Reklama

I

O, Dniu wyczekiwany niecierpliwie
Wraz z jutrzenką witasz te progi,
Które są łakome i patrzą chciwie
Jak zjawiają się nań modre bogi.

Chatę jasnym ciepłem pozdrawiasz
I zdejmujesz w sieni pakunek,
Cóż tam piękny dniu masz dla nas?
Odparł szczerze: ” Życia ratunek”.

Usiadł na krześle, chyba zmęczony
Podróżą po drugiej stronie.
Ściągnął czoło i w troskę obleczony

I

O, Dniu wyczekiwany niecierpliwie
Wraz z jutrzenką witasz te progi,
Które są łakome i patrzą chciwie
Jak zjawiają się nań modre bogi.

Chatę jasnym ciepłem pozdrawiasz
I zdejmujesz w sieni pakunek,
Cóż tam piękny dniu masz dla nas?
Odparł szczerze: ” Życia ratunek”.

Usiadł na krześle, chyba zmęczony
Podróżą po drugiej stronie.
Ściągnął czoło i w troskę obleczony
Jął prawić jakby był na ambonie:

“Wystrzegajcie się cienia krnąbrnego
Co cichutko w kątach zamki buduje.
Nie macie innej broni na niego
Niż gdy się pogodę ducha czuje.

Wystrzegajcie się głodnej zazdrości
Z zawiścią złączonej. Unikajcie
Pychy taszczącej swoje mądrości.
Ze skromnością się bratajcie.”

Kazanie z ust płynęło potokiem
Wartkim – tak językiem obracał;
Toczył wokoło dziwnym wzrokiem
I drewno z poręczy krzesła macał.

Sprężył się jak struna do melodii
Chropowatej w swym dysonansie,
Świadom, czy nie świadom zbrodni
Na muzyce – był jak w transie.

Słowa zaczęły przeczyć ciału,
Gdy mówił o szlachetnej miłości,
Oprawca gnębił ofiarę pomału
Narzędziami z otchłań głębokości…

II

Może garść spokoju upragnionego?
W żylastych mięśniach ćwiczonych
Na krokwiach domu wymarzonego,
Na myślach z udręką splecionych?

Dziewczyna rudowłosa, ach piękna
Lub kruczoczarna z nieodgadniętym
Spojrzeniem – nie, postać zbędna –
Został kształt z pospolitości wyjęty.

Rytm, o mój Boże, rytm goryczy
W takt gnuśności jednostajnie
Rozprzestrzenia się od pryczy
Do ruchów trochę niewydajnych.

W źródło zerknąć mieć ochotę
I zmienić się w kwiat żółto-biały,
Chorować na korzeni drętwotę,
Być całkiem duży i całkiem mały.

Lub unosić się w przestworzach,
Odwiedzać zapomniane ruiny,
Lecieć na wprost siebie, do morza,
I zapomnieć zapach pewnej krainy.

Unikać niepotrzebnych kłębowisk
Ludzi odpornych na insynuację;
Nie bawią się, nie lubią widowisk
Próżnych – oni kochają swoją rację.

Przede wszystkim bawić się, bawić,
Głaskać kieliszeczek słodkiej swobody,
W czarach surrealizmu się pławić,
Odizolować od wszelkiej niewygody…

III

Przerażający powrót na łono jawy
Zespolił się z brzmieniem przybysza
Głosu – “Honor brnie do sławy
Innej niż publiki motywacja wyższa.”

Groza, groza – jak w jednej opowieści
Kościsty człowiek charyzmatycznie
Przed swoją śmiercią obwieścił –
Tak żołądek pulsował spazmatycznie.

O, dniu, hipokryto, zamilcz do Diabła,
Jarzmem nędznych morałów strudzeni
Pragniemy, żeby cię ciemność zjadła;
I wreszcie dzień w Noc się przemieni.

Reklama
Poprzedni artykułJest nadzieja i oby nie umarła – Kaczor trzymaj kurs!
Następny artykułJan Filip Libicki – paraolimpijski miotacz gównem na odległość