zdrajcy



share

Z pewną taką nieśmiałością, niczym aktorka występująca w pierwszych reklamach podpasek, ale też całkiem poważnie i świadomie od wielu lat proponuję tytułową kopię zachowań. Wystarczy przyjrzeć się działaniom Gazety Wyborczej, aby zrozumieć siłę Talmudu. Za każdym razem, gdy w Polsce ktoś krzyknie „Żydzi na Madagaskar” podnosi się rwetes od Warszawy po Nowy Jork. Z drugiej strony nieustannie wpaja się Polakom, że wszelkie próby reagowania choćby na „polskie obozy koncentracyjne”, są przejawem kompleksów, martyrologii, mesjanizmu, kalekiego romantyzmu. Dokładnie tak działa Talmud i jego naczelna reguła. Cokolwiek jest dobre dla Żyda jest fatalne dla goja i odwrotnie. My Polacy musimy po pierwsze skopiować symboliczną i narodową politykę Żydów, po drugie dokonać drobnej i jakże europejskiej korekty. Po tych zabiegach powstanie następująca recepta: „Nie wolno krzywdzić Polaków, tak jak nie wolno krzywdzić Żydów, bo wszyscy jesteśmy równi”.



share

Swego czasu głośno było o tekście Tuska „Polskość to nienormalność” i jako człowiek pracujący ze słowem patrzyłem na ten esej zupełnie inaczej niż większość zbulwersowanych Polaków. Przyjmując pewien klucz, nakładając na tę treść odpowiednią matrycę da się go wręcz odczytać jako zgorzkniały, ale jednak manifest patriotyczny. Piszę całkiem poważnie, bo wyobrażam sobie na przykład bohaterskiego dowódcę jazdy w XVII wieku, którego pułk zdradził i przeszedł na stronę Szweda. Czy w takim kontekście słowa spisane przez Tuska nie brzmią zupełnie inaczej, niż są odbierane? Z całą pewnością tak jest, ale nie ma co nakładać matryc i szukać klucza, ponieważ mamy do czynienia z zupełnie inną i niestety brutalnie prostą sytuacją. Tusk nie jest dzielnym dowódca, ale sprzedajnym żołdakiem, zakompleksionym i cynicznym poza granice ludzkich możliwości.



share

Uwielbiam takie smaczki, jak ten smaczek zatytułowany Cyryl I, apetycznie kosztowany przez najszerzej pojęte środowisko lewicowe, od tęczowej flagi, przez księży patriotów, aż gdzieś po agnostyka, który się zabrał na stopa z JPII. Fenomen zjawiska polega na czymś, co mi się kojarzy z własnym niezbyt mądrym doświadczeniem. Kiedyś sobie obiecałem, że kupię w Tesco ten szczególny gatunek raka, czy tam kraba, nazywany homarem i spróbuję tak, żeby wiedzieć czego na sam widok nie lubię. Potem wytrzeźwiałem i puknąłem się w łeb, po zabiegu łeb zaskoczył i wyszło mi, że nie muszę próbować stolca, żeby się przekonać, że smakoszem stolca nie zostanę. Z Cyrylem I i środowiskiem lewicowym jest dokładnie odwrotnie niż z moją skacowaną refleksją.

Strony