wolność słowa



share

Wymiar sprawiedliwości nie daje odpocząć i nie bierze udziału w rozgrywkach sezonu ogórkowego. Jeszcze ciepły wyrok sądu cywilnego w sprawie naruszenia dóbr osobistych pani Janowskiej (Głodek), wywołał lawinę komentarzy, co nie jest niczym nowym, ale sam wyrok to niestety absolutna premiera. Wydawca „Super Expressu” ma zapłacić 150 tysięcy kary i to jeszcze nie wszystko, bo niematerialną formą zadośćuczynienia ma być 30 kolejnych okładek z przeprosinami, czego domagał się mecenas… Roman Giertych. Odsapnijmy na chwilkę od tego kuriozum, które nie miałoby najmniejszych szans na zaistnienie w krajach szanujących wolność słowa ponad wszystko i wróćmy do innej sprawy. Parę dni temu Gazeta Wyborcza wygrała proces w I instancji. Sąd oddalił pozew PiS o naruszenie dóbr partii PiS. Mój komentarz do wyroku zawierał się w 140 znakach i brzmiał następująco: „W procesie GW przeciw PiS zdecydowanie jestem po stronie GW”.



share

Wdawanie się w dyskusję zna temat obiektywności mediów to zajęcie dla pensjonarek i zawodowych propagandzistów, ewentualnie doskonała rozrywka przy prasowaniu pościeli. Takie zwierzę nie istnieje i co więcej nigdy nie istniało. Wykładu nie mam zamiaru robić, ale tak dla historycznego porządku przypomnę, że początki dziennikarstwa były znacznie poważniejsze niż deliberowanie, co jest prawdą, a co imaginacją. Skąd się wzięło starożytne powiedzenie: „Nie zabija się posłańca przynoszącego złe wiadomości”? Z życia, wyłącznie z życia, po tragicznej śmierci wielu posłańców ukuła się ta humanitarna reguła. Zostawiam zatem bzdurne dywagacje odnoszące się do nieistniejących zwierząt i przechodzę do rzeczy. Człowiek jest od tego, żeby myślał, dlatego nie powinien się kurczowo trzymać tez, które się zużyły, ale równie wielkim grzechem jest porzucanie prawidłowych diagnoz ze względu na ich kontrowersyjność.



share

Prawo trzeba znać, prawo trzeba czytać, choćby dlatego, aby w sposób bezrozumny nie pozbawiać się przyjemności i nie narażać na przykrości. Przy okazji kolejnych wyborów mamy wyraźny podział na dwie Polski. Jedna Polska ze strachu całkowicie zamyka buzię, druga uprawia coś w rodzaju dowcipnej grypsery. Poza "dwiema Polskami" są też nieliczni piszący i mówiący otwartym tekstem na kogo będą głosować, kogo nie lubią, a komu w życiu nie zaufają. Życie pokazuje, że nie pierwszy raz to nie większość, ale zepchnięci na margines mają rację, ponieważ czytają przepisy prawne. Nie jest prawdą i nigdy nie było, że zwykły Kowalski w czasie ciszy wyborczej nie może sobie w Internecie, czy w barze przy piwie, swobodnie rozmawiać na tematy polityczne. To absolutna bzdura i histeria powielana od wielu lat. Przypisy w tej materii są jasne, jak słońce i proste do przyswojenia.

Strony