wygrana



share

Znam na pamięć wszystkie schematy „polemiczne”, jakimi ludzie się posługują w Internecie i nie muszę wysilać wyobraźni, aby zobaczyć i usłyszeć falę oburzenia połączoną z zarzutami agenturalnymi. Jątrzę, kombinuję, dostarczam paliwa i tak dalej. Nic z tych rzeczy, myślę i dzielę się myślami. Swego czasu „prawicowa blogerka” dbając o swój złoty interes polegający na szkoleniu tych, którzy szkolą, wypisywała podobne rzeczy, że nie jest przygotowana na zwycięstwo PiS i trochę żal jej Komorowskiego, bo upadnie wiele fajnych projektów.



share

W najbliższych wyborach samorządowych PiS musiałby się bardzo postarać, żeby zająć drugie miejsce, ale kalendarz wyborczy jest dość paskudny dla opozycji i korzystny dla władzy. Partia, która zalicza serię zwycięstw jest niesiona przez falę, gorzej gdy zwycięstwo staje się incydentem, wtedy mityczny trend się odwraca. Samorządowe zmagania PiS ma raczej do przodu, potem trzeba się będzie zmierzyć z wyborami prezydenckimi i dopiero na końcu bitwa o wszystko, czyli wybory parlamentarne. Drugą kadencję Komorowskiego niestety uznaję za formalność, co gorsze boję się wygranej w I turze. Nie wiem, co musiałby się stać, żeby Komorowski przegrał, a gdybym miał koniecznie coś wskazać, to wybrałbym rywalizację wewnątrz PO i kandydowanie Tuska. Scenariusz mało realny, pomimo plotek i podchodów, które rzekomo w tym kierunku były czynione i stały się częścią afery podsłuchowej.



share

Pierwsze licea „społeczne” powstały na początku lat 90-tych i w tamtym czasie pierwszymi absolwentami liceów były dzieci sekretarzy PZPR przemieszane z nowobogackimi właścicielami dawnych geesowskich i społemowskich supersamów. Rodzice błyskawicznie przekwalifikowani z kierowników GS na menadżerów, z sekretarzy na socjaldemokratów, kupowali swoim pociechom odpowiednie dla społecznego liceum umundurowanie. Towar nabywali już nie w Pewex’ach, ale w firmowych sklepach Leevi’s, po czym lesigowanym Mercedesem z kratką odwozili dziedziców fortuny do samych drzwi szkoły. Dzieciak sobie chodził na lekcje i od czasu do czasu zagonieni menadżerowie zaglądali do dzienniczka, a tam niespodzianka – „trzy na szynach”, mierny, „trzy na szynach”. No, nie! Tak nie będzie, żebym jak ku..a sobie od ust odejmował, za dzieciaka ciężki pieniądz płacił, a te skurwy..y nawet nie raczą nauczyć jak potrzeba?!

Strony