Kościół Katolicki porwali Marsjanie!

Prześlij dalej:

Z kolei sama instytucja opisana ustami kronikarzy bardzo przypomina marsjańskie kluby „Go Go”, w których starzy bywalcy z jednej strony nie potrafią przełamać konserwatywnego nastawienia do striptizu w wykonaniu mężczyzn w ciąży, z drugiej specjalny komitet walczy z pedofilią – chorobą najzamożniejszych właścicieli marsjańskich „Go Go”. Ziemski Kościół Katolicki w oczach Marsjanina wysłuchującego ekspertyz „ludzi kościoła” jawi się jak instytucja odpowiadająca za życie seksualne i ginekologię dzikich i poza tą „misją” kościoła nie widać innych elementów pozwalających na identyfikację. Prócz ekspertów i kronikarzy niezwykle istotną rolę pełnią najwierniejsi z wiernych Kościoła Katolickiego. Ich profil nie jest trudny do nakreślenia, a powtarzalność profilu uderza każdym detalem. Wiek i płeć obojętna, włosy ułożone żelem w mniejszego lub większego koguta, chińskie trampki, podkoszulki ze śmiesznym napisem, okulary typu Suzin, kolczyk na widocznej lub wyeksponowanej części ciała. Żywią się pizzą i potrawami jednogarnkowymi z foli. Najczęściej przerwali studia albo nie pamiętają jaki ukończyli kierunek – taki „syndrom zająca”. Mają poważne problemy z ustaleniem swojej tożsamości płciowej i dlatego ciągle wysyłają sms-y w kosmos, ze swoich archaicznych telefonów sterowanych palcem wskazującym. Modlą się codziennie do jednego zakonnika i jednego lidera, proszą o zdrowie dla ojca i prezesa, bo bez nich nie widzą sensu i smaku życia. Rzucają na tacę dyrygentowi orkiestry, jedzą surowe ryby z ryżem. Sami siebie nazywają cywilizacją, oświeceniem, otwartością, tolerancją, nowoczesnością – dziećmi niechcianego boga. Msze odprawiają na ulicach w lateksowych strojach motyli, boją się wszelkich symboli zbudowanych z dwóch elementów połączonych pod kątem prostym – uważają, że to zagrożenia dla ich wolności.

Chyba byłoby z grubsza wszystko, taki raport sporządzony na Ziemi i przesłany na Marsa powinien przybliżyć tamtejszym kosmitom Kościół Katolicki, jedną z najpopularniejszych w ziemskiej telewizji instytucji. Wbrew pozorom i niepotrzebnym lękom wcale tak ciężko nie było, nie takie rzeczy robiło się na Marsie. Nieco gorzej przedstawiają się konsekwencje. Szczerze powiem, że nie mam bladego pojęcia po co moim marsjańskim przełożonym był potrzebny ten raport. Nie wiem kto to będzie analizował, jaka marsjańska komórka: Ministerstwo Kultury Kosmicznej, czy też może Ministerstwo Wojen Gwiezdnych. Intencje i plany moich przełożonych stanowią dla mnie wielką tajemnicę, bywało już, że wysoko postawieni decydenci marsjańscy zafascynowani lub przerażeni ziemskimi zjawiskami dokonywali spektakularnych akcji. W takich okolicznościach prosto z fotografii porwano na Marsa kilkudziesięciu zasłużonych dowódców Rewolucji Październikowej, w podobny sposób lecz dużo wcześniej wymarły ptaki Dodo. W sumie nie ma się co martwić, bez względu na zamiary marsjańskiego szefostwa, przy tak precyzyjnej charakterystyce Kościoła Katolickiego, ekspertów katolickich i wiernych, nikt poza wymienionymi nie powinien czuć kosmicznego zagrożenia. Na szczęście ludzkości jako takiej nic nie grozi, ponieważ Marsjanie zainteresowali się tylko i wyłącznie szczególnym gatunkiem żyjącym na Ziemi. W skrajnie pesymistycznym scenariuszu, gdzieś w okolicach ulicy Czerskiej i Wiertniczej znikną dwa kościoły – to Marsjanie wezmą stado owieczek i pasterzy na łono marsjańskiego Abrahama albo do laboratoriów celem zanurzenia w formalinie.

Strony

6261 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

5 (liczba komentarzy)

  1. w nomenklaturze zielonoświątkowej, nazywa się pochwyceniem.
    Kontrowersje to chyba jedyne dziś miejsce, gdzie człowiek czuje, że jeszcze nie ocipiał ze szczętem i że nie jest odosobniony w postrzeganiu siebie i bliźnich.

  2. Siły postępu są tak mocno zaangażowane w problem konklawe, bo mają idiotyczną nadzieję na wybór kogoś w rodzaju Rakowskiego,  który uroczyście odprawi ostatnią mszę i krzyż każe wyprowadzić.
    Zero szans.
    Nie śledzę tematu,  bo mój wpływ na wynik konklawe jest stosunkowo mały.

  3. Przypomniałem sobie nazwisko tego "krytyka" z Bożej łaski. Andrzej Wróblewski Ibis.

  4. Chyba jeszcze bardziej udzielał się Janusz Ekiert

  5. Kydryńskiego tam nie było:-)

  6. Strony