władza



share

Do Polski dochodzą jakieś postrzępione fragmenty kampanii wyborczej w USA, która w zgodnej opinii znawców tematu została uznana za największą żenadę w historii. Żaden ze mnie znawca, ale cóż to za nowość, pamiętam poprzednie kampanie i jakiś specjalnych różnic nie wiedzę, poza jedną. Clinton palił bez zaciągania i nie przeszkodziło mu tu wygrać wyborów, bo jednak miał jakąś myśl przewodnią, „gospodarka głupcze!”. Obecni rywale nie mają kompletnie nic, całe zamieszanie polega na wymianie bzdetów, ta się przewróciła, tamten złapała modelkę „za cipę”. Wszystko, co mają amerykańscy politycy do powiedzenia swoim obywatelom.



share

Wszędzie cisza, jak makiem zasiał, aborcja zniknęła z wokandy dnia jeszcze szybciej niż się pojawiła. Zaklinanie rzeczywistości, czym się wiadome kręgi przez kilka godzin pocieszały, skończyło się niczym. Czarne kiecki i parasolki się pochowały, po drugiej stronie nie ma też żadnych protestów pro-life. Pomimo początkowego zgrzytu i błędu PiS, Kaczyński wykorzystał okoliczności perfekcyjnie. Jest więcej niż pewne, że protestów w tej skali nikt w PiS nie przewidział, ale to też wyszło na dobre. Emocje się skumulowały w jednym krótkim czasie i pękły błyskawicznie, lepszego rozminowania nastrojów społecznych nikt dotąd nie wymyślił.



share

Ze wszystkich dobrych zmian jedna szczególnie koi zmysły, łagodzi obyczaje i pieści intelekt. Zmiana krajobrazu i ludzkiego otoczenia. Dzielę się tym osobistym spostrzeżeniem, bo mam wrażenie, że nie jestem samotnym estetą, ale ludzkim zwyczajem zapominamy z jak dalekiej wróciliśmy podróży. Według carskiej normy urzędnik ma być tak głupi, żeby swoją ewentualną mądrością nie czynił przykrości zwierzchnikowi. W politycznych realiach teoretycznym zwierzchnikiem władzy jest suweren i przez dwie poprzednie kadencje carska zasada doboru kadr była wypełniona, co do przecinka.

Strony