UE



share

Tydzień temu sporo szumu wywołało spotkanie Orbana z Kaczyńskim. Zgadywałem wówczas, że temat numer jeden mógł brzmieć jakoś tak: „Viktor jak ty to robisz, że ludzie za tobą idą”. Chyba nie trafiłem, bo żadnej korekty w strategii PiS nie widzę, a korekta wydaje się naprawdę prosta, oczywiście gdy się już na nią wpadnie. Orban i owszem poleciał narodową ideologią, szanowaniem Węgrów przez Węgry i całą gamą słusznych haseł, łącznie z wytępieniem komuny, ale najpierw dał ludziom chleb. Zadłużeni we frankach dostali ulgę, banki i hipermarkety podatki, obniżono cenę prądu i gazu. Tym samym Węgrzy doświadczyli cudu, oto polityk daje, nie zabiera, a jeśli zabiera to jakiejś tam Unii Europejskiej, żeby Węgrzy mieli więcej. Cała tajemnica i taka moc, że nawet podniesienie VAT-u w czasie kryzysu udało się Orbanowi racjonalnie wytłumaczyć. Ktoś powie, zaraz!



share

Mam dwie wiadomości w klasycznym układzie – dobra i zła i do tego zestawu dodaję klasyczne pytanie. Od której zacząć? Od złej? Tym razem proponuje od dobrej, bo ta będzie bardzo krótka wiadomość. Donald Tusk już wie, że nie utrzyma się na stołku europejskim, ale przede wszystkim nie ma złudzeń, co do planów Jarosława Kaczyńskiego. Nie istnieje dokładniejszy wskaźnik nastrojów „lepszego towarzycha”, niż pewność takiego cwaniaka, jak Tusk, że sprawy idą w nieuchronnym kierunku. Wieści te są więcej niż dobre, ponieważ rozwiewają wszystkie złudzenia, co do bezwzględnej i wielowątkowej ofensywy zmierzającej do wyzwolenia Polski z PRL. Jaka w takim razie jest zła wiadomość? Też związana z Donaldem Tuskiem i jego zachowaniem. Parę chwil temu Tusk udzielił wywiadu sześciu europejskim gazetom naraz i ten wyszkolony socjopata podobnych rzeczy nie robi przypadkiem. W samym wywiadzie nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdyby nie rewolucyjne wypowiedzi Tuska.



share

Kiedy media, polityk albo prezes fundacji wyłowią z wody zwłoki dziecka w 999 na 1000 przypadków można być pewnym, że zbijają na dziecku kapitał. Profesjonaliści z odrobiną wyrzutów sumienia starają się przy tym zachować maksimum pozorów i nawet poszukać jakiegoś elementu, który ocierałby się o przyzwoitość. Czasy się jednak gwałtownie zmieniają i dziś profesjonaliści siedzą jedynie w znikających zakładach szewskich, czy piekarniach rodzinnych, gdzie chleb powstaje z zakwasu, nie z proszku. Politycy, media i prezesi fundacji, to nienażarci amatorzy, dlatego też nie przykładają żadnej wagi, jakiego trupa z morza wyłowiono. Przez kilka dni to zdjęcie, które publikuję bez zahamowań, obiegło cały świat jako ilustracja do tragicznej sytuacji uchodźców syryjskich uciekających przed wojną. Zwłaszcza lewicowe i „wolnościowe” agregatory masowo produkowały dramatyczne apele pod ideologiczne tezy.

Strony