Reklama

Wielepstwo* i buractwo panie nam się rozpleniło, że hej, że ja cię nie mogę.

Wielepstwo* i buractwo panie nam się rozpleniło, że hej, że ja cię nie mogę.

    Mnie, człowieka skromnego, znającego ciężar słowa wkurza, kiedy słyszę lub czytam, choć akurat mam ten komfort, że nie muszę słuchać i czytać tych, których zwyczajnie mi się chce, wkurza mnie fakt bezpodstawnych oskarżeń, zniesmacza wrzucanie, bez wyjątku, wszystkich do jednego worka.
 
   Ja rozumiem – demokracja (najgorszy z możliwych systemów, póki co nikt nic lepszego nie wymyślił) w dobie internetu dopuszcza do głosu każdego kto chce ten głos zabrać. Wystarczy kawałek wolnej ściany, którą wynajmie delikwentowi ten, czy inny zarządca portalu i hulaj dusza piekła nie ma.
Ja rozumiem ludzi, że niekiedy muszą odreagować, przewentylować organizm, bo inaczej by się udusili z braku tchu lub pękli ze złości.
 
    Ale już nie rozumiem, kiedy ów delikwent, ot tak sam sobie z garstką równych sobie, przyznaje prawa korzystając z dowolności interpretacji istniejącego przepisu ustawy, czy prawa – nawet gdyby ono nazywało się ustawą prawa prasowego i staje się nagle wszechwiedzącą alfą (nie mylić z romeo, bo to całkiem dobre auta są) i omegą (bynajmniej nie mam myśli zegarka).
A kiedy ów z garstką owych przyznali sobie już te prawa, to odwiedzili najbliższy market, i to wcale nie budowlany, w którym za raty zero złotych kupili potrzebne do wykonywania zawodu sprzęty: jeden kupił kamerę, drugi drukarkę, a trzeci laptopa.
 
    No i już wszystko gra i buczy: druknęli sobie po jednej legitymacji partyjnej… O! – przepraszam, dziennikarskiej, obsmarowali wszystkich bez wyjątku, bo każdy inny, niż ów z garstką owych, to wróg – a największym wrogiem okazują się być byłe żony, których jakaś niewidoczna siła przeciągnęła na ciemną stronę mocy i zrobiła z nich agentki XXXL.
 
    Słowo pisane rzecz ważna, ale co tam same literki – trzeba w nie tchnąć życie i zamienić w głoski. Więc nagrali to co mieli do powiedzenia, a nawet więcej i tak powstała telewizja owych, która od wczoraj ma aspiracje zniszczyć wszelką konkurencję – TVN i od jutra wieść prym telewizji w rozmowach pod chmurką.  Drżyjcie Walterowie, drżyj Solorzu, drżyj i lękaj się tzw publiczna telewizjo – idzie nowe.
 
     Ja rozumiem, że czasami człowiek musi… Ale nie rozumiem dlaczego sam z siebie robi idiotę większego niż mogłoby się to wydawaćza konieczne. No chyba, że ma tę niesamowitą wręcz misję specjalną i musi. A skoro musi, to – jak już wiadomo – musi i basta.
 
    Mnie, człowieka skromnego i wciąż poszukującego lepszych i ciekawszych środków wyrazu, zastanawia, czy zwykłe chamstwo, i brak kultury dla słowa mówionego, da się jakoś podciągnąć pod ekspresję?
 
    Wiem, zdaję sobie sprawę, że mieliśmy prostego, aby nie powiedzieć prostackiego prezydenta „Bolka”, że po drodze w tym polskim piekiełku, które ktoś sobie nazwał demokracją  trafiły się takie okazy jakimi dysponował rzekomy chłop Andriu z nim samym na czele. 

   Ja to wszystko rozumiem i wiem, że na upartego można powiedzieć: przykład idzie z góry, tylko nie rozumiem dlaczego mi ktoś, kto nie posiadł nawet podstawowego warsztatu, próbuje wmówić, że jest znawcą, że pięć lat badał jakąś patologię i już wie wszystko.
 
