zabawa



share

Wytłumaczę się, bo jest z czego. W swojej dotychczasowej karierze internetowej dorobiłem się rozmaitych ciekawych zarzutów i tytułów, których dla higieny ciała i duszy nie przytoczę. Jest jednak taka rzecz, którą ciężko mi przypisać, a mianowicie, że dałem się poznać jako miłośnik „lajków” i uczestnik zabaw internetowych. Znacznie częściej jestem postrzegany jako sztywniak, niż facet rozrywkowy, co to kliknie podaj dalej. Za stary jestem na takie wygłupy i w zasadzie nigdy nie przejawiałem specjalnej ochoty, żeby się bawić w rozmaite głuche telefony i inne ciuciubabki. Aż tu nagle! No, nie tak nagle, raczej zupełnie spokojnie przeczytałem sobie, jak zwykle durny wypis Radka Sikorskiego, zamieszczony na portalu Twitter. Nie ma co udawać twardziela, człowieka rusza głupota i podłość, choćby się zapierał, że nie zwraca na to uwagi. W pierwszej reakcji też chciałem machnąć ręką, bo i cóż było robić w obliczu takiego szczeniactwa:



share

Człowiek ma naturalną tendencję do dominacji, nawet największy pantoflarz, czy szara gąska w samym środku własnych przemyśleń nie przyjmuje do wiadomości, że nie jest wodzem. Czy to wstęp do oceny Pawła Kukiza? No nie, zdecydowanie nie, to podsumowanie pasuje nas wszystkich i każdego z osobna bez względu na to, czy żyjemy w grupie, czy masie nie stanowimy żadnego wyjątku. Pawłowi Kukizowi życzyłem jak najgorzej, gdy tylko się zorientowałem, że mamy do czynienia z kompletnym politycznym ignorantem, do tego człowiekiem, który z jednej strony pyskuje w Internecie, a z drugiej daje sobą miotać od lewa do prawa i gubi się w codziennych realiach życia. Wszystkie polityczne dyskwalifikacje uzupełnia skłonność do alkoholu i spontaniczne wyrzucanie żalów z wątroby, o ile nie zabraknie połączenia z siecią, bo inaczej się nie da. Jako posiadacz większości wymienionych wad charakteru, z wyjątkiem poddawania się mistrzom ceremonii, wiedziałem, że los Kukiza jest przesądzony.



share

Chyba jestem sztywniakiem, konserwą, wapniakiem i tetrykiem jednocześnie, bo nic mi tak w ostatnim czasie nie podnosi ciśnienia, jak rozsiewający się po świecie idiotyzm nazywany „szlachetną akcją”. O tym co było inspiracją dla kabotyńskiej „zabawy” polegającej na wylewaniu wody i wysypywaniu lodu na łeb, dowiedziałem się po kilkunastu scenach odegranych przez mniejszych i większych błaznów. Czy to świadczy o mojej wiedzy i inteligencji? Niekoniecznie, wszak ta „zabawa” dla mądrych inaczej miała właśnie nagłośnić poważne schorzenie, tymczasem i jak zwykle nagłośniła kilka zapomnianych gwiazd ekranu i estrady oraz podtrzymuje dochody wszystkim, którym ciężko ze sceny zejść pokonanym. Zastanawia mnie jedno, dlaczego zawsze i prawie wszędzie schemat głupoty się powtarza. Najpierw pojawia się coś niezwykle prymitywnego, potem dodaje się do tego szlachetne motywacje i oczywiście nieodzowną charytatywność.

Strony