USA



share

W ogóle bym się tym tematem nie zajmował, bo mnie najzwyczajniej w świecie śmieszy podnieta dzikiego plemienia, które się zapłakało i obraziło z powodu odwołanej wizyty białego człowieka. Murzyńskość w czystej postaci, ale zająłem się z prostego powodu. Jest okazja, aby na tę falę głupoty wrzucić odrobinę zdrowego rozsądku. Zacznę od samego początku, czyli od wyznaczenia proporcji. Dla 95% Amerykanów Polska ciągle jest takim krajem, jak dla Polaków Trynidad Tobago. Mało kto wie, gdzie to leży, co tam się je i czy mają tam asfalt. Przepraszam najmocniej, że lecę stereotypem, ale to przykra prawda.



share

Pewnego razu w jakimś programie kulturalnym, organizowanym w formule kuchni politycznej, wystąpił Blumsztajn z Ziemkiewiczem. Przed wejściem na antenę reżyser pokazywał rozmowy gości w poczekalni i tam Blumsztajn z pełną bezczelnością oraz charakterystycznym dla siebie fałszywym uśmieszkiem oświadczył, że skrytykował w swoim artykule Żydów, ale on może, bo jest Żydem. Prawda, że postąpił typowo dla przedstawiciela gatunku? Pewnie, że prawda i przyznam się, że początkowo chciałem skorzystać z talmudycznego patentu, ale szybko wróciłem do przyzwoitości.



share

Mamy w Polsce dziwną metodę patrzenia na rzeczy proste, z najwyższych parnasów. Po sieci niosą się piramidalne bzdury, że pani Georgette Mosbacher i David Zaslav z Disccovery realizują żydowski plan wypłaty 100 miliardów dla „ofiar holokaustu”. Inni mają trochę mniejszą, ale równie zabawną wyobraźnię i przypisują autorstwo słynnego już listu, dziennikarce TVN Kolendzie-Zaleskiej. Pojawiły się też takie głosy, że Donald Trump osobiście kazał Georgette Mosbacher wszcząć cała awanturę, aby uczynić sobie Polskę całkowicie podległą. Kabaret.

Strony