wojna



share

Zaczęło się wczoraj w nocy, ci co to załapali się w szkole na język angielski, nie radziecki, poszli cwanym skrótem i dotarli do „zagranicznego Internetu”. Czym się różni „zagraniczny Internet” od „polskiego Internetu”? Przymiotnikiem i to wszystko, dalej są te same schematy, ta sama wartość, ale też ten sam śmietnik, przez który trzeba się przebić, żeby się nie narazić na śmieszność. Niewielu się to udaje, za to wielu bezrefleksyjnie powtarza brednie i nawet nie myśli o jakiejkolwiek weryfikacji. Tym prostym sposobem i umysłem w ciągu kilku minut można w Internecie, niczym Franek Dolas, rozpętać wojnę światową. Dokładnie z taką wojną mieliśmy i mamy do czynienia od północy, a konkretnie chodzi o atak irańskiego złomu, nazywanego rakietami, na bazy amerykańskie w Iraku.



share

Eksplorowanie i eksploatowanie kazusu Banasia przestało mnie bawić i interesować, szczególnie po wczorajszych reakcjach części elektoratu PiS, zwyczajnie nie chce mi się z Wami gadać, jak mawiał klasyk. Rzecz jest prosta, TVN zrobił „materiał” w swoim stylu, gra świateł, zmienione głosy, zasłonięte twarze, dobrana muzyka grozy i to widzi każdy roztropny człowiek. Natomiast nie zmienia to faktu, że sprawami Banasia w końcu zajęły się służby, które dotąd spały i doszukały się nie tylko biznesów z gangsterami, ale parę innych kwiatków odnaleziono i utajniono. Był już jeden taki, co chciał bronić jak niepodległości wszystkich z PiS, wróć, wszystkich z PO i nazywał się Sławek Neumann. Dla mnie sprawa jest zamknięta, po decyzji Mariusza Kamińskiego, człowieka bez skazy i kompromisu.



share

Codzienne pełne hipokryzji zabawy w „niezależność” organów i instytucji państwowych to zabawy dla naiwnych, a mówiąc wprost dla głuptasów. Nigdzie nie świecie coś takiego nie istnieje, prezesów sądów najwyższych, szefów służb specjalnych, generałów i nawet papieża wybiera się politycznie. Cały świat obserwował jak Obama przed oddaniem fotela prezydenta USA próbował zrobić to samo, co PO z TK i obsadzić prezesa SN. W końcu po ciężkim boju swojego kandydata przepchnął Trump. „Swojego”, czyli takiego, który politycznie odpowiada i Trumpowi i republikanom. Taka sama sytuacja jest w mediach, nie ma „obiektywnych” mediów, wszystkie duże telewizje, radia, gazety, portale, mają preferencje polityczne i to bardzo wyraźne.

Strony