towarzycho



share

Co dla pana/pani było wydarzeniem roku? Takich pytań padnie zewsząd mnóstwo i większość odpowiedzi nie będzie dotyczyć treści pytania, ale wydarzeń jako takich. Odpowiadając precyzyjnie na rutynową formułkę „dla mnie”, którą wygłasza się z końcem każdego roku, mogę użyć tylko jednego słowa – „Berek”. Historia pisania i wydawania zakazanej powieści jest dokładnie taka sama jak książka i taka sama, jak otaczająca nas rzeczywistość, z którą wielu z nas szarpie się codziennie. Pisałem „Berka” trochę dłużej niż rok, po wszystkich wydawnictwach tułałem się ponad dwa lata i zwracam uwagę na kolejną precyzję: „wszystkich wydawnictwach”. Nim stał się cud połączony z przypadkiem, książka trafiła do kliku „niepokornych” recenzentów, cześć się w ogóle nie odezwała, paru się odezwało: „życzę powodzenia, obiecujące, ale wie pan, sam pan rozumie”.



share

Narybek lepszego towarzycha, tu i ówdzie wdraża się i czyni pierwsze śluby. Trochę mi palce zadrżały nad klawiaturą, zanim ostatecznie zdecydowałem o braku litości dla patologii, choćby ta odbywała się z udziałem nieletnich, ale teraz się drżenia wstydzę. Lepsze towarzycho nie drży, oni mają we krwi i w genach przenoszą bezczelność połączoną z serwilizmem, co ludziom spoza towarzycha wydaje się koktajlem niemożliwym i dlatego tak często przegrywają. Dwie panny Lisówny, nie licząc dwóch psów Lisa, zrobiły sobie pierwszy poważny lans w małoletnim życiu, zatytułowany: „Dzień z życia Tomka”. Tym całkiem zacofanym od razu wyjaśnię, że nie ma żadnej pomyłki, panny z Lisa nie mają ojca, ani nawet taty, Lisówny jak wszyscy szczęśliwi widzowie mają Tomka. Na portalu sponsorowanym przez spółki skarbu państwa i redagowanym przez liberalnego Lisa, Tomek zatrudnił swoją, chyba młodszą latorośl, do społecznego fotografowania Tomka.



share

Lepsze towarzycho postanowiło skorzystać z okazji i gdy tylko Kaczyński Wawelem wytrącił pałkę, złapali za kij „skrajnej prawicy”. Na szczęście, towarzycho poza propagandowymi sztampami, które ciągle są skuteczne, wzięło się za eksperymentowanie, a to już jest poza percepcją towarzycha. Pompowanie ONR i MW, czy najmłodszego „żołnierza” NSZ byłego posła Artura Zawiszy, ma rzecz jasna odpompować elektorat PiS, ale drobne okoliczności nieco komplikują plan. Towarzycho tak się nakręciło wzajemnie, że chyba uwierzyło we własną propagandę oraz siłę propagandy. Tym sposobem z organizacji, które nigdy w Polsce nie zrobiły politycznej kariery na miarę siły zdolnej zmienić rzeczywistość, wyprodukowano „wielkie zagrożenie”. Nie istnieje żadne zagrożenie, ani dla „pedałów”, ani niestety dla „okrągłego stołu”, w każdym razie nie ta napakowana testosteronem młodzież, wiedziona przez politycznego bankruta, jest zdolna dokonać takiego wyczynu.

Strony