kiladziesiąt lat temu, albo dzisiaj państwo (sądy) nie potrafi czytać przepisów. Nie obciążajmy więc winą lokatorów za błędy administracji.

      I druga sprawa. Prawo administracyjne chroniące interesów lokatorów. Oto dalsza część artykułu:
      “Czy nowy właściciel ma prawo wyrzucić mieszkańców na bruk? – Lokatorów obowiązują przepisy o najmie. Taką umowę można wypowiedzieć – wyjaśnia rzecznik Sądu Apelacyjnego.”

      Jestem ostatnim który przyłączy się do posłanki Mielewczyk z PiS i powiernictwa jakiegośtam w śpiewie o Niemcu, co nam plwa w twarz. Ale też nie widzę powodu, żeby wciąż oblizywać cudzą ślinę.

      Niemcy, tam gdzie trzeba, potrafią bezwzględnie zadbać o interes własnych obywateli. I tylko jak ich się ostro przyczyśnie to odpuszczają, złożecząc na łamanie praw Niemców. Tak było od ustaw denazyfikacyjnych i tak jest po działaność Jugendamt-ów, które wkurwiają nie tylko polskich tatusiów i mamusie. Uczmy się od Niemców po prostu.

      • Po pierwsze napisałem o

        Po pierwsze napisałem o stosunku państwo – obywatel, a nie o niepłacących lokatorach (bohaterowie tej konkretnej sprawy płacą zdaje się regularnie). Państwo kilkadziesiąt lat temu przyznało im prawo do najmu lokalu, a dzisiaj mówi im, przepraszamy ale pomyliliśmy się. Macie tu na otarcie łez lokal socjalny z żulią za sąsiadów w ramach promocji. Drogi Krakusie, mam się za osobnika o liberalnych poglądach, ale potrafię zrozumieć kogoś komu z dnia na dzień zabiera się to, co stanowi podstawę jego bytu. Zabiera nie z jego winy.

        I druga sprawa. Prawo administracyjne chroniące interesów lokatorów. Oto dalsza część artykułu:"Czy nowy właściciel ma prawo wyrzucić mieszkańców na bruk? – Lokatorów obowiązują przepisy o najmie. Taką umowę można wypowiedzieć – wyjaśnia rzecznik Sądu Apelacyjnego."

        Wypowiedzieć mieszkanie można w czterech przypadkach. Nie płacenie czynszu. Nie respektowanie ogólnych zasad współżycia sąsiedzkiego. Demolowanie lokalu. Użytkowanie go niezgodnie z przeznaczeniem.

        Piątym jest wypowiedzenie lokalu przez właściciela, który zamierza w nim zamieszkać a zajmujący lokal ma bodajże trzy lata na wyprowadzenie i poszukanie innego. I tu jest haczyk na Niemca. Jeżeli po trzech latach lokator się wyprowadzi a Niemiec nie wprowadzi, to można uwalić właściciela dużym odszkodowaniem.

        Na koniec warto zadać sobie jedno pytanie. Czy ktoś, kto wprowadził się do nie swojego mieszkania czy domu powinien mieć większą ochronę od Państwa Polskiego niż ten, który to mieszkanie wybudował lub odziedziczył?

        Do tej pory było wszystko postawione na głowie. Lokator był bogiem a właściciel gównem. Powoli wraca prawo własności i normalność.

  5. prawo Niemieckie prawem świętym
    Taka sytuacja dotyczy tylko przypadków gdy Polacy są jedynie lokatorami, a w papierach wieczystych stoi, że właścicielem jest nadal jakiś Hans Globke.
    Sądy nie chcą widocznie stosować dobrego, starego komuszego prawa, i tu trzeba by speca żeby rozstrzygnął czy ważniejsze są komusze ustawy, czy księgi wieczyste.

    Inna sprawa, to całkowita obojętność sejmu i rządu. Główną przyczyną tego stoickiego spokoju jest po pierwsze fakt, że podobne problemy absolutnie nie dotyczą polityków i ich rodzin, a po drugie niezwykła wręcz spolegliwość naszej władzy w stosunku do tak ważnego kraju jak Niemcy.
    Podskakiwać “nasi” mogą co najwyżej Albanii, Białorusi i Rumunii, w przypadku lepszych krajów obowiązuje picie z dzióbka i odgadywanie najtajniejszych życzeń.

    • Nie dotyczą polityków ?
      Czytam Was przez telefon i z daleka, nie bardzo mam możliwość sprawdzenia wszystkiego tak, jakbym chciał. Czy ktoś (Szanowny Autor wpisu np.) byłby uprzejmy przypomnieć, o co chodziło w sprawie sprzed kilku miesięcy, kiedy to lokatorzy domu należącego do męża pani senator Arciszewskiej-Mielewczyk uderzali do niej z prośbą o pomoc, a ona odsylala do małżonka?

