UE



share

Pewne rzeczy dzieją się z automatu i naprawdę nie potrzeba tęgiej głowy, żeby po akcji przewidzieć reakcję. Zapałki plus dziecko, to pożar, wódka plus „grejfrut” równa się dobra zabawa i tak dalej. W polityce hasłowe i życiowe prawdy sprawdzają się w takim samym stopniu. Gdy się okazuje słabość, gdy się negocjuje z terrorystą, od razu można się położyć do jesionki. Nie mam pojęcia, co wstąpiło w Jarosława Kaczyńskiego i kto mu podsunął tę genialną myśl, aby się dogadać z Unią Europejską, mogę się jedynie domyślać jak ten plan się narodził.



share

Unia Europejska w obecnej formie jest niczym „Folwark zwierzęcy”, z tą różnicą, że w UE kilkakrotnie wymieniono drzwi od stodoły, bo nie mieściły się kolejne „nowelizacje”. O tym, że świnie są równiejsze właściwie było wiadomo od samego początku, gdy na kilka dni przed naszym wejściem do UE padły sławetne słowa: „Polska straciła okazję do milczenia”. Problem w tym, że w tamtym czasie oprócz Romana Giertycha, który wojował z samym Janem Pawłem II, nie było mądrych na UE. Jeśli napiszę, że Waldemar Łysiak, tak ten Waldemar Łysiak, z obrzydzeniem zagłosował w referendum za wejściem Polski do eurokołchozu, to wielu się może zdziwić, ale tak było.



share

Jedno jest pewne, dziewictwa dwa razy stracić nie można, a PiS dziewicą przestał być dawno. Wszystkie buńczuczne hasła dotyczące powstawania z kolan i inne deklaracje dotyczące prowadzenia twardej polityki zagranicznej, nabrały wymiaru farsy. Stało się to już parę miesięcy temu, gdy głównym celem „rekonstrukcji” rządu i to zdefiniowanym przez Kaczyńskiego, miało być nowe otwarcie w stosunkach z UE i coś tam się przebąkiwało o geopolityce w ogóle. Teza była prosta, nasza polska siermiężna Beata Szydło nie nadaje się na europejskie salony, potrzeba nam kogoś światowego, kto zna języki i ładnie wygląda. Podkreślam, że to teza Jarosława Kaczyńskiego.

Strony