Prześlij dalej:

Google sprowadziło mnie na Ziemię. Kto da wiarę, że domorosły socjolog z tytułem magisterskim, dopiero w ostatnich miesiącach poznaje marketing i zarządzenie? Niestety tak się właśnie dzieje i Bóg jedyny wie, jak to się skończy. Na koncie Google Analytics widać wszystko jak na dłoni, z jakich krajów przychodzą Czytelnicy, ile czasu przebywają na stronie, czy klikają na linki odsyłające do innych tekstów. Tych parametrów jest więcej niż chce mi się wymieniać, a za dodatkową opłatą mogę się dowiedzieć kto z kim śpi i w której minucie osiąga orgazm. Jeśli przesadziłem z precyzją analizy danych, to tylko trochę albo nie mam pojęcia, który pakiet wykupić.

Przejrzałem te wszystkie tajne dane i pierwsze komunikaty z czerwonym wykrzyknikiem. Okazało się, że portal kontrowersje.net ma 55% odrzuceń, co prawdę mówiąc nie bardzo mnie zaskoczyło. Znam z grubsza mechanizm za to odpowiedzialny, ludzie zadają wyszukiwarce pytania, a ta wyrzuca odpowiedzi. Gdy się wpisze: „sprzedam Golfa”, to wiadomo, że wyskoczy oferta znanych portali aukcyjnych. Pan pozna panią, to też hasło bez niespodzianek, ale istnieją bardziej skomplikowany frazy, na przykład: „o co chodzi z krową plus” i wtedy szukający trafiają na kontrowersje.net, po czym dowiadują się, że to portal tego debila, który nienawidzi Owsiaka i uciekają. Tak myślałem, ale 50% odrzuceń nie ma z tym nic lub ma bardzo niewiele wspólnego.

Większość statystyk dotyczy najwierniejszych Czytelników wchodzących na stronę i czytających najnowszy felieton. Algorytm Google najpodlej traktuje najwierniejszych z wiernych i to Oni wypełniają 50% odrzuceń, pomimo tego, że spędzają na portalu najwięcej czasu. Monopolista Google zupełnie się tym nie przejmuje, dla nich nie jest ważne kto wraca na stronę i czyta od deski do deski, dla nich liczy się to ile razy nie człowiek, ale użytkownik, kliknie na wszystko inne, co się wokół tekstu i w samym tekście znajduje. I tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa w „aktywność”, bo wcale nie chodzi o odpalanie reklam, czego większość nie robi i za co Google potrafi dać bana, jeśli aktywność jest nadmierna. Chodzi o to, aby siedzieć na stronie i co 30 sekund zmieniać zainteresowania. Żadnej konsekwencji, tylko bezmyślne bieganie z pęcherzem.

Stąd się biorą te wszystkie „interaktywne” projekty, galerie zdjęć, quizy oparte na zaznaczaniu i przechodzeniu na kolejne strony. W końcowym efekcie autor tekstu dowiaduje się od Google jak bezsensowne jest jego pisanie i nie przedstawia żadnej wartości. Z kolei Czytelnik po drugiej stronie ekranu, który przeczytał tekst w całości i niczym innym się nie interesował, w świecie statystyk jest… zerem. Jeśli czytasz to, co się interesuje, ale nie interesuje cię nic poza tym, to jesteś nikim, nie ma cię, nawet w Google. Jesteś odrzucony! Mnie to zaskoczyło, naprawdę, bardzo mnie to zaskoczyło. Głupiego nie będę udawał, zawsze wiedziałem, że wszystko się obraca wokół liczb i co za tym idzie pieniędzy, jednak nie przyszło mi do głowy coś takiego, że „klientów” zadowolonych z „towaru” traktuje się jak zero. Nie ma Was, Szanowni Czytelnicy, nie istniejecie.

Strony

Źródło foto: 
33218 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

17 (liczba komentarzy)

  1. Należę do stałych czytelników MatkiKurki, czytam każdy felieton, czasem dwukrotnie lub kilka razy. Nie bardzo się na tym znam, ale tak na wszelki wypadek będę teraz celowo otwierał Kontrowersje kilkakrotnie lub zostawię stronę otwartą przez cały czas korzystania z internetu, żeby w ten sposób zwiększyć ilość „klików” i czasu „użytkowania”.

    Pozdrawiam.

  2. Pozostawienie otwartej strony nic nie zmieni, goole chce, żebyśmy klikali w reklamy i linki a nie tylko raz załadowali strone i przeczytali - czytanie sie googlowi nie opłaca, trzeba klikac w reklamy i odnośniki, wtedy google widzi, że jest zainteresowanie artykułem i stroną - jak tylko czytamy to dla google jesteśmy zerami.

  3. hahahahah :)

  4. Czasem naprawde zadziwiają mnie googlowskie algorytmy które sensowny artykuł potrafią zdeprecjonować a jakieś bzdurne strony ciagle są wysoko w wynikach wyszukiwania. Pamietam że jeszcze jakis czas temu strasznie wkurzało mnie że cokolwiek wpisałem w wyszukiwartkę ( głównie ze spraw prawnych lub podatkowych)  to trafiałem na stronę jednej i tej samej kancelarii prawnicznej.   Przykładowo szukajac sformułowania " Jak zrobić termobulbulator"  trafiało się na stronę kancelarii z tekstem " nie mamy artylułu na temat jak zrobić termobulbulator, ale możesz o to zapytac naszego prawnika" ... 

  5. avatar

    W sumie to już nie wiem czy robię dobrze Matce, ale sobie owszem: zainstalowałem wtyczkę antyreklamowa p.t. "ad-block" i mam spokój ze śmieciami. W miejscu reklam biała PUSTKA ...

  6. avatar

    Mnie natomiast interesuje złodziejstwo, za które powinni się wziąć europedały, skoro tak walczą o dobro i prawa internautów. Dlaczego ja mam płacić za reklamy tzn: Jeżeli płacę za określoną ilość transferu np.: 1 GB u mojego operatora, to pewną część z tego stanowią reklamy, które wpadają do mnie kosztem mojego transferu. Rozumiem jeszcze jeżeli chcę, żeby twórca treści umieszczonej na stronie miał zapłacone, ale jest wiele portali czy stron, gdzie przekierowują mnie niemal na siłę i jeszcze ładują się reklamy. Przcież to jest złodziejstwo. Moim kosztem oferują mi coś na co nie mam ochoty. 

  7. avatar

    Drogi Piotrze, prosba do Ciebie. Przy przechodzeniu do kolejnej strony artykulu przez link, czy mozesz dodac #block-system-main ?

    Wygladaloby to na przyklad tak:

    https://www.kon...

     

    Ja rozumiem, ze musza byc bannery itp, ale czasem juz to meczy zeby przewijac strone pare razy bo artykul jest rozbity na 3/4 strony.

     

    Bylbym bardzo wdzieczny.

  8. Strony