UE



share

Nigdy się specjalnie Brexitem nie interesowałem i nadal mnie nie zajmuje w takich kategoriach, które są najczęściej przedmiotem debat. Od tego, czy Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej, czy nie wyjdzie w moim przekonaniu nie zależy absolutnie nic. Gdyby wyszła nie zawaliłaby się Unia i nie zawaliłaby się Wielka Brytania. Wszelkie dywagacje w tym zakresie to takie hasłowe bzdury, pod którymi podpisują się zwolennicy i przeciwnicy Unii jako takiej, a nie analitycy rzeczywistości. Całe zamieszanie jako żywo przypomina sytuację z przełomu wieków. Wówczas tysiące cwaniaków zbudowało mit, że komputery się nie połapią i nie przeskoczą z roku 1999 na rok 2000. Wprawdzie każdy użytkownik mógł sobie bez problemu przestawić datę w komputerze i widział, że bajki o milenijnym żelaznym wilku są jedynie bajkami, ale niewiele to pomagało. Wychodzili przed kamery kolejni spece i przekonywali, że trzeba się zabezpieczyć.



share

Niemocy ciąg dalszy, żadnego pomysłu na obalenie faszyzmu pisowskiego, w kółko te same rozpaczliwe modły skierowane do bożków brukselskich. Nic nie pomaga, ani tłumaczenie, ani cierpliwe pokazywanie palcem na opadające słupki. Dodatkowo podkręconą do komediowych rozmiarów frekwencję protestów ulicznych, ośmieszyły prawie wszystkie redakcje od lewa do prawa. Impotencja i indolencja w równym stopniu dotyczy miejscowych, jaki i europejskich ośrodków, którym redukuje się dostęp do koryta. Dla Polski są to bardzo dobre informacje, bo z taką formą uprawiania polityki Jarosław Kaczyński radzi sobie między porannym siusiu i pierwszą kawą. Kontekst międzynarodowy również sprzyja. Na dniach w Wielkiej Brytanii odbędzie się referendum, a to kraj poważny i tam PSL nie miałby szans przejść progu wyborczego. Nastroje Brytyjczyków są takie, że w ostatnich dniach zmienił się kierunek, więcej chce wyjść z Unii Europejskiej niż w niej pozostać.



share

Uleganie pokusom zawsze źle się kończy. Miałem zamiar lecieć w ciemno, że poza nudnym spektaklem nic się w Parlamencie Europejskim nie wydarzy, ale zachciało mi się raz być poprawnym politycznie i wypowiedzieć się „po obejrzeniu”. Strata czasu, daremny trud i poza paroma detalami, które wywołały uśmiech na twarzy, do niczego spektakl europejski się nie nadawał. Więcej powiem! Przemówienie Beaty Szydło na moje ucho było strzelaniem z armaty do wróbla, należało wyjść i powiedzieć w języku dyplomacji jakiś dowcip polityczny, podsumować technokratyczną puentą i tyle wszystkiego. Premier Szydło dała mocne przemówienie, ale to był wykład dla studentów odczytany w przedszkolu. Potem nastąpiła seria wypocin rozmaitych i chciałbym kogoś wyróżnić, tylko nie mama pojęcie kto by to miał być. Nawet przyjazne wystąpienia Polsce nudziły nieludzko, zawierały okrągłe zdania pozbawione treści wszelakiej.

Strony