Prześlij dalej:

“Jeśli pozwolisz by robactwo się rozmnożyło

– rodzą się prawa robactwa.

I rodzą się piewcy, którzy będą je wysławiać”

Antoine de Saint-Exupery

 

“Nic dwa razy się nie zdarza” – pisała Wisława Szymborska. Trudno dyskutować z noblistką, która strzelistymi strofami swego wiersza “Lenin” (1953) określiła przywódcę Rewolucji Październikowej “Adamem nowego człowieczeństwa”. Niemniej pozwolę sobie na niezgodę, bo po pierwsze słowa czerwonych towarzyszy tudzież towarzyszek nie robią na mnie wrażenia, a po drugie wierzę głęboko, wbrew obiegowej opinii, że to Historia, a nie Fortuna kołem się toczy i ludzkość co czas jakiś odgrzewa historyczne kotlety. Odpowiem zatem salonowej poetce jakże pięknymi słowami Bolesława Leśmiana: “A cokolwiek się stanie – stanie się to samo – złych zdarzeń powtarzalność ciąży nawet drzewom”. Każda komedia, dramat i farsa grane były po stokroć. Ergo: wszystko już było i prędzej czy później wróci.  Szczególnie złe rzeczy mają tendencję do powracania. Dzieje się tak, gdyż – pisałem o tym nieraz – Historia to nauczycielka, która nigdy nikogo niczego nie nauczyła i ludzie w kółko powtarzają te same błędy, dając się nabrać na syreni śpiew inżynierów społecznych. A jak wróci to, o czym za chwilę przeczytacie, to świat znów spłynie krwią niewinnych ofiar. Dlatego trzeba zrobić coś, co zniweczy bezlitosne fata. Ma to ogromne znaczenie, jest to de facto szekspirowskie “być albo nie być” następnych pokoleń. Nie będzie to jednak zwykła recenzja filmowa, gdyż opisywany obraz posłużył mi do osobistych, mocno emocjonalnych porachunków z Imperium Zła, które wbrew zakłamanym zaklinaczom rzeczywistości podnosi parszywy łeb. Poza tym jest to obraz nienowy – minęło już 10 lat od jego nakręcenia. Nie mniej jest wciąż aktualny, a jego przesłanie pozwala lepiej zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość. Dlatego przeczytajcie uważnie mój tekst, obejrzyjcie reklamowany film, wczytajcie się w powyższe słowa Saint-Exuperiego i rozpocznijcie bezlitosną dezynsekcję. Bo podążanie drogą współczesnych neomarksistów i postmodernistów, uleganie modzie politycznej poprawności, polityka tożsamości i równanie na siłę w imię fałszywie pojmowanej tolerancji wprost prowadzi do powtórki z historii.

Dokument “The Soviet Story” (polskie tłumaczenie “Sowiecka opowieść”) to dzieło łotewskiego politologa Edvinsa Snore. Reżyser i autor scenariusza w jednej osobie poświęcił 10 lat życia na zbieranie materiałów do swojego filmu. Powstał on, co mnie osobiście szczerze zaskoczyło, z funduszy Unii Europejskiej. Podróże po Europie, odwiedzanie bibliotek i archiwów, wywiady i rozmowy z profesorami i świadkami przyczyniły się do powstania szalenie rzeczywistego i przerażającego zarazem obrazu. Dzięki katorżniczej pracy powstało arcydzieło, które bez cienia przesady powinno być lekturą obowiązkową. I  nie mam tu na myśli lektury szkolnej, czyli przymusowej. Po prostu każdy musi poznać jego treść. Dlaczego? Dlatego by wreszcie, przez wiedzę z niego płynącą, unieważnić wersy Leśmiana i zrobić ze mnie idiotę, obalając tezę o Historii jako kiepskiej nauczycielce. Poniżej daję pięć subiektywnych powodów, dla których należy go obejrzeć.

Powód 1 – Kolejny “Półkownik”

 

Strony

Źródło foto: 
7347 liczba odsłon

Autor artykułu: nurniflowenola

3 (liczba komentarzy)

  1. avatar

  2. Zamiast Leśmiana proponuję Mądrość Koheleta...Ponieważ źródło, a właściwie jedno ze źródeł bije w fałszywie pojmowanej fascynacji Trzecim Rzymem w Rosji.

    Dopiero na takim fundamencie cywilizacyjnym mógł Lenin przekuć idee Marksa w praktykę komunizmu. U nas w Polsce po prostu co trzydzieści lat byłoby powstanie.

  3. Przydatna lektura: "Listy z Rosji" Astolphe Custine; "Myśl w obcęgach" St. Cat-Mackiewicz; "Święta Ruś" Alain Besançon. O dziełach J. Mackiewicza nie muszę wspominać.

  4. Strony