Reklama

W jednym z tych filmów o największej i najtragicznie

W jednym z tych filmów o największej i najtragiczniejszej zbrodni na świecie, która jako jedyna dorobiła się unikalnej nazwy, widziałem taką scenę. Łachmaniarz, zarośnięty, brudny, chudy jak kość, przygarbiony i wiadomo co się z nim za chwilę stanie, skazany na śmierć. To był skrzypek, wielki żydowski mistrz skrzypiec, potraktowany jak zwykły Żyd, nic niewarty Żyd. Niemcy, wówczas jeszcze Niemcy, nie naziści, zabawili się kosztem tego nic niewartego dla nich żydowskiego wirtuoza. Podarowali mu tyle życia ile był w stanie o życie zagrać. I Żyd grał, nie pamiętam jak długo, chyba zaczął w południe i skończył nad ranem, wtedy padła ostatnia nuta i strzał. Barbarzyństwo, zabić taki talent, ludzkość straciła tyle wzniosłych wrażeń, barbarzyńcy zabili muzykę. Scena bardzo dramatyczna, wzrusza każdego wrażliwego i nawet cynicznego, zabić człowieka, zabić talent, zabić muzykę, nie ma większej zbrodni. Bardzo podobne sceny nakręcił Polański wykorzystując życiorys Szpilmana, ale bohater-artysta Polańskiego przeżył grając Niemcom i lepszym Żydom do kotleta, a i przez resztę życia miał się doskonale pisząc wielkie hity dla innych, którzy pod pistoletem kazali grać już nie Żydom, ale jeszcze gorszym od Żydów. Gdy Szpilman grał wesoły czerwony autobus dla nowych pistoletów, gdzieś tam w piwnicach na Rakowieckiej, Pilecki nucił sobie Bóg jedyny wie co. Trzech bohaterów w jednej krótkiej powieści, znalazło się nagle w jednym miejscu. Który był największym talentem, który zasłużył by żyć, a któremu nie dano żadnej szansy na wielkość? Żyd zastrzelony nad ranem był talentem, był wielki gdy wyszedł z bydlęcego wagonu, grając do końca życia swoją wielkość potwierdził. Nie wiem jak doszedł do wielkości, nie interesuje mnie to, w filmowej scenie potrafił grać, zginął z rąk pozbawionych talentu oprawców. Szpilman w oscarowych kadrach grał wielkiego pianistę, w życiu był zwykłym grajkiem, pisał ludowe przyśpiewki miejskie. Powiedzieć nie potrafię, czy Szpilman z kadrów Polańskiego był fałszywy, być może był prawdziwy, dopiero potem wybrał dostatnie życie porzucając talent. Nigdy się nie dowiemy jaki był Pilecki, ile miał w sobie talentu. Pilecki słysząc w celi „Czerwony autobus” i umierał podlej niż żydowski skrzypek. Niemcy żydowskiemu skrzypkowi zgotowali piękną śmierć, na miarę artysty. Żydzi zabili Pileckiego jak goja, zabito w nim wszystkie talenty jakie miał i nie pozwolono mu ujawnić ani jednego więcej. Przedstawiony wybór scen dramatycznych jako człowieka interesuje mnie po ludzku. Zadaję sobie ludzkie pytania. Po co było zabijać Żyda tak rewelacyjnie grającego na skrzypcach? Mało to na świecie głupich, podłych Żydów, których jeśli nie zabić, przynajmniej należy osądzić? Dlaczego ze Szpilmana, który być może miał w sobie wielkość, ale sam się sprzedał jako mały, zrobiono wielką postać? Wreszcie jak Żyd jeden i drugi mógł katować Pileckiego, ze szczegółową świadomością tego skąd Pilecki wrócił i ile poświęcił swoich nie odkrytych talentów, żeby wykrzyczeć światu jak zabijano żydowskich skrzypków i palono na ruszcie? Tyle z dylematów ludzkich. Teraz chciałbym przejść do dylematów twórczych.

