Lewicowi rewolucjoniści

Prześlij dalej:

Zmieńcie, proszę, świat na taki jaki powinien być. Zmieńcie, bo źle się w nim czuję, bo przecież według Was powinno być o wiele bardziej „fajnie”, o wiele bardziej „europejsko”. Zmieńcie, bo jakaś gazeta we Francji albo Niemczech znowu się będzie z nas „śmiać”. Zmieńcie, bo ja chcę żeby wszyscy byli tacy, jacy według Was powinni być.

Zmieńcie, bo ja nie mam odwagi zrobić niczego sam. Zmieńcie, bo dzisiaj okazało się, że istnieje (naprawdę!) człowiek, który poddaje mój i Wasz punt widzenia w wątpliwość. Zmieńcie szybko, bo przez roztargnienie (tak, to na pewno przez roztargnienie!) nie potrafiłem sensownie odpowiedzieć mu na jego pytania. Boję się, że on mnie zmanipuluje i dojdzie do tego, że zacznę używać formy „katolik” dla określenia tych oszołomów.

Jak już zmienicie to dajcie mi proszę znać na mojego IPhone’a. Mogę być w McD’sie, a tam nie ma zasięgu, ale spoko – nie zniechęcajcie się i dzwońcie dopóki nie odbiorę. Lepiej się wtedy poczuję, bardziej bezpiecznie, znowu nikt nie będzie mi mącił w głowie. Znowu będę mógł zupełnie bezmyślnie jeść, oddychać, wykonywać swoją pracę. Wszyscy będziemy tacy zadowoleni i szczęśliwi.

Będzie prawie jak kiedyś, jak w 1984-tym. To znaczy tak mi się wydaje, przecież nie czytałem.

Strony

4721 liczba odsłon
Obrazek użytkownika kind_of_alien

Autor artykułu: kind_of_alien

3 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    faktycznie takie postawy są dość często spotykane, a tekst dobrze to opisuje. Tylko nie rozumiem tytułu - dlaczego "lewicowi"? Śmiem twierdzić, że raczej "bezideowi", albo "obrotowi", jak chorągiewka na wietrze - z równą zaciekłością będą zwalczać Kościół, Rywina, Leszka Millera, Jarosława Kaczyńskiego czy dowolną postać lub instytucję, pod warunkiem, że to będzie trendy i lansowane przez modne media.

  2. avatar

    Wydaje mi się, że generalnie jest tak, że bezideowcy / obrotowcy sami klasyfikują siebie jako lewicę, a przynajmniej, tak jak mój niefikcyjny kolega, jako antyprawicę. Lewica (antyprawica) czyli "postęp", coś "fajnego", "wychodzenie z zaścianka". Nie mowię tu o sensie gospodarczym tych pojęć, bo w takim ujęciu mamy w polsce wyłącznie lewicę.

    Drobni "rewolucjoniści" zwalczający Rywina albo L. Millera są jednak inni, chyba bardziej odważni, nie oczekują poklasku, najczęściej są w mniejszości i idą pod prąd.

    Temat na co najmniej osobny artykuł.

  3. avatar

    było tak - jak mi się wydaje - że kiedy Michnikowi nie spodobało się, z czym do niego Rywin przychodzi, i nagłośnił sprawę, to calkiem sporo ludzi było przeciwko, niezależnie od tego, czy sprawa istotnie tak wyglądała, jak była przedstawiana (tzn. "Rywin usiłował wymusić grubszą kasę"), czy też nie (np. wersja "Walki pomiędzy medialnymi bossami o podział rynku"). I o to mi chodziło, kiedy się coś nagłośni, znajdzie się spora grupa, która to nagłośnienie "kupi" i za nim pójdzie, jak za fletem szczurołapa z Hamelin, nawet jeżeli wystarczy zadać (sobie) parę prostych pytań, żeby sprawę "odłatwić" i udowodnić, że nie taka ona prosta, jak to pokazano. W końcu zwalczających Millera (i Rywina) w 2005 wystarczyło, żeby obdzielić i PO, i PiS, i byli oni w przeważającej większości.

  4. Strony