      • Oczywiście, że germańskie
        Oczywiście, że germańskie zagrożenie nie dotyczy polityków a jedynie plebsu lokatorskiego.

        W sprawie mieszkańców jednego z domów należących do męża pani senator chodziło tylko o protest wynikły z potrojenia czynszu, może stąd pozornie analogiczne roszczenia byłego niemieckiego właściciela wobec tamtej pechowej posesji na ulicy Polanki tak łatwo trafiają do serca senatorskiego.

        Obaj w końcu walczą o swoje. Niemiec o dom, a państwo senatorstwo użerają się z hołotą.
        Zapewne słuszne jest, iż właściciel domu chce nim swobodnie zarządzać, natomiast sprawa tego “poniemieckiego kwaterunku” wygląda odmiennie i jest prawnie niejasna.

        No ale ja się na tym nie znam, więc diabli wiedzą.
        W każdym razie jest jakaś nić zrozumienia między polskimi posiadaczami lokatorów, a wykolegowanym z mienia Niemcem co kiepsko wróży mieszkańcom z Polanki i im podobnym.

        Senatorstwo ma zatem dylemat, bo z jednej strony politycznie wskazana jest obrona ludu przed złym Niemcem, a z drugiej prawo własności w ich własnej czynszówce ma być święte.

  6. prawo Niemieckie prawem świętym
    Taka sytuacja dotyczy tylko przypadków gdy Polacy są jedynie lokatorami, a w papierach wieczystych stoi, że właścicielem jest nadal jakiś Hans Globke.
    Sądy nie chcą widocznie stosować dobrego, starego komuszego prawa, i tu trzeba by speca żeby rozstrzygnął czy ważniejsze są komusze ustawy, czy księgi wieczyste.

    Inna sprawa, to całkowita obojętność sejmu i rządu. Główną przyczyną tego stoickiego spokoju jest po pierwsze fakt, że podobne problemy absolutnie nie dotyczą polityków i ich rodzin, a po drugie niezwykła wręcz spolegliwość naszej władzy w stosunku do tak ważnego kraju jak Niemcy.
    Podskakiwać “nasi” mogą co najwyżej Albanii, Białorusi i Rumunii, w przypadku lepszych krajów obowiązuje picie z dzióbka i odgadywanie najtajniejszych życzeń.

    • Nie dotyczą polityków ?
      Czytam Was przez telefon i z daleka, nie bardzo mam możliwość sprawdzenia wszystkiego tak, jakbym chciał. Czy ktoś (Szanowny Autor wpisu np.) byłby uprzejmy przypomnieć, o co chodziło w sprawie sprzed kilku miesięcy, kiedy to lokatorzy domu należącego do męża pani senator Arciszewskiej-Mielewczyk uderzali do niej z prośbą o pomoc, a ona odsylala do małżonka?

      • Oczywiście, że germańskie
        Oczywiście, że germańskie zagrożenie nie dotyczy polityków a jedynie plebsu lokatorskiego.

        W sprawie mieszkańców jednego z domów należących do męża pani senator chodziło tylko o protest wynikły z potrojenia czynszu, może stąd pozornie analogiczne roszczenia byłego niemieckiego właściciela wobec tamtej pechowej posesji na ulicy Polanki tak łatwo trafiają do serca senatorskiego.

        Obaj w końcu walczą o swoje. Niemiec o dom, a państwo senatorstwo użerają się z hołotą.
        Zapewne słuszne jest, iż właściciel domu chce nim swobodnie zarządzać, natomiast sprawa tego “poniemieckiego kwaterunku” wygląda odmiennie i jest prawnie niejasna.

        No ale ja się na tym nie znam, więc diabli wiedzą.
        W każdym razie jest jakaś nić zrozumienia między polskimi posiadaczami lokatorów, a wykolegowanym z mienia Niemcem co kiepsko wróży mieszkańcom z Polanki i im podobnym.

        Senatorstwo ma zatem dylemat, bo z jednej strony politycznie wskazana jest obrona ludu przed złym Niemcem, a z drugiej prawo własności w ich własnej czynszówce ma być święte.

  7. prawo Niemieckie prawem świętym
    Taka sytuacja dotyczy tylko przypadków gdy Polacy są jedynie lokatorami, a w papierach wieczystych stoi, że właścicielem jest nadal jakiś Hans Globke.
    Sądy nie chcą widocznie stosować dobrego, starego komuszego prawa, i tu trzeba by speca żeby rozstrzygnął czy ważniejsze są komusze ustawy, czy księgi wieczyste.

    Inna sprawa, to całkowita obojętność sejmu i rządu. Główną przyczyną tego stoickiego spokoju jest po pierwsze fakt, że podobne problemy absolutnie nie dotyczą polityków i ich rodzin, a po drugie niezwykła wręcz spolegliwość naszej władzy w stosunku do tak ważnego kraju jak Niemcy.
    Podskakiwać “nasi” mogą co najwyżej Albanii, Białorusi i Rumunii, w przypadku lepszych krajów obowiązuje picie z dzióbka i odgadywanie najtajniejszych życzeń.