Jako twórca, pisarz, w pewnym sensie grający o życie, zadaję sobie twórcze pytanie. Co i ile traci literatura, jeśli spośród naszkicowanych trzech historii można opisać zaledwie dwie i wcale nie potrzeba do tego talentu. Co i ile traci literatura, kiedy dla historii trzeciej nie ma takiego talentu, zdolnego przebić się i niechby nawet na apelowym placu. Co jest największą zbrodnią prymitywnej ludzkości? Zabić talent, który jest, sprzedać talent zbrodniarzom, czy nie dać się ujawnić talentowi? Trudno zgadnąć, nie będę zgadywał, bez zgadywania wiem jedno, że wśród trzech możliwości jedna jest największym tchórzostwem i chyba dlatego barbarzyństwem. Nie jest taki zupełnie tchórzliwy ten, który poważa się zabić talent, do tego mimo wszystko potrzeba bezczelności. Trudno się pastwić nad uciekającym od niezależności artystycznej, w stronę ciepłej, bezpiecznej egzystencji rzemieślniczej sponsorowanej przez barbarzyńców. Na pewno największym tchórzostwem jest mordowanie talentu, bo to jest mordowanie w ciemno i dla zasady. Ciężko o większy strach, nie ma większego strachu, ale to też nie jest takie proste zabić. Zabić też trzeba umieć, byle jak i byle kogo trzeba umieć zabić, by zabić talent, którego nie potrafi się dostrzec, trzeba być wybitnym tchórzem, trzeba mieć w sobie tchórzliwy talent, być Żydem z Rakowieckiej albo Niemcem z apelowego placu. Taki tchórz nie zabije talentu, taki tylko ocali swoją ciepła posadkę usłużnego tchórza, mało ważne komu merda, dla niego ważne, że stać go na zmywarkę po spożyci pełnej michy.

PS Jak się wabi żydowski bandyta, który drży na fotografii? Dla trzech pierwszych autorów prawidłowej odpowiedzi powieść “Berek”, nie wiem czy za karę, czy w nagrodę.

Reklama
Poprzedni artykułPiękni dwudziestoletni z …PiS-em? Kto by pomyślał…
Następny artykułZamiast kolejki ….kolejna wtopa. Z cyklu – budujemy.
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

54 KOMENTARZE

  1. Capitano Stefan Szechter aka Michnik będący wesołym emerytem w
    Szwecji. Nawet nie dało się go sprowadzić karnie do Polski, pewnie dlatego że był “wybitnym” karnistą wojskowym i wykładowcą 🙂

    Pozdrawiam.

    I.

    Edit: Nie za karę a w nagrodę bo co do Berka to dziękuję ślicznie. Mam już jedną kopię, ale jak wyślesz drugą to bedę miał dla kogoś na prezent.

  2. Capitano Stefan Szechter aka Michnik będący wesołym emerytem w
    Szwecji. Nawet nie dało się go sprowadzić karnie do Polski, pewnie dlatego że był “wybitnym” karnistą wojskowym i wykładowcą 🙂

    Pozdrawiam.

    I.

    Edit: Nie za karę a w nagrodę bo co do Berka to dziękuję ślicznie. Mam już jedną kopię, ale jak wyślesz drugą to bedę miał dla kogoś na prezent.

  3. Capitano Stefan Szechter aka Michnik będący wesołym emerytem w
    Szwecji. Nawet nie dało się go sprowadzić karnie do Polski, pewnie dlatego że był “wybitnym” karnistą wojskowym i wykładowcą 🙂

    Pozdrawiam.

    I.

    Edit: Nie za karę a w nagrodę bo co do Berka to dziękuję ślicznie. Mam już jedną kopię, ale jak wyślesz drugą to bedę miał dla kogoś na prezent.

  4. Pętla się zaciska. Taki przedruk z ,,Rz” :
    Student, który pisał felietony w piśmie sympatyków Korony Kielce, usłyszał prokuratorskie zarzuty po publikacji kieleckiej “Gazety Wyborczej”

    Felietonista “Złocisto Krwistych” nazywał emigrantów “kolorowymi osobnikami” i “intruzami”, których ojcowie mieszkali w “lepiankach z g… wielbłąda”.

