tvn



share

Tak się jakoś wszystko co najśmieszniejsze, chociaż w zamiarze poważne, zeszło w jedną, za przeproszeniem, kupę. Wczoraj odchodzący Komorowski wygłosił takie „orendzie”, że pierwszy raz widziałem dorosłego faceta, który łkając opowiadał o swoich podbojach światowych i krajowych. Następnego dnia dobrzy ludzie przesłali do Internetu zestawienia zamówień towarów i usług Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Nie jestem zwolennikiem poszukiwań w wydatkach prezydenta RP finansowych sensacji, bo to łatwo wyłowić dorsza za 6,5 zł, ale ta lektura robi wrażenie. Mamy do czynienia z klasycznym złodziejstwem, które zbudowało RP III. Irracjonalne kwoty za irracjonalne usługi. Pomijam litościwe wykonanie grafik wiewiórki (nie żartuję), za kilkadziesiąt tysięcy złotych, bo wiadomo, że sztuka jest bezcenna. Mogę natomiast powiedzieć z pełna wiedzą, że hosting serwera strony internetowej BBN za 54 tysiące złotych, to właśnie złodziejstwo.



share

Trwa klasyczna wojna nerwów, na dość żenującym poziomie, rodem ze szkoły podstawowej, gdy to jeden kogucik krzyczy do drugiego: „chcesz się bić”, a tamten odpowiada: „no chcesz się bić, chcesz?”. Durczok wykonał wszystko, co mógł wykonać w swojej beznadziejnej sytuacji. Na początku milczał jak zaklęty licząc, że sprawa rozejdzie się po kościach i pozostanie plotką na zawsze, w dodatku bez nazwisk, ale z samymi aluzjami. Gdy się okazało, że nazwisko Durczoka wypłynęło i to za sprawą jakiegoś internetowego felietonisty, który na dodatek ma prawomocny wyrok za znieważanie świętego Jerzego od Puszki, sprawy nabrały drugiego tempa. Na początek pan Kamil poleciał Sawicką, usłyszeliśmy rzewną historię z „człowiekiem zdemolowanym psychicznie” w roli głównej. Potem agencja PR zadbała o kilka pozytywnych artykułów, a Durczoka wysłała na odpoczynek do szpitala. W między czasie działa komisja TVN i nie jest żadną tajemnicą, że w znanej stacji istnieją dwa obozy.



share

Kamili Durczok, niegdysiejszy twardziel, który tak dzielenie grillował wszystkich przeciwników Zjednoczonej w Oświeceniu Unii Europejskiej, który nie przepuścił księdzu pedofilowi, który razem z kolegami redakcyjnymi 123 razy pokazał materiał z pijanym Wiplerem i 213 razy wymachiwał z ekranu siusiakiem Hofmana, popłakał się dziś w TOK FM na piersi siostry miłosierdzia Dominiki. Ryczał jak bóbr i tak wiarygodnie, jak swego czasu lamentowała „skrzywdzona” Sawicka. Potem się jakoś redaktor Durczok ogarnął i dość oryginalnie, bo nie poleciał „hejterem”, zapowiedział: „pismo procesowe skierowane do blogera”, w obronie swoich dóbr osobistych. Słusznie, w takich okolicznościach tylko sądowe rozstrzygnięcie ma sens, ale za chińskiego boga nie rozumiem, w jaki sposób pan Durczok chce obronić cnotę, którą stracił gdy na świecie nie było jeszcze TVN? Mam nadzieję, że zobaczymy ten wyczyn już wkrótce.

Strony