    • Nie dotyczą polityków ?
      Czytam Was przez telefon i z daleka, nie bardzo mam możliwość sprawdzenia wszystkiego tak, jakbym chciał. Czy ktoś (Szanowny Autor wpisu np.) byłby uprzejmy przypomnieć, o co chodziło w sprawie sprzed kilku miesięcy, kiedy to lokatorzy domu należącego do męża pani senator Arciszewskiej-Mielewczyk uderzali do niej z prośbą o pomoc, a ona odsylala do małżonka?

      • Oczywiście, że germańskie
        Oczywiście, że germańskie zagrożenie nie dotyczy polityków a jedynie plebsu lokatorskiego.

        W sprawie mieszkańców jednego z domów należących do męża pani senator chodziło tylko o protest wynikły z potrojenia czynszu, może stąd pozornie analogiczne roszczenia byłego niemieckiego właściciela wobec tamtej pechowej posesji na ulicy Polanki tak łatwo trafiają do serca senatorskiego.

        Obaj w końcu walczą o swoje. Niemiec o dom, a państwo senatorstwo użerają się z hołotą.
        Zapewne słuszne jest, iż właściciel domu chce nim swobodnie zarządzać, natomiast sprawa tego “poniemieckiego kwaterunku” wygląda odmiennie i jest prawnie niejasna.

        No ale ja się na tym nie znam, więc diabli wiedzą.
        W każdym razie jest jakaś nić zrozumienia między polskimi posiadaczami lokatorów, a wykolegowanym z mienia Niemcem co kiepsko wróży mieszkańcom z Polanki i im podobnym.

        Senatorstwo ma zatem dylemat, bo z jednej strony politycznie wskazana jest obrona ludu przed złym Niemcem, a z drugiej prawo własności w ich własnej czynszówce ma być święte.

  8. prawo Niemieckie prawem świętym
    Taka sytuacja dotyczy tylko przypadków gdy Polacy są jedynie lokatorami, a w papierach wieczystych stoi, że właścicielem jest nadal jakiś Hans Globke.
    Sądy nie chcą widocznie stosować dobrego, starego komuszego prawa, i tu trzeba by speca żeby rozstrzygnął czy ważniejsze są komusze ustawy, czy księgi wieczyste.

    Inna sprawa, to całkowita obojętność sejmu i rządu. Główną przyczyną tego stoickiego spokoju jest po pierwsze fakt, że podobne problemy absolutnie nie dotyczą polityków i ich rodzin, a po drugie niezwykła wręcz spolegliwość naszej władzy w stosunku do tak ważnego kraju jak Niemcy.
    Podskakiwać “nasi” mogą co najwyżej Albanii, Białorusi i Rumunii, w przypadku lepszych krajów obowiązuje picie z dzióbka i odgadywanie najtajniejszych życzeń.

    • Nie dotyczą polityków ?
      Czytam Was przez telefon i z daleka, nie bardzo mam możliwość sprawdzenia wszystkiego tak, jakbym chciał. Czy ktoś (Szanowny Autor wpisu np.) byłby uprzejmy przypomnieć, o co chodziło w sprawie sprzed kilku miesięcy, kiedy to lokatorzy domu należącego do męża pani senator Arciszewskiej-Mielewczyk uderzali do niej z prośbą o pomoc, a ona odsylala do małżonka?

      • Oczywiście, że germańskie
        Oczywiście, że germańskie zagrożenie nie dotyczy polityków a jedynie plebsu lokatorskiego.

        W sprawie mieszkańców jednego z domów należących do męża pani senator chodziło tylko o protest wynikły z potrojenia czynszu, może stąd pozornie analogiczne roszczenia byłego niemieckiego właściciela wobec tamtej pechowej posesji na ulicy Polanki tak łatwo trafiają do serca senatorskiego.

        Obaj w końcu walczą o swoje. Niemiec o dom, a państwo senatorstwo użerają się z hołotą.
        Zapewne słuszne jest, iż właściciel domu chce nim swobodnie zarządzać, natomiast sprawa tego “poniemieckiego kwaterunku” wygląda odmiennie i jest prawnie niejasna.

        No ale ja się na tym nie znam, więc diabli wiedzą.
        W każdym razie jest jakaś nić zrozumienia między polskimi posiadaczami lokatorów, a wykolegowanym z mienia Niemcem co kiepsko wróży mieszkańcom z Polanki i im podobnym.

        Senatorstwo ma zatem dylemat, bo z jednej strony politycznie wskazana jest obrona ludu przed złym Niemcem, a z drugiej prawo własności w ich własnej czynszówce ma być święte.