Zapytam więc:

– Panie dziennikarzu, a może nawet samoistny redaktorze – proszę mi powiedzieć jakich środków i narzędzi użył pan w celu tych badań?
 
    Jeśli dobrze rozumiem: telewizja = koncesja; dziennikarz = legitymacja działającego stowarzyszenia plus zatrudnienie w konkretnej redakcji, plus dorobek dziennikarski.
No, chyba, że coś przespałem w tej materii i to coś zwyczajnie mi umknęło.
 
    Litości! Proszę nie mieszać prostactwa ze zwykłym chamstwem, bo to jest identyczna prosta do ustawienia w jednym szeregu kibiców z kibolami.

PS

Powyższy tekst nie jest nakierowany na nikogo z piszących tutaj na Kontrowersjach. To tyle tytułem wstępu, rozwinięcia i zakończenia. 

Wielep* – ktoś, nie koniecznie człowiek, który wszystko wie lepiej, najlepiej.

Reklama

3 KOMENTARZE

  1. Kłamstwo jest sposobem mówienia prawdy osobie, która jej nie zna
    “Jeśli dobrze rozumiem: telewizja = koncesja; dziennikarz = legitymacja działającego stowarzyszenia plus zatrudnienie w konkretnej redakcji, plus dorobek dziennikarski.”

    Nie toleruję ograniczeń. Może dlatego gdy czytam jakieś znaki równości – dźwięczą mi w głowie dzwonki ostrzegawcze. To niby koncesja ma decydować o telewizji, a jej brak być argumentem do jej nieistnienia? Czy może druk legitymacji uprawniać do pisania? W życiu!!!

    Tak to już jest, że tylko wolny rynek w tej materii powinien decydować. Jeśli są czytelnicy – to jest i dziennikarz. Jeśli jest widz – to jest i telewizja. Sztywne ramy narzucanych nam ograniczeń przez pseudointelektualnych intelektualistów do wynajęciai, nie powinny być zupełnie brane pod uwagę. Mało tego – coś takiego jak abonament RTV – to polityczna zbrodnia XXI wieku, relikt przeszłości – który nakazuje nam płacić haracz niby na sztukę, której tam nie ma, są za nią reklamy, w których grają ci opłacani przez płacących za sztukę.

    “Ale już nie rozumiem, kiedy ów delikwent, ot tak sam sobie z garstką równych sobie, przyznaje prawa korzystając z dowolności interpretacji istniejącego przepisu ustawy, czy prawa – nawet gdyby ono nazywało się ustawą prawa prasowego i staje się nagle wszechwiedzącą alfą ”

    Tego też nie mogę pojąć? Czymże są przepisy ustawy dla wolnego człowieka? Może tylko tym, gdzie jeden pseudointelektualista napisał, a drugi musi się dostosowywać. Owszem, gdyby to były ustawy regulujące w sposób naturalny porządek życia społecznego – to ich przestrzeganie jest naturalne same z siebie – i ci którzy tego nie przestrzegają, w sposób naturalny nie znajdą klientów na to co piszą. Ale jak nagle ktoś, kto ma w tym tylko swój własny interes – je tworzy – to na drzewo z nimi. Takie ograniczenia, jakie fundują nam obecni rządzący, nie zasługują nawet na minimum akceptacji. Posypać ich dzieło kretem, i spuścić wraz z politykami.

  2. Kłamstwo jest sposobem mówienia prawdy osobie, która jej nie zna
    “Jeśli dobrze rozumiem: telewizja = koncesja; dziennikarz = legitymacja działającego stowarzyszenia plus zatrudnienie w konkretnej redakcji, plus dorobek dziennikarski.”

    Nie toleruję ograniczeń. Może dlatego gdy czytam jakieś znaki równości – dźwięczą mi w głowie dzwonki ostrzegawcze. To niby koncesja ma decydować o telewizji, a jej brak być argumentem do jej nieistnienia? Czy może druk legitymacji uprawniać do pisania? W życiu!!!

