tvn



share

Kamili Durczok, niegdysiejszy twardziel, który tak dzielenie grillował wszystkich przeciwników Zjednoczonej w Oświeceniu Unii Europejskiej, który nie przepuścił księdzu pedofilowi, który razem z kolegami redakcyjnymi 123 razy pokazał materiał z pijanym Wiplerem i 213 razy wymachiwał z ekranu siusiakiem Hofmana, popłakał się dziś w TOK FM na piersi siostry miłosierdzia Dominiki. Ryczał jak bóbr i tak wiarygodnie, jak swego czasu lamentowała „skrzywdzona” Sawicka. Potem się jakoś redaktor Durczok ogarnął i dość oryginalnie, bo nie poleciał „hejterem”, zapowiedział: „pismo procesowe skierowane do blogera”, w obronie swoich dóbr osobistych. Słusznie, w takich okolicznościach tylko sądowe rozstrzygnięcie ma sens, ale za chińskiego boga nie rozumiem, w jaki sposób pan Durczok chce obronić cnotę, którą stracił gdy na świecie nie było jeszcze TVN? Mam nadzieję, że zobaczymy ten wyczyn już wkrótce.



share

Dotąd uważałem, że to Owsiak jest królem wszelkich błazeństw i tandetnych chwytów, które nawet obok PR nie leżały, a są zwykłą propagandą. Zmieniam zdanie, właściwie to konkurencja za mnie zmieniła i pobiła króla jednym manewrem oskrzydlającym. TVN swoją decyzją o powołaniu „komisji do spraw molestowania” przebił wszystkie skale pośmiewiska, prymitywizmu, hipokryzji i popularnego „rżnięcia głupa”. Dzięki Bogu te igrzyska dla konsumentów „polędwicy sopockiej” i „Tańca z gwiazdami” odbywają się za prywatne pieniądze, ale to wcale nie znaczy, że robienie z ludzi idiotów ma pozostać bezkarne. Ujawniłem nazwisko Durczoka, jednoczenie chroniłem nazwisko znanej prezenterki, ponieważ w niewielkim stopniu przemawiał do mnie argument „ona w końcu jest ofiarą”.



share

Uprzedzając histeryczne komentarze, najczęściej prezentowane w rytualnych pakietach: „frustrat atakuje znanych, bo sam nic nie osiągnął”, „to niszczenie człowieka, nie ma twardych dowodów”, „oszołom rżnie kozaka, żeby zarobić na grzebaniu się w brudach", odpowiem krótko. O tym kim jest jeden z „bohaterów” opisany przez tygodnik „Wprost”, w głośnym artykule „Ukryta prawda”, słówkami, półsłówkami, aluzjami i puszczaniem oka, od kilku dni trąbi cała armia dziennikarzy wraz z osobami ze świecznika. Głosy i echa dochodzą zewsząd, z lewa, prawa i ze środka, ale nikt nie miał odwagi napisać otwartym tekstem, kogo skandal dotyczy. W związku z powyższym proszę sobie darować moralizowanie na górnym C.

Strony