wajcha



share

Wyjątkowo, ale tylko pośrednio wypełnię prośby nielicznych Czytelników oczekujących krótkich, kilku zdaniowych, komentarzy. Komu się nie chce czytać całości, może się za poznać z esencją i rozpocząć weekend: „Teraz najważniejsza jest kampania Andrzeja Dudy. Smoleńsk może poczekać. Czekaliśmy 5 lat poczekamy te kilka miesięcy – powiedziała Ewa Kochanowska”. Poszły dwie wajchy naraz i to jest zła wiadomość, której się przecież wszyscy spodziewali. Następne wiadomości są już bardzo dobre, bo jedną wajchą jest SKOK, drugą Smoleńsk, czyli stare zgrane metody, wypalone do imentu. Nie ma pomysłu na kampanię Komorowskiego albo nie ma zgody na kampanię Komorowskiego. Za chwilę dożyjemy 10 kwietnia i wejdziemy w ostatni miesiąc przed wyborami, a ten czas decyduje o ostatecznym wyniku. Daty wyglądają groźnie, 10 kwietnia minie 5 rocznica zbrodni radzieckiej nad Smoleńskiem i używam tego sformułowania bez względu na rytualne zawołanie „zamach nie zamach”.



share

Zdarzają się takie cuda, gdzieś na głębokiej prowincji znalazł się sędzia, który nie pozwolił z siebie, darczyńców, podatników i po prostu ludzi, robić idiotów, przy pomocy tańców na stole z wypiętymi pośladkami. Znalazła się też w samej stolicy Pani Sędzia, która poszła dokładnie tym samym tropem intelektualnym i emocjonalnym, po czym wbiła w glebę drobnego cwaniaczka Sławka Nowaka, który bełkotem medialnym usiłował załatwić sobie linię obrony. Wyrok skazujący dla Nowaka ma podwójnie ważne i historycznie znaczenie. Przede wszystkim sąd uznał Nowaka winnym we wszystkich 5 punktach aktu oskarżenia, słowem Nowak pięć razy popełnił przestępstwo. Decyzja sądu pozbawia złudzeń, ale prawdziwa kara przyszła w uzasadnieniu wyroku. Samo orzeczenie uczyniło z Nowaka przestępcę, natomiast uzasadnienie pokazało skończonego debila lub bezczelnego cwaniaczka udającego debila.



share

W ostatnim czasie wyraźnie się podciągnąłem w dyscyplinie, która dotąd była moją słabością. Odnoszę niemałe sukcesy w prorokowaniu i przewidywaniu rozmaitych zachowań i konsekwencji. Uspakajałem, jednocześnie gasząc nadzieje, że Euro 2012 cokolwiek istotnego wniesie, że będzie jakimś wymodlonym przełomem. Zupełnie nic nie wniosło, nie przyjmowałem płonnych argumentów, że będzie blamaż, bo przyjezdni staną w korkach, bo się organizacyjnie posypie. Nic się nie posypało, nikt nie stał w korkach większych niż zwykle, o żadnej kompromitacji nie może być mowy. By przewidzieć taki scenariusz wystarczyło przeanalizować wcześniejsze wydarzenia i to w dużo większej skali. Wizyty JPII przyciągały nie jakieś marne kilkaset tysięcy w kilku miejscach, ale miliony i bywało, że w jednym miejscu.

Strony