wyrok



share

Usta milczą, dusza śpiewa – gimnastyka. Pierwsze co się rzuca w oczy i na uszy, po wypowiedziach rozmaitych magów usiłujących określić zawartość cukru w cukrze. Doktor G., został skazany w pierwszej instancji, czyli sądzie rejonowym za kilkadziesiąt przestępstw i okazało się, że taka liczba jest zbyt skromna, aby wobec doktora nie stosować dialektyki marksistowskiej. Proszę nie przesadzać z liczbą przestępstw, pamiętajmy, że to dotyczy przyjmowania gadżetów, półlitrówek, zegarków, kopert, kryształowych waz i nieważne, że tak 150 razy. Prócz przeboju wiecznie żywej Maryli Rodowicz, przypominają się również dwa głupie dowcipy. Podjeżdża mróweczka przed CPN i pyta ile kosztuje kropelka benzyny. Nic nie kosztuje – odpowiada gość od obsługi dystrybutora. To proszę mi nakapać cały bak. Drugi głupi dowcip. Jak pan kupi tę musztardę, to ma pan 20% gratis. W takim razie poproszę same 20% gratis.



share

Fakty: Sąd skazał byłego ordynatora kardiochirurgii warszawskiego szpitala MSWiA na rok więzieniu w zawieszeniu na dwa lata i grzywnę za przyjęcie ponad 17,5 tysiąca złotych łapówek.

Domniemania: mobbing, molestowanie seksualne i najbardziej znany zarzut Ziobry: „ Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie". W wyroku nieprawomocnym sąd oddalił zarzuty o mobbing i molestowanie. „Pozbawianie życia” nie było przedmiotem rozprawy dr G. G. wcześniej wygrał proces cywilny wytoczony Ziobrze, który w 2010 r. przeprosił go za wypowiedziane na konferencji prasowej słowa. Lekarz wygrał też cywilne procesy z "Faktem" i "Super Expressem" za słowa, że G. "zabijał w rządowym szpitalu" i nazwanie go "doktor-śmierć".

Pismakami z brukowców nie ma się co zajmować. Szkoda czasu.



share

za: TVN24
"Ryszard Klimek został doprowadzony do bankructwa. Musi zwrócić prawie 250 tys. złotych. Dwa lata temu sąd źle zinterpretował prawo, przyznał mu 200 tys. zł odszkodowania za niesłuszne zwolnienie z pracy, a teraz żąda zwrotu całej sumy, którą mężczyzna oddał potrzebującym.
Klimek pełnił funkcję szefa zakładowej "Solidarności", w firmie przepracował 38 lat. Kilka lat temu, gdy firma była prywatyzowana, został zwolniony. Wystąpił do sądu o odszkodowanie i wygrał - dostał 200 tys. złotych. Wsparł finansowo kilkadziesiąt osób. Do tego pomógł kilkunastu rodzinom z Kazachstanu, które zamieszkały w Polsce. Były pracodawca Ryszarda Klimka doprowadził do kasacji wyroku. Sąd Najwyższy stwierdził, że błędnie interpretowano zapisy układu zbiorowego pracy. Wyrok zmieniono – mężczyzna musi oddać prawie 250 tys. złotych. Ma na to tydzień."

Strony