Ostatni dzwonek, żebyśmy się w końcu czegoś nauczyli, albo chociaż przypomnieli. Putin był prawie na widelcu, po morderstwie, którego dokonali zwyrodniali bandyci z KGB, czy innego Specnaz, ale minęło zaledwie kilka tygodni i znów radziecki terrorysta wygrywa. Ten dramatyczny stan rzeczy daje się bardzo prosto wytłumaczyć. Radziecki car jest jednym z nielicznych polityków, którzy jeszcze uprawiają tak wykpiwaną politykę dziewiętnastowieczną. Przy zachodnich i rodzimych politykach „nowoczesnych” Władimir Władimirowicz jest wręcz skazany na zwycięstwo. Nie pomyliłem się, gdy pisałem, że obraz Putina na zachodzie zmienił się diametralnie, ale nic się nie zmieniło w relacjach z Rosją Radziecką. Do tej pory radziecki przywódca był nazywany demokratycznie wybranym prezydentem, wprawdzie Rosja jest dopiero na drodze do demokracji i wyżywa się na homoseksualistach, ale ta droga prowadzi w dobrym kierunku. W psychologii podobna postawa mogłaby się nazywać racjonalizacją strachu, piszę, że mogłaby, bo się nie znam i nie chcę chlapnąć „syndromem królika” na wzór pewnej znanej i lubianej. Obojętnie, co ma do powiedzenia psychologia faktem pozostaje smutnym faktem. Zachód oszukiwał się w dziecinny sposób, po prostu udawał, że nie ma do czynienia z bandytą, tylko kimś w rodzaju „łobuziaka”, któremu od czasu do czasu zdarzają się wybryki, jednak do zbrodni się nie posunie. Z chwilą gdy zbrodnia dzieje się na oczach całego świata, strach stracił wszelkie racjonalne cechy i pozostał samotny. Jest gorzej niż było, ponieważ widać wyraźnie, że nikt już nie ma złudzeń kimjest Putin i jaka jest Rosja Radziecka, ale jednocześnie naga prawda całkowicie paraliżuje. Nikt dziś nie pamięta o malezyjskim samolocie, co akurat nie było trudno przewidzieć i ostrzegałem, że podniecanie się tą tragedią w kontekście Smoleńska skończy się z ręką w nocniku po same łokcie. Tak też się skończyło i nie tylko ze Smoleńskiem, ale ze wszystkim, co się nazywa „reakcją zachodu”.

Putin działa w stylu dziwiętnastowiecznych strategów, zwyczajnie gra w szachy, nie przejmuje się utratą pionków, czy chwilową defensywą, bo ma w zanadrzu kilka ruchów do przodu, a ostatecznie po prostu zlikwiduje szachistów. Dramat polega również na tym, że w tę grę potrafiłby grać prawie każdy, nawet taka niemota jak Donald Tusk, niestety, żeby grać trzeba mieć to, czym każdy facet się chwali. Gdyby malezyjski samolot strąciła Polska, zupełnie przypadkiem w czasie ćwiczeń, zostalibyśmy zjedzeni przez świat. Sankcje UE dotknąłby nas do trzeciego pokolenia i w pakiecie musielibyśmy wypłacić odszkodowania za nacjonalizację mienia żydowskiego. I to nie koniec tresowania frajerów, oczywiście niezbędne jest przeproszenie w imieniu całego narodu, wpuszczenie międzynarodowej komisji i odsprzedanie KGHM jakiemuś ekologicznie nastawionemu koncernowi z Francji lub Niemiec. Przyjmę argument, że to przede wszystkim wynika z naszego potencjału terytorialnego, militarnego, finansowego i w końcu ludzkiego, tylko nieustannie proponuję „małą” poprawkę. W życiu można przyjąć dwie postawy, wypiąć gołą dupę, albo ułożyć gardę i próbować wyprowadzić cios. Pierwsza postawa w sposób jednoznaczny skazuje na wiecznie dymanie, druga daje szansę na przeżycie.

Jeśli nie zmienimy swojej pozycji wyjściowej, zostaniemy z gołą dupą na wierzchu i będziemy dymani przez niedźwiedzia, ku radości zachodu. Od czego zacząć? Od początku, wyprostować się i założyć spodnie, to warunek podstawowy, który przywraca podmiotowość. Dalej będzie trudniej, chociaż ten poziom stosunków międzynarodowych mieliśmy wypracowany, o słodki paradoksie, za komuny. Mam na myśli dowcipy o Ruskich i Niemcach, ogólne nastawienie do „przyjaznych” narodów. Jeszcze 30 lat temu zdecydowana większość Polaków nie powtarzała bredni o przyjaźni polsko-radzieckiej, a Niemców widziała tylko w czarnych lub brunatnych mundurach. Bez powrotu do utraconego stanu świadomości nie uda się nic i nie zrobimy kolejnego kroku, którym jest krok militarny. Nie mogę słuchać pacyfistów proponujących nam wydatki na kulturę zamiast czołgów i rakiet. Jesteśmy skazani na posiadanie średniej wielkości armii, uzbrojonej co najmniej przywozicie, w przeciwnym razie będziemy łożyć na kulturę, ale radziecką i germańską. Żarty dawno się skończyły, powracają historyczne koszmary, a na przykładzie malezyjskiego samolotu łatwo sobie wyobrazić, jak długo NATO i UE przejmowałoby się inwazją radziecką w Przemyślu i Białymstoku.

44 KOMENTARZE

  1. Panie Piotrze
    Uwazam, ze jest Pan czlowiekiem inteligentnym i sprawiedliwym, odpornym na pr . Moze mi cos umknelo, ale jaka jest podstawa obciazania putina lub rosji za zestrzelenie samolotu. Rozumiem taki trend. Jeszcze jedna uwaga zeby zalozyc spodnie trzeba je miec, a po 25 latach tzw.demokratycznych przemian nie jestem taki pewien.

  2. Panie Piotrze
    Uwazam, ze jest Pan czlowiekiem inteligentnym i sprawiedliwym, odpornym na pr . Moze mi cos umknelo, ale jaka jest podstawa obciazania putina lub rosji za zestrzelenie samolotu. Rozumiem taki trend. Jeszcze jedna uwaga zeby zalozyc spodnie trzeba je miec, a po 25 latach tzw.demokratycznych przemian nie jestem taki pewien.