Warszawa



share

Gdzie nie zajrzeć tam się pojawiają pytania kto przestawił wajchę? Ewidentnie media głównego nurtu prawie cała opozycja, w tym spora cześć PO nie mają najmniejszego zamiaru umierać za Hannę Gronkiewicz-Waltz. Wszystko prawda, ale w natłoku spraw zapomina się, że to przecież druga próba ugotowania HGW, pierwszą było referendum i warto się przy nim zatrzymać. W przeciwieństwie do obecnej sytuacji, poprzednio za HGW całą PO stanęła murem. Komorowski i Tusk dogadali się natychmiast, wszystkie frakcje w PO nie wyłączając jednostkowego Schetyny mówiły tym samym głosem. Podjęto też kroki nadzwyczajne, pierwszy raz w historii RP III prezydent, premier i cała masa autorytetów namawiali społeczeństwo nie do głosowania, ale do pozostania w domach. Ówczesna determinacja wydawała się mieć bardzo proste podłoże, chodziło o to, żeby PO nie zaliczyła precedensu i nie przegrała ważnych wyborów w Warszawie.



share

W świecie polityki nie ma przypadków, z wyjątkiem tych spraw, które wypływają przez nieostrożność lub niezwykłe zbiegi okoliczności. Oficjalne stanowiska, wywiady i oświadczenia z całą pewnością w tej grupie się nie mieszczą. Nie ma zatem najmniejszych powodów, aby ostatnie stanowisko Nowoczesnej i publikacje Gazety Wyborczej na temat „reprywatyzacji” warszawskich nieruchomości, traktować jako wypadek przy pracy. Nic z tych rzeczy, wszystko jest dokładnie skalkulowane i w odpowiednim momencie realizowane. Jeśli chodzi o Nowoczesną to wbijanie noża w plecy PO wydaje się czymś całkowicie naturalnym. Obecna etap dziejowy należy do stanów przejściowych, to znaczy, że nie ma żadnego odgórnego nakazu, który by stwierdzał kto robi za przewodnią siłę narodu. Mam na myśli dobrze znane blokady i odwracanie uwagi od złodziejstwa, co miało miejsce przez osiem lat rządów PO, ale i wcześniej, gdy namaszczono na nietykalną Unię Demokratyczną.



share

Wybrałem się dziś do Warszawy, wezwał mnie wymiar sprawiedliwości, żeby ogłosić po raz 124 staropolską sentencję: „Co wolno wojewodzie…” dalej boję się pisać, ale powszechnie wiadomo wyżej czego nie podskoczysz. Wjechałem do Warszawy od strony Łodzi, stojąc w godzinnym korku, wyjechałem od strony Janek, czyli wylot na Wrocław. Nie ma to większego wizualnego i merytorycznego znaczenia, ponieważ wjazd do Warszawy z każdej strony jest taki sam. Na początku mamy rudery, jakieś pozostałości po spalonych hotelach i oblepione plastikowymi panelami budki z żarciem, którego porządny wiejski pies by nie ruszył. Gdy miniemy te relikty lat 90-tych zaczynają się wielkoformatowe reklamy hipermarketów. Od każdej flanki znane szyldy, kłamać i zgadywać nie będę, gdzie co jest, bo się w detalach nie przyglądałem, w każdym razie od Ikei do „Nie dla idiotów”. Za fasadą „wolnego rynku” zaczyna się szereg dziwnych inwestycji.

Strony