Nankin - chiński Wołyń. Filmowe wizje masakry

Prześlij dalej:

Uwaga! W niniejszym artykule znajdują się
opisy drastycznych tortur i egzekucji.
Kontakt z tego typu treściami
nie jest wskazany dla osób o słabych nerwach.
Poruszana tematyka nie nadaje się również dla dzieci.

Rzeź wołyńska

Od kilku lat dużo się w Polsce mówi o rzezi wołyńskiej, czyli antypolskiej czystce etnicznej, której dokonali działacze Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Masowa zbrodnia zaczęła się na początku 1943 roku, a zakończyła dopiero dwa lata później. Podstawowe informacje na temat ludobójstwa można znaleźć w broszurze Instytutu Pamięci Narodowej zatytułowanej “1943. Zbrodnia wołyńska. Prawda i pamięć”[1]. Według tego źródła, ukraińscy nacjonaliści dążyli do wymordowania polskiej mniejszości narodowej, która stanowiła 10-12% mieszkańców Wołynia i nie miała realnego wpływu na losy regionu. Bojówkarze OUN-UPA, którymi niejednokrotnie zostawali proniemieccy kolaboranci mający już na sumieniu udział w Holocauście, prowadzili swoją “akcję” z wyjątkowym okrucieństwem. Zabijali ludzi m.in. za pomocą wideł i siekier. Znaczną część ich ofiar stanowiły kobiety, dzieci i starcy (łącznie zginęło około 100.000 osób). Dr Aleksander Korman opublikował w czasopiśmie “Na Rubieży” (nr 35, 1999 r.) listę przerażających tortur stosowanych przez ukraińskich ekstremistów[2]. Wspomniał o dekapitacjach, obcinaniu nosów, odrąbywaniu rąk, rozcinaniu brzuchów i innych barbarzyństwach.

Masakra nankińska

Podobna hekatomba miała miejsce kilka lat wcześniej w chińskim Nankinie. Wydarzenie, które przeszło do historii jako masakra nankińska lub gwałt nankiński, zostało opisane w książce “Pekin - Szanghaj - Nankin 1937-1945” Michała Klimeckiego[3]. Sprawcami zbrodni byli japońscy okupanci, faszyści na usługach Imperium Słońca. Wszystko zaczęło się 4 grudnia 1937 roku, kiedy Japończycy przystąpili do szturmu na Nankin. Miasto zostało zdobyte osiem dni później. Przerażeni ludzie, którzy rzucili się do ucieczki, zostali ostrzelani przez samoloty wojskowe. Już wtedy straciło życie ponad 40.000 osób. Jeńcy wojenni stali się dla Japończyków eksperymentalną próbką, na której ćwiczono obcinanie głów, rozpruwanie brzuchów, podrzynanie gardeł, kłucie bagnetami itd. Szacuje się, że w ten sposób zgładzono także 20.000 mężczyzn zdolnych do służby wojskowej. Ciała zabitych wrzucano do jam, dołów i zbiorników wodnych. 13 grudnia najeźdźcy “zajęli się” niewinnymi mieszkańcami śródmieścia. Posłużyli się takimi metodami, jak dekapitacje, brutalne gwałty, wyrywanie języków, wydłubywanie oczu, duszenie, wieszanie czy odcinanie różnych części ciała. Rzeź, która trwała “tylko” do stycznia 1938 roku, pochłonęła 300.000 ofiar. Trzy razy więcej niż na Wołyniu[4].

Miniprzegląd filmowy

Pozwolę sobie zaprezentować trzy filmy fabularne poświęcone tragedii nankińskiej. Filmów takich jest, oczywiście, więcej[5]. Poniżej znajdują się opisy tylko tych produkcji, które miałam okazję obejrzeć. Nie napiszę, że życzę Czytelnikom miłej lektury i przyjemnych seansów, gdyż byłoby to niestosowne w kontekście poruszanej problematyki.

Tytuł oryginalny: “Jin ling shi san chai”
Tytuł międzynarodowy: “The Flowers of War”
Tytuł polski: “Kwiaty wojny”
Reżyseria: Yimou Zhang
Produkcja: Chiny, Hongkong (2011)

Strony

5688 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Natalia Julia Nowak

Autor artykułu: Natalia Julia Nowak