ustawa



share

No dobrze, tytuł jest kontrowersyjny, ale też tradycyjnie oddzieli mężczyzn od smarkaczy, bo mówimy o sprawach najwyższej rangi i powagi państwa. Po wczorajszej komedii z nieważnością wyborów, które się nie odbyły, mamy taki bałagan, jakiego nie było nigdy. Pominięcie Sądu Najwyższego w procedurze stwierdzającej ważność wyboru Prezydenta RP, to dodatkowe kuriozum i wystarczy jeden protest wyborczy złożony przez dowolnego wyborcę, aby Izba Nadzwyczajna musiała się tym zająć. Jednak najgorsza informacja jest taka, że z tej serii fatalnych błędów nie da się wyjść bez szkody, takiej opcji już nie ma. Jeszcze na parę minut przed otwarciem lokali można było wprowadzić stan nadzwyczajny lub gorszą wersję z dymisją Prezydenta RP, ale po tym terminie wszystko nie ma sensu.



share

Wyjątkowo ciężko idzie mi pisanie o strajku „nauczycieli” i choćbym chciał, to emocji do końca nie wyciszę. Żona nauczycielka, Córka maturzystka, w rodzinie i wśród znajomych też sporo ciała pedagogicznego. Wyłącznie mój wredny charakter i chęć uczciwego postawienia spraw, zamiast stawiania na głowie, sprawiły, że nie zostawiam suchej nitki na szkolnej hucpie. Inną trudnością jest zmęczenie tematem, malowane krowy i profanacje muzycznych przebojów trwają już trzeci tydzień i człowiek wyposażony w jakiekolwiek pouczycie estetyki musi się od tego oderwać, inaczej zgłupieje, jak zgłupiały miss pokojów nauczycielskich.



share

Jest temat z mojej ulubionej prawnej półki i w dodatku na tej samej półce leży inny mój „ulubieniec” – poprawność polityczna. Parę dni temu przetoczyła się świeża lawina domorosłych analiz prawnych i patetycznych uniesień. Zdecydowanie najlepsza minister w rządzie Mateusza Morawieckiego, Pani Elżbieta Rafalska, przedstawiła projekt ustawy dotyczący tak zwanej przemocy domowej. Już sam termin jest pokłosiem bełkotu zwanego poprawnością polityczną, przemoc to przemoc i nie ma znaczenia, czy ma miejsce w domu, czy na łące. No, ale to dopiero początek paranoi.

Strony