wyborcy



share

W nieskończoność można powtarzać, że nie ma alternatywy dla PiS i obecnego rządu, ale tych rytualnych zawołań, choćby polegały na prawdzie, nikt poza partyjnymi wyznawcami, słuchał już nie będzie. Istnieje inna, bardziej obiektywna prawda i ocena, którą da się sporządzić przy pomocy prostych narzędzi. Od siedmiu miesięcy w PiS i w rządzie mamy postępującą degrengoladę, nie zadyszkę, nie zmęczenie materiału i nie kryzys, ale dokładnie degrengoladę. Ludzie często używają słów, których znaczenia nie rozumieją, a ponieważ wiem, że wielu przedstawicieli władzy i PiS czyta moje felietony, to małe wyjaśnienie. Degrengolada to nie jest zwykły upadek, tylko upadek moralny i tak w tej chwili wygląda upadły obóz rządzący.



share

Jeszcze parę miesięcy temu, gdy wskazywałem na kompromitację PiS związaną z majowymi wyborami, otrzymywałem serię ekstra emocjonalnych inwektyw, znanych od lat. Klasyczna wiązka od agentów, do „kto ci płaci”, aż po życzenia, żebym zdechł lub chociaż ciężko zachorował. Na czas wyborów prezydenckich dało się odczuć odstani zryw porozumienia ponad podziałami, chociaż już wtedy pojawiły się pierwsze „nie idę na żadne wybory” i były konsekwentnie realizowane. Po wyborach wszystko wygląda już inaczej i nie mówię o poparciu dla PiS w wymiarze sondażowym, bo tutaj tradycyjnie dzieją się cuda, ale o nastrojach wśród ludzi, którzy poświęcili kawałek swojego życia prywatnego i zawodowego, aby nie dopuścić do powrotu najgorszej władzy PO-PSL jaką mieliśmy od 1989 roku.



share

Od marca ślepy zobaczy i głuchy usłyszy, że mamy w PiS kryzys polityczny, porównywalny z kryzysem w 2010 roku i nie chodzi o katastrofę smoleńską. Przypomnę, że wówczas zaczął się rozpad i powstały różne kanapy polityczne, najpierw PJN, o którym nikt już nie pamięta, potem Solidarna Polska, póki co zachowująca swoją tożsamość. Napisałem, że kryzys jest porównywalny, co nie znaczy taki sam. Inne są okoliczności, zupełnie inny układ sił i kompozycja całej sceny politycznej, ale rozjazd w ramach jednej formacji jest widoczny gołym okiem. Na chwilę przed zwycięstwem w 2015 roku i tuż po, PiS miał przemyślaną strategię i szedł jak burza ze zmianami. Było to możliwe wyłącznie dzięki jedności całego obozu, który przede wszystkim się bronił i atakował wspólnego wroga. Dziś to wygląda zupełnie inaczej.

Strony