    W trakcie śledztwa prokurator natrafił na inny artykuł tegoż kibica, w którym autor nazwał premiera m.in. “ćwokiem i prostakiem” oraz porównał go do Goebbelsa.

    Prokuratura korzystała w śledztwie z opinii językoznawcy. Z treści opinii wynika, że w jednym artykule doszło do znieważenia grupy ludzi, a w drugim – znieważenia i poniżenia premiera.

    Prokurator przedstawił autorowi tekstów – 22-letniemu studentowi Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego – dwa zarzuty: znieważenia grupy ludzi z powodu ich przynależności rasowej do innej rasy niż biała oraz publicznego znieważenia i poniżenia konstytucyjnego organu RP – prezesa Rady Ministrów, poprzez użycie wobec niego słów uznanych za obelżywe.

    Według rzecznika Prokuratury Okręgowej w Kielcach Sławomira Mielniczuka student przyznał się. Grozi mu kara do trzech lat pozbawienia wolności.

  5. Pętla się zaciska. Taki przedruk z ,,Rz” :
    Student, który pisał felietony w piśmie sympatyków Korony Kielce, usłyszał prokuratorskie zarzuty po publikacji kieleckiej “Gazety Wyborczej”

    Felietonista “Złocisto Krwistych” nazywał emigrantów “kolorowymi osobnikami” i “intruzami”, których ojcowie mieszkali w “lepiankach z g… wielbłąda”.

    W trakcie śledztwa prokurator natrafił na inny artykuł tegoż kibica, w którym autor nazwał premiera m.in. “ćwokiem i prostakiem” oraz porównał go do Goebbelsa.

    Prokuratura korzystała w śledztwie z opinii językoznawcy. Z treści opinii wynika, że w jednym artykule doszło do znieważenia grupy ludzi, a w drugim – znieważenia i poniżenia premiera.

    Prokurator przedstawił autorowi tekstów – 22-letniemu studentowi Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego – dwa zarzuty: znieważenia grupy ludzi z powodu ich przynależności rasowej do innej rasy niż biała oraz publicznego znieważenia i poniżenia konstytucyjnego organu RP – prezesa Rady Ministrów, poprzez użycie wobec niego słów uznanych za obelżywe.

    Według rzecznika Prokuratury Okręgowej w Kielcach Sławomira Mielniczuka student przyznał się. Grozi mu kara do trzech lat pozbawienia wolności.

  6. Pętla się zaciska. Taki przedruk z ,,Rz” :
    Student, który pisał felietony w piśmie sympatyków Korony Kielce, usłyszał prokuratorskie zarzuty po publikacji kieleckiej “Gazety Wyborczej”

    Felietonista “Złocisto Krwistych” nazywał emigrantów “kolorowymi osobnikami” i “intruzami”, których ojcowie mieszkali w “lepiankach z g… wielbłąda”.

    W trakcie śledztwa prokurator natrafił na inny artykuł tegoż kibica, w którym autor nazwał premiera m.in. “ćwokiem i prostakiem” oraz porównał go do Goebbelsa.

    Prokuratura korzystała w śledztwie z opinii językoznawcy. Z treści opinii wynika, że w jednym artykule doszło do znieważenia grupy ludzi, a w drugim – znieważenia i poniżenia premiera.

    Prokurator przedstawił autorowi tekstów – 22-letniemu studentowi Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego – dwa zarzuty: znieważenia grupy ludzi z powodu ich przynależności rasowej do innej rasy niż biała oraz publicznego znieważenia i poniżenia konstytucyjnego organu RP – prezesa Rady Ministrów, poprzez użycie wobec niego słów uznanych za obelżywe.

    Według rzecznika Prokuratury Okręgowej w Kielcach Sławomira Mielniczuka student przyznał się. Grozi mu kara do trzech lat pozbawienia wolności.