USA



share

Zaczęło się wczoraj w nocy, ci co to załapali się w szkole na język angielski, nie radziecki, poszli cwanym skrótem i dotarli do „zagranicznego Internetu”. Czym się różni „zagraniczny Internet” od „polskiego Internetu”? Przymiotnikiem i to wszystko, dalej są te same schematy, ta sama wartość, ale też ten sam śmietnik, przez który trzeba się przebić, żeby się nie narazić na śmieszność. Niewielu się to udaje, za to wielu bezrefleksyjnie powtarza brednie i nawet nie myśli o jakiejkolwiek weryfikacji. Tym prostym sposobem i umysłem w ciągu kilku minut można w Internecie, niczym Franek Dolas, rozpętać wojnę światową. Dokładnie z taką wojną mieliśmy i mamy do czynienia od północy, a konkretnie chodzi o atak irańskiego złomu, nazywanego rakietami, na bazy amerykańskie w Iraku.



share

W ogóle bym się tym tematem nie zajmował, bo mnie najzwyczajniej w świecie śmieszy podnieta dzikiego plemienia, które się zapłakało i obraziło z powodu odwołanej wizyty białego człowieka. Murzyńskość w czystej postaci, ale zająłem się z prostego powodu. Jest okazja, aby na tę falę głupoty wrzucić odrobinę zdrowego rozsądku. Zacznę od samego początku, czyli od wyznaczenia proporcji. Dla 95% Amerykanów Polska ciągle jest takim krajem, jak dla Polaków Trynidad Tobago. Mało kto wie, gdzie to leży, co tam się je i czy mają tam asfalt. Przepraszam najmocniej, że lecę stereotypem, ale to przykra prawda.



share

Pewnego razu w jakimś programie kulturalnym, organizowanym w formule kuchni politycznej, wystąpił Blumsztajn z Ziemkiewiczem. Przed wejściem na antenę reżyser pokazywał rozmowy gości w poczekalni i tam Blumsztajn z pełną bezczelnością oraz charakterystycznym dla siebie fałszywym uśmieszkiem oświadczył, że skrytykował w swoim artykule Żydów, ale on może, bo jest Żydem. Prawda, że postąpił typowo dla przedstawiciela gatunku? Pewnie, że prawda i przyznam się, że początkowo chciałem skorzystać z talmudycznego patentu, ale szybko wróciłem do przyzwoitości.

Strony