USA



share

Status państwa i pozycję międzynarodową wyznacza wiele czynników, ale jest jeden wskaźnik, który mówi prawie wszystko. Od tego, kto poucza państwo, targa za uszy i stawia do kąta, zależy co państwo sobą reprezentuje. Nie chcę się już znęcać na rządzącymi, bo musiałbym się też pastwić sam nad sobą, niemniej z ułańskich haseł: „koniec z polityką na kolanach”, „koniec z polityką brzydkiej panny bez posagu” i „koniec polityki poklepywania po plecach” zostały tylko groteskowe obrazki. Polska za rządów PiS została publicznie upokorzona równie mocno, jak za rządów PO, chociaż powody były zupełnie inne. PiS trzeba oddać, że mimo wszystko się starało zmienić status Polski, problem w tym, że były to działania nieudolne i wyłącznie „werbalne”, w dodatku niemal wyłącznie na krajowym podwórku.



share

Ostatnie wydarzenia w USA to kolejny obraz „teraźniejszej przyszłości”, jaki nakreśliłem w swojej drugiej powieści „Pokój”. Muszę przyznać, że mam niebywałe szczęście jako autor i straszliwego pecha jako człowiek. Wizja literacka, która nigdy nie miała cech s-f, ale była rozprawą socjologiczną i metaforą zarówno obecnych czasów, jak i kierunku w jakim zmierza ludzkość, otrzymała dwa mocne potwierdzenia. Pierwszym jest „pandemia” i krocząca za nią „nowa normalność”, drugą upadek USA pogrążonych w tej samej otchłani absurdu, w jakiej tkwi postępowa Unia Europejska. Książkę napisałem w 2012 roku i dokładnie tak sobie wyobrażałem bieg zdarzeń, który teraz możemy obserwować. Prognoza socjologiczna staje się faktem, chociaż na razie mamy etap przejściowy, taką klasyczną rewolucję, ale bez przebudzenia pozostaniemy w ideologicznej malignie na zawsze.



share

Schematyczność opinii przypisanych do takich wydarzeń, jak to, które miało miejsce w Minneapolis-Saint Paul i czym podnieca się cały świat, jest niezmienna. Zawsze uruchamiane są te same emocje i te same „słowa klucze”, a tak naprawdę zwyczajne kłamstwa. Jakie konkretne kłamstwo króluje? Nawet całkiem inteligentni ludzie bezrefleksyjnie powtarzają: „Owszem, to nie był święty człowiek, ale to nie znaczy, że policja mogła go zabić”. Dyżurna brednia udająca zdrowy rozsadek i obiektywizm. Tymczasem prawda jest taka, że policjanci z Minneapolis nie zabili wielokrotnego przestępcy i narkomana o całkowicie wyniszczonym organizmie, ale notoryczny bandzior przegrał walkę z kuszeniem losu.

Strony