wybory



share

Jaki dziś mamy dzień? U mnie, w Biskupinie na Dolnym Śląsku, bardzo przyjemny, lekki wiaterek, ani za gorąco, ani za ciepło, biometr korzystny, pyli tylko lipa. Poza tym mamy 7 lipca 2019 roku i nie jest to jakaś wyjątkowa data związana z ważnym wydarzeniem, ale jest to ważny punkt odniesienia. Do wyborów zostało 3 miesiące, co niechcący i między wierszami, ogłosił premier Mateusz Morawiecki. 13 października odbędzie się bitwa o wszystko, a tym czasem tylko jedna armia jest uzbrojona, posiada sprawdzony sztab i niezawodną strategię.



share

Tak sobie nieskromnie myślę, że moja przewaga, czy jak kto woli „wartość dodana”, która wyróżnia mnie na tle pozostałych publicystów i felietonistów, to wcale nie talent. Najbardziej sobie cenię w „mojej osobie”… pracę fizyczną. Gwarantuję wszystkim gryzipiórkom, że po jednym dniu na budowie albo w warsztacie samochodowym nigdy w życiu nie wróciliby do filozoficznych rozpraw o wyższości pracy intelektualnej nad robotą fizyczną. Zresztą nie istnieje coś takiego jak ciężka praca intelektualna, może być trudna, wybitna, ale nie ciężka.



share

Czy w polityce nie bierze się jeńców? Oj głupi ty jeden z drugim! Pewnie, że się bierze i używa jako argumentu w walce. W sezonie ogórkowym mamy całą serię utopień przeplatanych z komunikatami, że trzeba dużo pić. Przerwy między tragicznymi wypadkami uzupełniają niesforne zwierzęta: łosie, dziki, cietrzewie i co się na kamerę nawinie. Trudny to czas dla polityków, nic się nie dzieje, a to znaczy, że jest problem. Pod coś się trzeba podczepić, gdzieś warto zrobić zadymę, w przeciwnym razie biznes nie będzie się kręcił. No i nagle na plaży pojawił się gniot reżysera od gniotów.

Strony