zmiany



share

Przed wyborami byłem zwolennikiem tajnej techniki – na urzędach ministerialnych posadzić gołębie, a rzeczywiste zadania powierzyć jastrzębiom. Nic z tego nie wyszło, to znaczy, wyszło pół na pół. Wiadomo, że człowiek się przywiązuje do swoich pomysłów i choćby fakty weryfikowały teorie, ciężko się z przyzwyczajeniami rozstać. Z przyjemności to raczej nie, ale bez większego bólu przyznaję, że nie miałem w tej kwestii racji. Jarosław Kaczyński zrobił mix i połączył gołębie z jastrzębiami i tak powstał rząd. Efekt jest piorunujący. Gliński, Morawiecki, Streżyńska, Szałamacha gruchają sobie technokratycznie, Macierewicz, Kamiński i Ziobro robią za kije samobije i miotły automatyczne. Ostatnie podrygi medialne próbują budować wokół porządków atmosferę grozy nocnej zmiany, ale to naprawdę kabaretowe resztki. Fakty są takie, że peerelowscy funkcjonariusze z AW, ABW, SWW i SKW podali się do dymisji. Podwinęli ogony i kwiląc uciekli ze sztabów, nie trzeba ich było wyrzucać.



share

Na siłę to by się oczywiście parę analogii znalazło, ale przy użyciu rozumu nie siły, obraz rzeczywistości jawi się zupełnie inaczej. Nic się nie zgadza z latami 2005-2007. Przede wszystkim PiS ma cholernie mocną ekipę i przyznają to ze strachem najwięksi krytycy. W składzie rządu znaleźli się ministrowie, którzy przy rozmaitych „przyjaciółkach” Ewy robią za gigantów. W rządzie i koalicji parlamentarnej nie ma nikogo tak żenującego, jak Lepper, czy Giertych. Rola Tadeusza Rydzyka został zmarginalizowania i przywrócona na właściwe tory, teraz to redemptorysta musi się liczyć z Kaczyńskim, nie odwrotnie. Cały „salon” przez osiem lat wyprztykał się dokumentnie i to na poziomie politycznym, jak i medialnym. W 2007 roku działały wszystkie sztuczki, straszenie, zohydzanie, szyderstwo i wizja II Irlandii. Dziś wręcz można mówić o tym, że za „Rydzyka” robią błazny typu: Wojewódzki, Karolak, Lis.



share

Niemożliwe stało się realne i tego już nic nam nie odbierze. Nie będzie żadnych cudów nad urną, PKW nie zmieni wyniku w drugą stronę, najwyżej skoryguje o marny procent. Udało się przełamać tę pieprzoną ośmioletnią niemożność i teraz trzeba zrobić więcej na jesieni. Miliony kłamstw, tysiące fałszerstw, dziesiątki prowokacji przegrały z potrzebą, co tu dużo mówić zmiany i nic innego nie można napisać. Nowy Prezydent Polski mówi, jak Polak do Polaków i tak na gorąco najzwyczajniej w świecie jestem więcej niż szczęśliwy, że podłość i marność przegrała. Pierwszy raz starałem się wlewać w siebie i wszystkich wcale nie taki nieuzasadniony optymizm, bo ile można biadolić? Bałem się, jak każdy, momentami czułem się bezsilny, ale nie mogłem znieść głupiego gadania, że i tak ruskie serwery załatwią wszystko. Przed nami jesień i dzięki Andrzejowi Dudzie szlak został przetarty.

Strony