władza



share

Przez prawie dekadę z każdej lodówki wyskakiwało wiecowe zawołanie „oni stali tam, gdzie stało ZOMO”. Słowa te wypowiedziała zła Baba Jaga przebrana za Jarosława Kaczyńskiego albo odwrotnie, bo co telewizja i gazeta, to inna wykładnia. Żadna „dorżnięta wataha”, żadne „bydło” nie było w stanie zagłuszyć stojącego ZOMO, które wykopało głębokie rowy podziału w polsko-polskiej wojnie. Czasy odrobinę się zmieniły i doszły nowe, niezmiernie interesujące wypowiedzi polityków, ale nadal ciężko wskazać następcę Baby Jagi uzbrojonej w krwiożerczego kota Alika. Co i rusz frakcje bezpieki dostarczają dziennikarzom nagrania polityków z prawdziwymi przebojami i jak dotąd nic nowego nie wskoczyło na ogólnopolską listę przebojów. Wydawało się przez moment, że „chuj, dupa i kamieni kupa” będzie nowym refrenem RP III, jednak do tanga trzeba dwojga, co w tym przypadku oznacza, że media muszą puszczać słowa i melodię, aby lud sobie przy robocie nucił i pogwizdywał.



share

Przez wiele lat walczyłem z mitem siły Internetu wskazując na pewną wtórność sieci, co brzmi jak herezja, ale chodzi o to, że Internet w znacznej mierze zajmuje się ocenianiem mediów i przetwarzaniem informacji dostarczanych przez media. Inna istotna wada to odwieczny problem ludzkości, czyli pieniądze. Główne portale mają milionową oglądalność i miliony zysków od reklamodawców, twórcy stron niezależnych zwykle są bez grosza przy duszy, a nawet jeśli powstają takie strony jak wpolityce.pl, to nie mogą się równać z Onet.pl i Gazeta.pl. Syndrom Allegro, wszyscy wiedzą, że to serwis, który przekroczył każdą granicę nieprzyzwoitości, jednak w Internecie kto pierwszy ten lepszy. Nie zdarzyło się jeszcze, żeby jakikolwiek alternatywny pomysł wygrał z serwisem gigantem, w każdym razie nie jest mi znany taki przypadek. Przez bardzo długi czas media miały przewagę i w tej przewadze jeszcze jedną przewagę, w postaci opanowania Internetu swoimi portalami.



share

Uwielbiam wszelkie przejawy braku pokory, kocham bunt, pływanie pod prąd i z wielką radością pokazuję środkowy plac każdemu możnowładcy. Taka jest pierwsza część mojej wrednej natury, w drugiej kultywuję samodyscyplinę, konsekwencję w działaniu, ład, porządek, zawodowstwo, precyzję, racjonalizm, tradycję. Indywidualne cechy charakteru pozostające ze sobą w pozornej sprzeczności, to też odwieczny obraz konfliktu społecznego. Dwie natury obywatelskie kłócą się o formę organizacji życia narodowego optując za pełną wolnością lub pełną regulacją. Spór ten przypomina anegdotyczne ustalanie kolejności powstania jajka i kury, co z natury rzeczy powoduje brak jakiejkolwiek konkluzji. Cyklicznie pojawiają się rozmaici mesjasze, którzy na nowo odkrywają konstrukcję koła i położenie Ameryki, obiecując przy tym zupełnie nowe lepsze życie. Jednocześnie żaden z mesjaszów nie potrafi odpowiedzieć na pytanie; „Ale gdzie to jest, gdzie jest ten raj?”.

Strony