Wiedza



share

Lubię od czasu do czasu odsapnąć od polityki i wejść na równie śliski grunt, czyli wiedzę społeczeństwa o społeczeństwie. Oczywiście wszyscy narzekają na niski poziom wiedzy bliźnich, a sami mają się za geniuszy, co dotyczy również piszącego te słowa. Problem w tym, że powszechność stwierdzenia nie skutkuje ani prawdziwością, ani fałszem, wszystko zależy od okoliczności i osoby. Nie uważam się za geniusza, chociaż nad tym pracuję, ale nie jestem też na tyle głupi, aby nie odróżnić konia od osła, czy roweru od motocykla. Dlatego pozwalam sobie zauważyć, że Internet jest kopalnią analfabetyzmu funkcjonalnego i od razu odsyłam do definicji, zanim ktoś znów się popisze tolerancyjną wrażliwością i intuicją, które zastępuje wiedzę.



share

Kto chodził do szkoły i trochę na lekcjach uważał będzie miał małą powtórkę z literatury, dokładnie z III części „Dziadów”, gdzie znajdziemy list „Do przyjaciół Moskali”. W takim samym tonie zwracam się do „Przyjaciół zajobów”. Dotąd starałem się w felietonach unikać ostrych sformułowań pod adresem całych stad idiotów, którzy nie tylko uważają, że czapka z celofanu, szmatka bawełniana, czy też przyłbica z pleksi, stanowi zaporę dla najbardziej śmiercionośnego wirusa w historii ludzkości, ale w swojej fanatycznej wierze gnoją ludzi żyjących w zgodzie z wiedzą i rozumem. Dziś piszę do was, bez okazania cienia szacunku i litości, ponieważ uważam was za najbardziej aspołeczny element, żeby się posłużyć waszym fanatycznym i histerycznym językiem.



share

Od samego początku, praktycznie od pierwszej minuty, gdy ogłoszono światową paranoję, pojawił się cały pakiet szantaży emocjonalnych, klasycznych dla mowy propagandowej. Rzadko słyszało się argumenty stricte naukowe, przede wszystkim dlatego, że o modnym wirusie tak naprawdę naukowcy niewiele wiedzą. Rzeczową i racjonalną diagnozę zjawiska, które z pandemią ma tyle wspólnego, co piszący e słowa z 14-letnią anorektyczką, zastąpił bełkotliwy i sztubacki zbiór wymuszonych deklaracji: „jak mnie kochasz, to mi udowodnij”. Nagle obudziliśmy się nie tyle w nowej rzeczywistości, bo wszystkie te prymitywne narzędzia są doskonale znane od lat, ale skala przerosła wszystkie pesymistyczne przewidywania. W „szczycie” pandemii morderstwem było wyjście na spacer do lasu i takim samym ludobójstwem spędzenie Świąt z najbliższą rodziną.

Strony