    Tak to już jest, że tylko wolny rynek w tej materii powinien decydować. Jeśli są czytelnicy – to jest i dziennikarz. Jeśli jest widz – to jest i telewizja. Sztywne ramy narzucanych nam ograniczeń przez pseudointelektualnych intelektualistów do wynajęciai, nie powinny być zupełnie brane pod uwagę. Mało tego – coś takiego jak abonament RTV – to polityczna zbrodnia XXI wieku, relikt przeszłości – który nakazuje nam płacić haracz niby na sztukę, której tam nie ma, są za nią reklamy, w których grają ci opłacani przez płacących za sztukę.

    “Ale już nie rozumiem, kiedy ów delikwent, ot tak sam sobie z garstką równych sobie, przyznaje prawa korzystając z dowolności interpretacji istniejącego przepisu ustawy, czy prawa – nawet gdyby ono nazywało się ustawą prawa prasowego i staje się nagle wszechwiedzącą alfą ”

    Tego też nie mogę pojąć? Czymże są przepisy ustawy dla wolnego człowieka? Może tylko tym, gdzie jeden pseudointelektualista napisał, a drugi musi się dostosowywać. Owszem, gdyby to były ustawy regulujące w sposób naturalny porządek życia społecznego – to ich przestrzeganie jest naturalne same z siebie – i ci którzy tego nie przestrzegają, w sposób naturalny nie znajdą klientów na to co piszą. Ale jak nagle ktoś, kto ma w tym tylko swój własny interes – je tworzy – to na drzewo z nimi. Takie ograniczenia, jakie fundują nam obecni rządzący, nie zasługują nawet na minimum akceptacji. Posypać ich dzieło kretem, i spuścić wraz z politykami.

  3. Kłamstwo jest sposobem mówienia prawdy osobie, która jej nie zna
    “Jeśli dobrze rozumiem: telewizja = koncesja; dziennikarz = legitymacja działającego stowarzyszenia plus zatrudnienie w konkretnej redakcji, plus dorobek dziennikarski.”

    Nie toleruję ograniczeń. Może dlatego gdy czytam jakieś znaki równości – dźwięczą mi w głowie dzwonki ostrzegawcze. To niby koncesja ma decydować o telewizji, a jej brak być argumentem do jej nieistnienia? Czy może druk legitymacji uprawniać do pisania? W życiu!!!

    Tak to już jest, że tylko wolny rynek w tej materii powinien decydować. Jeśli są czytelnicy – to jest i dziennikarz. Jeśli jest widz – to jest i telewizja. Sztywne ramy narzucanych nam ograniczeń przez pseudointelektualnych intelektualistów do wynajęciai, nie powinny być zupełnie brane pod uwagę. Mało tego – coś takiego jak abonament RTV – to polityczna zbrodnia XXI wieku, relikt przeszłości – który nakazuje nam płacić haracz niby na sztukę, której tam nie ma, są za nią reklamy, w których grają ci opłacani przez płacących za sztukę.

    “Ale już nie rozumiem, kiedy ów delikwent, ot tak sam sobie z garstką równych sobie, przyznaje prawa korzystając z dowolności interpretacji istniejącego przepisu ustawy, czy prawa – nawet gdyby ono nazywało się ustawą prawa prasowego i staje się nagle wszechwiedzącą alfą ”

    Tego też nie mogę pojąć? Czymże są przepisy ustawy dla wolnego człowieka? Może tylko tym, gdzie jeden pseudointelektualista napisał, a drugi musi się dostosowywać. Owszem, gdyby to były ustawy regulujące w sposób naturalny porządek życia społecznego – to ich przestrzeganie jest naturalne same z siebie – i ci którzy tego nie przestrzegają, w sposób naturalny nie znajdą klientów na to co piszą. Ale jak nagle ktoś, kto ma w tym tylko swój własny interes – je tworzy – to na drzewo z nimi. Takie ograniczenia, jakie fundują nam obecni rządzący, nie zasługują nawet na minimum akceptacji. Posypać ich dzieło kretem, i spuścić wraz z politykami.